Mijały dni, miesiące. Ja ciągle nie wychodziłam z domu. Nie ruszałam się z miejsca. Setki chusteczek i pudełek po lodach walały się po pokoju. Nie wpuszczałam tu nikogo, miałam wszystko gdzieś. Nie zwracałam uwagi na to, że innych to rani. Mam na telefonie setki nieprzeczytanych wiadomości, oraz tysiące nieodebranych telefonów. Ale nic nie trwa wiecznie. Dzisiaj pierwszy dzień w którym idę do szkoły. Nie chcę wiedzieć co się stanie, mam nadzieję że nie spotkam w niej Dawida. Postanowiłam że coś zmienię. Że nie będę już dla wszystkich dobroduszna. Będę zimną suką, taką, jaką powinnam być zawsze. Może to być trochę niezrozumiałe, jeszcze ja sama tego nie rozumiem, ale tak czasami jest.
Ubrałam na siebie czarną bokserkę, bordową bluzę z kapturem, oraz białe rurki, a do tego wszystkiego czarne vansy. Zabrałam swoją torbę i wyszłam z domu. Do szkoły miałam kawał drogi, więc pobiegłam na autobus. Był on jakieś 100 metrów ode mnie. Gdy już dotarłam akurat zobaczyłam swój autobus. Na przystanku było jeszcze parę osób, a każdy wsiadał do tego samego autobusu, więc jak najszybciej wepchnęłam się do przodu i zajęłam w pojeździe miejsce siedzące - całe szczęście. Uśmiechnęłam się triumfalnie i zaczęłam się bawić swoim telefonem. Weszłam na twittera i szybko napisałam:
Szkoła. Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę. :/ - dontfuckmymind
Jazda bardzo mi się dłużyła i wydawało mi się, że jedziemy wieczność. Na szczęście po jakimś czasie zobaczyłam swój przystanek i gdy tylko autobus się zatrzymał, wysiadłam z niego. Zobaczyłam budynek szkoły i pewnym krokiem ruszyłam ku niemu.
-To będzie ciężki dzień. - Powiedziałam do siebie półszeptem, jednak ku mojemu "szczęściu" ktoś musiał to usłyszeć.
-Musi być źle.. - Usłyszałam głos, nie znałam go, ale przerwałam.
-Aby mogło być lepiej. - Odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie. Osoba odwzajemniła to i ruszyła w swoim kierunku. Ktokolwiek to był - na pewno czytał mojego twittera, tylko ja używam tych słów, chyba że jednak nie. Whatever. Weszłam do budynku szkoły i stanęłam obok klasy w której miały być lekcje. Oparłam się o kolumnę i bawiłam się palcami. Obdarowałam kilku przechodzących uczniów wrogim spojrzeniem, ponieważ chcieli się do mnie odezwać. Nie wiem z jakiego powodu, ale pieprzyć to. Minęłam się spojrzeniem z Dawidem, ale nie odezwaliśmy się do siebie. To dobrze. Niech tak pozostanie. Nagle ujrzałam sylwetkę mojej koleżanki - Kasi. Gdy tylko mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła i pobiegła w moją stronę, praktycznie rzucając się na mnie.
-Daria! - Krzyknęła i wtuliła się we mnie mocniej.
-Huh? - Zapytałam i zaśmiałam się.
-Jak dobrze że jesteś.. Ale muszę Cię ostrzec..
-Co?
-Dawid.
-Jezu, nie mów jego imienia, mam nadzieję że nigdy.. - I w tym momencie mi przerwano.
-On jest z Karoliną.
-CO?! - Krzyknęłam nie dowierzając.
-Spójrz. - Pokazała palcem w kierunku w którym stali i całowali się. Ups, nieczyste zagranie Kwiatkowski, nieczyste. Ale okej, jak chce tak grać, niech tak gra. Ale w tą grę dwóch może grać.
_______________________________________________________________
Ja wiem, że jesteście źli, rozdziału nie było miesiąc. Ale błagam nie zabijcie mnie, kocham
sobota, 6 grudnia 2014
piątek, 7 listopada 2014
019: "Flashbacks"
Życie sprawia nam dużo bólu. Szczególnie wtedy, gdy wszystko zaczyna się układać.
Minął miesiąc. Okrągłe cztery tygodnie. Ani ja nie odzywałam się do Dawida, ani on do mnie. Tak jakbyśmy się nie znali. Codziennie zerkałam na swojego twittera i opisywałam różne historie, które według mnie były ciekawe. Tak dla jasności - O sobie pisałam jako "Ri" a o Dawidzie "Wi" Tak było najprościej, a znana byłam z tego że nie podawałam swoich danych osobowych, ani nikogo z mojego otoczenia. Postanowiłam że posłucham jakiś piosenek. Włączyłam moją ulubioną playlistę, a pierwszą piosenką było "Morze Łez". Zgadnijcie kogo? Ha! Moje szczęście. Piosenka niczego sobie, tekst bardzo życiowy, więc postanowiłam że opublikuję na twitterze kawałek.
Pokaż jak naprawdę ranić, już nie oszukuj mnie. Ludzie wyczuwają co jest złe. - dontfuckmymind
Po paru sekundach już dużo osób odezwało się do mnie, pod tweetem. Parę oznaczyło Kwiatkowskiego, ale pewnie tego nie zobaczy, kiedyś weszłam na jego tt, tyle spamu. Gdy upłynęło parę minut postanowiłam znów przejrzeć powiadomienia. "@kwiatkowskioff reblogged your post" W sumie to opadła mi szczęka, dlatego że zauważył to, ale nie jestem jego fanką tylko byłą dziewczyną, no halo. Z reguły jestem bardzo wytrzymałą i silną osobą, więc nie przeżywam rozstania z Dawidem, szczególnie że to z jego winy bo wiem, że trzeba iść dalej i nie można się poddawać, nigdy. Usłyszałam dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu ukazało się zdjęcie brązowookiego, uśmiechniętego. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Kurwa.
-Czego?
-Daria, proszę. Daj mi wyjaśnić. - Pewnie powiedział.
-My chyba nie mamy sobie nic do wyjaśnienia. - Miałam ochotę parsknąć śmiechem na dobór naszych słów. Praktycznie to samo powiedzieliśmy do siebie w szkole, gdy chciał wyjaśnić zaistniałą sytuację z Karoliną, czy jak jej tam było..
*flashback*
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy rozeszli się pod swoje sale, tylko ja stałam jak słup. Stanął przede mną. Nie Bartek, nie żaden nauczyciel. Tylko on. Stanął przede mną Dawid. Z jednej strony miałam ochotę dać mu tak mocno w twarz, a z drugiej przytulić i już nie wypuszczać. Czy ja jestem jakaś nienormalna czy jak?
-Daria...Proszę, posłuchaj mnie. - Głos miał zachrypnięty, brzmiał jakby miał zaraz rozryczeć się jak małe dziecko. To było takie dziwne.
-Nie mam ochoty Cię słuchać, nie mam ochoty nawet na Ciebie patrzeć, nie rozumiesz? Zniszczyłeś mnie psychicznie, nie czujesz przez to się minimalnie winny? Nie czujesz żadnej różnicy w moim zachowaniu, w Naszym zachowaniu? Czy Ty nic do cholery nie widzisz? Okulary Ci kupić, czy jak?!
-Proszę.. Nie odtrącaj mnie, daj mi wyjaśnić.
-My chyba nie mamy sobie nic do wyjaśnienia.
*end of flashback*
-Wiesz co? Nienawidzę tego, że nie dajesz mi dojść do słowa, tak samo jak kurwa nienawidzę mojej osoby. Jesteś niemożliwa, nie każę Ci do cholery do mnie wracać, tylko wysłuchać.
-A wiesz Ty co? To nie ja przelizałam się z obcą dla mnie osobą na imprezie! - Krzyknęłam i rozłączyłam się. Co za idiota. Miałam ochotę się rozpłakać. Ale przez niego nie warto. Westchnęłam i opadłam na podłogę. Wiedziałam, że znowu się rozpłaczę, a tak bardzo tego nie chciałam. Nie lubiłam pokazywać mojej słabości nikomu, rodzicom, Dawidowi. Ale czasem to robiłam. Tak, śmiejcie się, śmiejcie. Ale gdyby Wam ktoś wbił sztylety w serce to tak przyjemnie by nie było, co nie? Postanowiłam się przejść, nie wychodziłam praktycznie z domu, a spacer dobrze mi zrobi. Założyłam czarne trampki za kostkę i zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz? - Usłyszałam głos rodzicielki, robiącej coś w kuchni.
-Przed siebie. - I wyszłam. Założę się że nie będzie ze mną dobrze gdy wrócę do domu, ale jestem tak niesamowicie wkurzona, że zaraz sobie coś zrobię. Pamiętam jak miałam 14 lat to gdy moi rodzice mnie denerwowali to chodziłam na treningi boxu, zaprowadził mnie tam mój 18 letni kolega, do dzisiaj to pamiętam.
*flashback*
Ja nie mogę! Jak ona mnie denerwuje! Myśli że będę spełniać wszystkie jej zachcianki! Nie chcę jej tu! Nienawidzę mojej mamy. Nie wierzę, że z Ojcem zrobiła mi takie świństwo! Boże.. Wyszłam z domu i nawet nie pofatygowałam się żeby zamknąć za sobą drzwi, niech sobie sama zamyka, kim ja jestem? Jej służącą? Naburmuszona przechodziłam przez ciemne ulice miasta, gdy nagle na kogoś wpadłam.
-Dariuna, co tu robisz o tej porze? - Nim spojrzałam w twarz osoby, poznałam jej głos. Artur.
-Jestem taka wkurzona, nawet nie próbuj ze mną zadzierać.. - Chciałam go wyminąć, ale on mnie złapał za nadgarstki. Uwolniłam się i uderzyłam go w ramię, aby stracił orientację, i tak było, więc szybko go wyminęłam. On nagle przybiegł i stanął przede mną
-Idę na trening boxu, chcesz może też się wybrać? - Uśmiechnął się zapraszająco.
-Nie wiem... Hmm... - Udałam że się zastanawiam.
-Oj nie bądź taka no, proszę Cię! - Zrobił minę zbitego psiaka.
-Dobra, dobra! Ale nie patrz na mnie tymi oczami! - Powiedziałam i zaśmiałam się, na co on mi zawtórował. Zaczął powoli iść, a ja za nim. Szliśmy długo, nie wiem w sumie ile, ale czas cholernie mi się dłużył. Wreszcie dotarliśmy pod jakiś budynek, trochę opuszczony - ale co tam. Do odważnych świat należy, nie? Gdy przekroczyłam próg tego czegoś, szczerze nie wiem nawet jak to nazwać do moich nozdrzy doszedł zapach potu i... mięty? Nie ważne. Dostałam parę zalotnych spojrzeń z męskiej strony, bo właściwie tylko taka tu była. Byłam akurat przebrana w dresy, więc nie potrzebowałam niczego do pożyczenia.
-Ej młoda, chcesz od razu na walkę, czy wolisz się rozgrzać? - Powiedział Artur.
-No wiesz, nie potrzebuję rozgrzewki, dzięki za troskę. - Pokazałam mu język.
-Okej, w takim razie.. Karol! Chodź, zawalczysz z Darią. - Pomachał ręką w naszą stronę do jakiegoś chłopaka. Na oko w jego wieku, może rok młodszy.
-Wporzo. Nowa jest? - Skinął na mnie.
-Tak.
Stanęliśmy na ringu, usłyszeliśmy gwizdek. Zaczęło się.
*end of flashback*
Minął miesiąc. Okrągłe cztery tygodnie. Ani ja nie odzywałam się do Dawida, ani on do mnie. Tak jakbyśmy się nie znali. Codziennie zerkałam na swojego twittera i opisywałam różne historie, które według mnie były ciekawe. Tak dla jasności - O sobie pisałam jako "Ri" a o Dawidzie "Wi" Tak było najprościej, a znana byłam z tego że nie podawałam swoich danych osobowych, ani nikogo z mojego otoczenia. Postanowiłam że posłucham jakiś piosenek. Włączyłam moją ulubioną playlistę, a pierwszą piosenką było "Morze Łez". Zgadnijcie kogo? Ha! Moje szczęście. Piosenka niczego sobie, tekst bardzo życiowy, więc postanowiłam że opublikuję na twitterze kawałek.
Pokaż jak naprawdę ranić, już nie oszukuj mnie. Ludzie wyczuwają co jest złe. - dontfuckmymind
Po paru sekundach już dużo osób odezwało się do mnie, pod tweetem. Parę oznaczyło Kwiatkowskiego, ale pewnie tego nie zobaczy, kiedyś weszłam na jego tt, tyle spamu. Gdy upłynęło parę minut postanowiłam znów przejrzeć powiadomienia. "@kwiatkowskioff reblogged your post" W sumie to opadła mi szczęka, dlatego że zauważył to, ale nie jestem jego fanką tylko byłą dziewczyną, no halo. Z reguły jestem bardzo wytrzymałą i silną osobą, więc nie przeżywam rozstania z Dawidem, szczególnie że to z jego winy bo wiem, że trzeba iść dalej i nie można się poddawać, nigdy. Usłyszałam dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu ukazało się zdjęcie brązowookiego, uśmiechniętego. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Kurwa.
-Czego?
-Daria, proszę. Daj mi wyjaśnić. - Pewnie powiedział.
-My chyba nie mamy sobie nic do wyjaśnienia. - Miałam ochotę parsknąć śmiechem na dobór naszych słów. Praktycznie to samo powiedzieliśmy do siebie w szkole, gdy chciał wyjaśnić zaistniałą sytuację z Karoliną, czy jak jej tam było..
*flashback*
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy rozeszli się pod swoje sale, tylko ja stałam jak słup. Stanął przede mną. Nie Bartek, nie żaden nauczyciel. Tylko on. Stanął przede mną Dawid. Z jednej strony miałam ochotę dać mu tak mocno w twarz, a z drugiej przytulić i już nie wypuszczać. Czy ja jestem jakaś nienormalna czy jak?
-Daria...Proszę, posłuchaj mnie. - Głos miał zachrypnięty, brzmiał jakby miał zaraz rozryczeć się jak małe dziecko. To było takie dziwne.
-Nie mam ochoty Cię słuchać, nie mam ochoty nawet na Ciebie patrzeć, nie rozumiesz? Zniszczyłeś mnie psychicznie, nie czujesz przez to się minimalnie winny? Nie czujesz żadnej różnicy w moim zachowaniu, w Naszym zachowaniu? Czy Ty nic do cholery nie widzisz? Okulary Ci kupić, czy jak?!
-Proszę.. Nie odtrącaj mnie, daj mi wyjaśnić.
-My chyba nie mamy sobie nic do wyjaśnienia.
*end of flashback*
-Wiesz co? Nienawidzę tego, że nie dajesz mi dojść do słowa, tak samo jak kurwa nienawidzę mojej osoby. Jesteś niemożliwa, nie każę Ci do cholery do mnie wracać, tylko wysłuchać.
-A wiesz Ty co? To nie ja przelizałam się z obcą dla mnie osobą na imprezie! - Krzyknęłam i rozłączyłam się. Co za idiota. Miałam ochotę się rozpłakać. Ale przez niego nie warto. Westchnęłam i opadłam na podłogę. Wiedziałam, że znowu się rozpłaczę, a tak bardzo tego nie chciałam. Nie lubiłam pokazywać mojej słabości nikomu, rodzicom, Dawidowi. Ale czasem to robiłam. Tak, śmiejcie się, śmiejcie. Ale gdyby Wam ktoś wbił sztylety w serce to tak przyjemnie by nie było, co nie? Postanowiłam się przejść, nie wychodziłam praktycznie z domu, a spacer dobrze mi zrobi. Założyłam czarne trampki za kostkę i zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz? - Usłyszałam głos rodzicielki, robiącej coś w kuchni.
-Przed siebie. - I wyszłam. Założę się że nie będzie ze mną dobrze gdy wrócę do domu, ale jestem tak niesamowicie wkurzona, że zaraz sobie coś zrobię. Pamiętam jak miałam 14 lat to gdy moi rodzice mnie denerwowali to chodziłam na treningi boxu, zaprowadził mnie tam mój 18 letni kolega, do dzisiaj to pamiętam.
*flashback*
Ja nie mogę! Jak ona mnie denerwuje! Myśli że będę spełniać wszystkie jej zachcianki! Nie chcę jej tu! Nienawidzę mojej mamy. Nie wierzę, że z Ojcem zrobiła mi takie świństwo! Boże.. Wyszłam z domu i nawet nie pofatygowałam się żeby zamknąć za sobą drzwi, niech sobie sama zamyka, kim ja jestem? Jej służącą? Naburmuszona przechodziłam przez ciemne ulice miasta, gdy nagle na kogoś wpadłam.
-Dariuna, co tu robisz o tej porze? - Nim spojrzałam w twarz osoby, poznałam jej głos. Artur.
-Jestem taka wkurzona, nawet nie próbuj ze mną zadzierać.. - Chciałam go wyminąć, ale on mnie złapał za nadgarstki. Uwolniłam się i uderzyłam go w ramię, aby stracił orientację, i tak było, więc szybko go wyminęłam. On nagle przybiegł i stanął przede mną
-Idę na trening boxu, chcesz może też się wybrać? - Uśmiechnął się zapraszająco.
-Nie wiem... Hmm... - Udałam że się zastanawiam.
-Oj nie bądź taka no, proszę Cię! - Zrobił minę zbitego psiaka.
-Dobra, dobra! Ale nie patrz na mnie tymi oczami! - Powiedziałam i zaśmiałam się, na co on mi zawtórował. Zaczął powoli iść, a ja za nim. Szliśmy długo, nie wiem w sumie ile, ale czas cholernie mi się dłużył. Wreszcie dotarliśmy pod jakiś budynek, trochę opuszczony - ale co tam. Do odważnych świat należy, nie? Gdy przekroczyłam próg tego czegoś, szczerze nie wiem nawet jak to nazwać do moich nozdrzy doszedł zapach potu i... mięty? Nie ważne. Dostałam parę zalotnych spojrzeń z męskiej strony, bo właściwie tylko taka tu była. Byłam akurat przebrana w dresy, więc nie potrzebowałam niczego do pożyczenia.
-Ej młoda, chcesz od razu na walkę, czy wolisz się rozgrzać? - Powiedział Artur.
-No wiesz, nie potrzebuję rozgrzewki, dzięki za troskę. - Pokazałam mu język.
-Okej, w takim razie.. Karol! Chodź, zawalczysz z Darią. - Pomachał ręką w naszą stronę do jakiegoś chłopaka. Na oko w jego wieku, może rok młodszy.
-Wporzo. Nowa jest? - Skinął na mnie.
-Tak.
Stanęliśmy na ringu, usłyszeliśmy gwizdek. Zaczęło się.
*end of flashback*
poniedziałek, 27 października 2014
018 : "deja vu"
-O, Dawid. Cóż za miłe spotkanie. - każde jego słowo było przesiąknięte sarkazmem. Abyście zrozumieli sytuację - to Kacper. Ten sam który proponował brudną robotę dla Darii, ten który niszczył mi życie. Tak - to on. - Co tam, laleczko? - Zapytał patrząc się na jej ciało, jeśli wiecie co mam na myśli. Daria spojrzała na niego z obrzydzeniem kurczowo trzymając się mojej ręki.
-Nie nazywaj mnie tak. - Zdołała z siebie wydusić. Kiedy zastała go oszołomionego rozluźniła swój uścisk na mnie i pewniej stanęła. - Laleczko? Myślę że stać Cię na coś bardziej oryginalniejszego. A nawiasem mówiąc, z kim mam przyjemność? - Ironicznie odpowiedziała uśmiechając się z wywyższeniem. Moja dziewczynka.
-Jestem Kacper. - Wyciągnął w jej stronę rękę, na co ona spojrzała z obrzydzeniem, po czym wywróciła oczami i odsunęła się. - Nie wywracaj na mnie oczami, szmato. - Powiedział z uśmiechem.
-Jak mnie nazwałeś? - Powiedziała z podniesioną brwią, zawsze tak robiła gdy była zdenerwowana. Już miałem coś powiedzieć i zbliżałem się w jego stronę, jednak ona mnie przytrzymała i podeszła bliżej tak, że mógł poczuć jej oddech na sobie. - No słucham.
-Nazwałem Cię szmatą. Sama powiedziałaś, że chcesz coś oryginalniejszego. - Zarechotał. Nie wytrzymałem zbliżając się do niego na niebezpieczną odległość patrząc na niego z czystym obrzydzeniem. Jego wzrok tryskał pogardą i triumfem. Niedoczekanie.
-Słuchaj. Odpierdol się od niej, jeśli życie Ci miłe. - powiedziałem ze zdenerwowaniem wyczuwalnym w moim głosie. Byłem tak ostro wkurzony że powstrzymywałem się aby nie zedrzeć uśmiechu z jego twarzy.
-Pamiętasz Nasz układ? No więc właśnie. Wiesz co to znaczy.
-W woli ścisłości.. - Zrobiłem przerwę aby przeskanował moje słowa. - To był Twój układ, nie mój. Nie brałem w nim udziału - Pewnie powiedziałem, Daria cały czas stała i wsłuchiwała się w to co mówimy. Było mi tak jakoś dziwnie.
-Ale pewnie pamiętasz słowo w słowo, o czym była rozmowa. Michalik pewnie nie będzie zado....
-ZAMKNIJ SIĘ! - Krzyknąłem wreszcie. Było we mnie tyle negatywnej energii że po prostu wymierzyłem mu cios prosto w twarz. Zachwiał się, ale nie upadł. Był gotowy mi oddać, ale złość na jego twarzy i najprawdopodobniej grymas zastąpił uśmiech. Wyciągnął swój telefon, chwilę w nim poszperał i wyciągnął go w stronę dziewczyny.
-Obejrzyj do końca. - Powiedział spokojnie, jak gdyby nic. Sam z ciekawości zerknąłem. Kurwa. To ja na imprezie, z laską od tego Michalika.. Pamiętacie? Karolina dała mi to jako zadanie żeby się ode mnie odpierdoliła. Nie chciałem żeby to oglądała, ale siedziałem cicho. Coś we mnie pękło, coś puściło. Nie wiem, może mi się wydaje. Ona tylko stała i wpatrywała się ślepo w ekran. Jej twarz nie wyrażała niczego. Pustkę. Filmik się skończył, a ona nadal ślepo wpatrywała się w zgaszony już ekran. Chciała się rozpłakać, lecz nie zrobiła tego. Wiedziałem to.
-Wypierdalajcie. - Powiedziała.
-CO? - Powiedzieliśmy oboje w tym samym momencie.
-Powiedziałam, że macie spierdalać, już! - Krzyknęła, a my wyszliśmy.
Bez żadnych wyjaśnień. Tak po prostu ją zostawiłem.
Daria's POV
Po obejrzeniu tego filmiku wszystko straciło sens. Po jego zakończeniu nadal ślepo wpatrywałam się w ciemny wyświetlacz. Miałam ochotę uklęknąć i po prostu rozpłakać się jak mała gówniara, którą z pewnością nie byłam. Poczułam się jak szmata, szczerze mówiąc. Jak nic nie warta rzecz.
-Wypierdalajcie. - Wyrzuciłam to z siebie. Nie chciałam widzieć tego Karola, czy Kacpra czy jak ten idiota się nazywał. A tym bardziej Dawida. ZNOWU TO KURWA ZROBIŁ. Znowu mnie zdradził. Jak on mógł?
-CO? - Powiedzieli obaj niemalże równocześnie.
-Powiedziałam, że macie spierdalać. JUŻ! - Wrzasnęłam a oni jak za zaklęciem, wyszli. Zostawiając mnie. Nagle coś mną poruszyło. Oparłam się o drzwi i zsunęłam się po nich.
-Ja kurwa pierdolę takie życie. To nie dla mnie. Mogłam umrzeć przez tego raka. Pierdolona chemia. Pierdoleni lekarze. Pierdolony Dawid. Pierdoleni wszyscy. - Powiedziałam i rozpłakałam się tak, jakby miało nie być jutra. Jakby życie miało się skończyć, Bo w sumie moje już sensu nie ma. Pamiętam co zawsze mi pomagało. Twitter. Tam ludzie byli dla mnie życzliwi. Nie ujawniałam się kim jestem, a oni wiedzieli wszystko. Postanowiłam że ponownie tam wejdę. Załamana i ze spuszczoną głową weszłam na górę. Zniechęcona do wszystkiego usiadłam do laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę "Twitter" a ikonka ptaka momentalnie się pojawiła. Kiedyś codziennie tam bywałam. Wszystko się zmieniło. No cóż. Zalogowałam się a tam pełno powiadomień. Jak zawsze zresztą. Dużo było wiadomości co się ze mną dzieje, dlaczego tak długo nie byłam aktywna, niektórzy myśleli że umarłam i nawet było parę internetowych zniczy. Cholera, ludzie serio nie mają swojego życia jak tak teraz o tym myślę. Wreszcie postanowiłam coś napisać.
Uhm, hej. Wiecie, czasem dobrze zrobić sobie przerwę. Uświadomić parę spraw. Tak jak zrobiłam to ja. I wiecie co? Można by powiedzieć że tego nie żałuję. Niekoniecznie jest tak jak mówię, no ale.. Możecie zadać mi teraz parę pytań, postaram się odpowiedzieć. Pamiętacie dobrze że sama nigdy nie piszę o tym co się u mnie dzieje, prawda? Ja tylko odpowiadam na Wasze pytania. - dontfuckmymind
-Nie nazywaj mnie tak. - Zdołała z siebie wydusić. Kiedy zastała go oszołomionego rozluźniła swój uścisk na mnie i pewniej stanęła. - Laleczko? Myślę że stać Cię na coś bardziej oryginalniejszego. A nawiasem mówiąc, z kim mam przyjemność? - Ironicznie odpowiedziała uśmiechając się z wywyższeniem. Moja dziewczynka.
-Jestem Kacper. - Wyciągnął w jej stronę rękę, na co ona spojrzała z obrzydzeniem, po czym wywróciła oczami i odsunęła się. - Nie wywracaj na mnie oczami, szmato. - Powiedział z uśmiechem.
-Jak mnie nazwałeś? - Powiedziała z podniesioną brwią, zawsze tak robiła gdy była zdenerwowana. Już miałem coś powiedzieć i zbliżałem się w jego stronę, jednak ona mnie przytrzymała i podeszła bliżej tak, że mógł poczuć jej oddech na sobie. - No słucham.
-Nazwałem Cię szmatą. Sama powiedziałaś, że chcesz coś oryginalniejszego. - Zarechotał. Nie wytrzymałem zbliżając się do niego na niebezpieczną odległość patrząc na niego z czystym obrzydzeniem. Jego wzrok tryskał pogardą i triumfem. Niedoczekanie.
-Słuchaj. Odpierdol się od niej, jeśli życie Ci miłe. - powiedziałem ze zdenerwowaniem wyczuwalnym w moim głosie. Byłem tak ostro wkurzony że powstrzymywałem się aby nie zedrzeć uśmiechu z jego twarzy.
-Pamiętasz Nasz układ? No więc właśnie. Wiesz co to znaczy.
-W woli ścisłości.. - Zrobiłem przerwę aby przeskanował moje słowa. - To był Twój układ, nie mój. Nie brałem w nim udziału - Pewnie powiedziałem, Daria cały czas stała i wsłuchiwała się w to co mówimy. Było mi tak jakoś dziwnie.
-Ale pewnie pamiętasz słowo w słowo, o czym była rozmowa. Michalik pewnie nie będzie zado....
-ZAMKNIJ SIĘ! - Krzyknąłem wreszcie. Było we mnie tyle negatywnej energii że po prostu wymierzyłem mu cios prosto w twarz. Zachwiał się, ale nie upadł. Był gotowy mi oddać, ale złość na jego twarzy i najprawdopodobniej grymas zastąpił uśmiech. Wyciągnął swój telefon, chwilę w nim poszperał i wyciągnął go w stronę dziewczyny.
-Obejrzyj do końca. - Powiedział spokojnie, jak gdyby nic. Sam z ciekawości zerknąłem. Kurwa. To ja na imprezie, z laską od tego Michalika.. Pamiętacie? Karolina dała mi to jako zadanie żeby się ode mnie odpierdoliła. Nie chciałem żeby to oglądała, ale siedziałem cicho. Coś we mnie pękło, coś puściło. Nie wiem, może mi się wydaje. Ona tylko stała i wpatrywała się ślepo w ekran. Jej twarz nie wyrażała niczego. Pustkę. Filmik się skończył, a ona nadal ślepo wpatrywała się w zgaszony już ekran. Chciała się rozpłakać, lecz nie zrobiła tego. Wiedziałem to.
-Wypierdalajcie. - Powiedziała.
-CO? - Powiedzieliśmy oboje w tym samym momencie.
-Powiedziałam, że macie spierdalać, już! - Krzyknęła, a my wyszliśmy.
Bez żadnych wyjaśnień. Tak po prostu ją zostawiłem.
Daria's POV
Po obejrzeniu tego filmiku wszystko straciło sens. Po jego zakończeniu nadal ślepo wpatrywałam się w ciemny wyświetlacz. Miałam ochotę uklęknąć i po prostu rozpłakać się jak mała gówniara, którą z pewnością nie byłam. Poczułam się jak szmata, szczerze mówiąc. Jak nic nie warta rzecz.
-Wypierdalajcie. - Wyrzuciłam to z siebie. Nie chciałam widzieć tego Karola, czy Kacpra czy jak ten idiota się nazywał. A tym bardziej Dawida. ZNOWU TO KURWA ZROBIŁ. Znowu mnie zdradził. Jak on mógł?
-CO? - Powiedzieli obaj niemalże równocześnie.
-Powiedziałam, że macie spierdalać. JUŻ! - Wrzasnęłam a oni jak za zaklęciem, wyszli. Zostawiając mnie. Nagle coś mną poruszyło. Oparłam się o drzwi i zsunęłam się po nich.
-Ja kurwa pierdolę takie życie. To nie dla mnie. Mogłam umrzeć przez tego raka. Pierdolona chemia. Pierdoleni lekarze. Pierdolony Dawid. Pierdoleni wszyscy. - Powiedziałam i rozpłakałam się tak, jakby miało nie być jutra. Jakby życie miało się skończyć, Bo w sumie moje już sensu nie ma. Pamiętam co zawsze mi pomagało. Twitter. Tam ludzie byli dla mnie życzliwi. Nie ujawniałam się kim jestem, a oni wiedzieli wszystko. Postanowiłam że ponownie tam wejdę. Załamana i ze spuszczoną głową weszłam na górę. Zniechęcona do wszystkiego usiadłam do laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę "Twitter" a ikonka ptaka momentalnie się pojawiła. Kiedyś codziennie tam bywałam. Wszystko się zmieniło. No cóż. Zalogowałam się a tam pełno powiadomień. Jak zawsze zresztą. Dużo było wiadomości co się ze mną dzieje, dlaczego tak długo nie byłam aktywna, niektórzy myśleli że umarłam i nawet było parę internetowych zniczy. Cholera, ludzie serio nie mają swojego życia jak tak teraz o tym myślę. Wreszcie postanowiłam coś napisać.
Uhm, hej. Wiecie, czasem dobrze zrobić sobie przerwę. Uświadomić parę spraw. Tak jak zrobiłam to ja. I wiecie co? Można by powiedzieć że tego nie żałuję. Niekoniecznie jest tak jak mówię, no ale.. Możecie zadać mi teraz parę pytań, postaram się odpowiedzieć. Pamiętacie dobrze że sama nigdy nie piszę o tym co się u mnie dzieje, prawda? Ja tylko odpowiadam na Wasze pytania. - dontfuckmymind
piątek, 24 października 2014
017 : "This is he"
CZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM
Dawid Pov
Wiem, jaka to ciężka walka, gdy nie wiesz czy dożyjesz następnego dnia. Nie chodzi mu tu o moją sytuację, ale wiem jak czuła się Daria gdy wszystko w jej życiu się zawaliło Całe szczęście że nie była w tym wszystkim sama. Miała mnie, rodziców, poparcie całej szkoły. Od tego czasu nie wchodziłem na komputer. wiem, że pewnie każdy się o mnie martwi, ale ja nie mogłem zostawić własnej dziewczyny dla internetu. Postanowiłem na chwilę wejść aby poinformować co się u mnie dzieje. Gdy tylko wszedłem na facebooka zauważyłem multum wiadomości, powiadomień.. Wszedłem na moją ukochaną grupę "Kwiatonators" i bez chwili namysłu zacząłem pisać.
"Cześć i czołem, kluski z rosołem.
Przepraszam.
Nie odzywałem się, ale nawet nie wiecie jakie to trudne gdy Twoja dziewczyna walczy o życie, a przyjaciele mają problemy. No dobra, nie wysyłam słów na wiatr, bo nie wiem co się u Was w tym momencie dzieje. Obiecuję wszystko nadrobić, przysięgam. Pamiętajcie że już za miesiąc lecimy z trasą. Daria wyzdrowiała, nie zdążyłem przeczytać żadnych wiadomości od was, ale mam nadzieję że nie umarłyście z tęsknoty dziewczyny. Chłopaki, pilnujcie tam moich aniołów - okej? Obiecujecie? Kocham Was, forever Kwiat"
Chwilę jeszcze siedziałem i czytałem, po chwili nacisnąłem "Opublikuj" i zamknąłem laptopa, głęboko oddychając. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu, mojego - nawiasem mówiąc. Daria. Szybko odebrałem.
-Tak,kochanie? - Powiedziałem, uśmiechając się.
-Czy Ty jesteś ze mną telepatycznie związany? - Zachichotała cicho.
-Przepraszam? - Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi.
-No to słuchaj. I nie przerywaj, tak jak masz to w zwyczaju.
-Okej...
-No jestem teraz w domu i postanowiłam wejść na laptopa. Wchodzę na facebooka a tam "Dawid Kwiatkowski dodał post w grupie Kwiatonators" dosłownie dopiero weszłam, a tam powiadomienie o tym że dodałeś post. Czy Ty mnie śledzisz?! - Zaśmiała się głośno. - Czekam na wyjaśnienia.
-Co? Nie, kicia nie śledzę Cię. Po prostu bez słowa wyjaśnienia tak wszystko zostawiłem, a Ty, rodzina i fani jesteście u mnie na pierwszym miejscu, więc nie mogłem po prostu tak ich... - w tym momencie mi przerwano.
-Boże,idioto ja tylko żartowałam! - Powiedziała na tyle głośno aby mnie przekrzyczeć. - A skoro jesteś w domu to wpadniesz może? Jestem w samym szlafroku, na łóżku, sama.... - Uwodzicielsko powiedziała, chcąc coś jeszcze dodać przerwano jej, tak jak mi wcześniej.
-Zaraz będę.
-Dodajmy do tego moich rodziców, ubrania, i kanapę. - Wybuchnęła śmiechem, a ja strzeliłem sobie mentalnego facepalma. - Ale przyjść możesz.
-O nie, pożałujesz że kiedykolwiek tak sobie zażartowałaś. - Po tych słowach rozłączyłem się i wyszedłem z domu z bananem na twarzy. Droga do domu Darii nie była długa, więc po chwili byłem przed jej drzwiami i dzwoniłem dzwonkiem. Usłyszałem w tle głos mojej dziewczyny, najprawdopodobniej mówiący że pójdzie otworzyć.
-Hej. - Powiedziała i uśmiechnęła się. Jeździłem wzrokiem po tym w co była ubrana. Miała na sobie czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach, nie wiem jak się na to mówi, jestem tylko chłopakiem.. I kapcie.Musiała zauważyć mój wzrok na jej ciele, bo uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Odchrząknąłem.
-Cześć. - Spojrzałem wreszcie w jej oczy i przytuliłem. Odsunęła się w bok, abym mógł wejść do domu. Przywitałem się z jej rodzicami i wszedłem za nią po schodach na górę - do jej pokoju. Wszedłem do niego. Usiadłem na jej łóżku, ona obok mnie. Jej pokój w sumie był mały w porównaniu do mojego, lecz szczerze mówiąc wcale nie był jakiś maluteńki. Po prostu mój był ogromny. Nie wiem zresztą po co mi aż tak wielki pokój, ale pomińmy ten fakt..
-Ej, Dawid. A co tam u Alohy Team? Dawno o nich nie mówiłeś. - Kurde. Nie liczyłem że o to spyta, nie chciałem jej mówić że Wrzosek leży jeszcze w szpitalu i że Igor jest zadłużony. Kurwa. Nawet tu nie miałem tego mówić. Jezu, jestem okropny. - Żyjesz? - Machnęła mi ręką przed oczami, a ja ocknąłem się z mojego transu.
-Ta, żyję. Szczerze to...-Zrobiłem przerwę, aby coś wymyślić. - Nie miałem z nimi kontaktu. -Odparłem smutno, ale nie z powodu że naprawdę tak było, tylko dlatego że ją okłamałem. Obiecałem że tego nie zrobię, do cholery!
-Ojej, to przykro. Mam nadzieję że odnowicie swoje kontakty.
-Tak, ja też. Dobra, nie smućmy się już. Może po prostu obejrzymy jakiś film? - Zaproponowałem, aby odbiec od tematu.
-Jasne, a jaki byś chciał? - Zapytała wesoło.
-Wiesz, to Twój dom. Co wiąże się z Twoim wyborem. - Powiedziałem niczym filozof, na co zachichotała.
-Tak, ale Ty jesteś gościem, więc Ty wybierasz.
-Okej... Może Obecność? - To pierwszy film który przyszedł mi na myśl.
-Ta. Niech będzie. - Wiem że ona nie lubiła tego typu filmów, ale lubiłem jak znudzona wtulała się w mój tors. Dobra, jestem dziwny. A w sumie to nie, bo w końcu jestem tylko młodym chłopakiem, a Daria to moja dziewczyna. Nic nienaturalnego w tym nie ma. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? - Zapytałem.
-Nie.. - Powiedziała dziwnym tonem.
-Wszystko okej?
-Tak.. Chodźmy lepiej sprawdzić kto to. - Ta, umie tak samo odbiegać od tematu jak ja. Jednak jesteśmy do siebie podobni. Zeszliśmy na dół, a ona nie patrząc na wizjer otworzyła drzwi. Myślałem że moja szczęka uderzyła o podłogę, gdy zobaczyłem kto stoi w drzwiach. To był ON.
Dawid Pov
Wiem, jaka to ciężka walka, gdy nie wiesz czy dożyjesz następnego dnia. Nie chodzi mu tu o moją sytuację, ale wiem jak czuła się Daria gdy wszystko w jej życiu się zawaliło Całe szczęście że nie była w tym wszystkim sama. Miała mnie, rodziców, poparcie całej szkoły. Od tego czasu nie wchodziłem na komputer. wiem, że pewnie każdy się o mnie martwi, ale ja nie mogłem zostawić własnej dziewczyny dla internetu. Postanowiłem na chwilę wejść aby poinformować co się u mnie dzieje. Gdy tylko wszedłem na facebooka zauważyłem multum wiadomości, powiadomień.. Wszedłem na moją ukochaną grupę "Kwiatonators" i bez chwili namysłu zacząłem pisać.
"Cześć i czołem, kluski z rosołem.
Przepraszam.
Nie odzywałem się, ale nawet nie wiecie jakie to trudne gdy Twoja dziewczyna walczy o życie, a przyjaciele mają problemy. No dobra, nie wysyłam słów na wiatr, bo nie wiem co się u Was w tym momencie dzieje. Obiecuję wszystko nadrobić, przysięgam. Pamiętajcie że już za miesiąc lecimy z trasą. Daria wyzdrowiała, nie zdążyłem przeczytać żadnych wiadomości od was, ale mam nadzieję że nie umarłyście z tęsknoty dziewczyny. Chłopaki, pilnujcie tam moich aniołów - okej? Obiecujecie? Kocham Was, forever Kwiat"
Chwilę jeszcze siedziałem i czytałem, po chwili nacisnąłem "Opublikuj" i zamknąłem laptopa, głęboko oddychając. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu, mojego - nawiasem mówiąc. Daria. Szybko odebrałem.
-Tak,kochanie? - Powiedziałem, uśmiechając się.
-Czy Ty jesteś ze mną telepatycznie związany? - Zachichotała cicho.
-Przepraszam? - Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi.
-No to słuchaj. I nie przerywaj, tak jak masz to w zwyczaju.
-Okej...
-No jestem teraz w domu i postanowiłam wejść na laptopa. Wchodzę na facebooka a tam "Dawid Kwiatkowski dodał post w grupie Kwiatonators" dosłownie dopiero weszłam, a tam powiadomienie o tym że dodałeś post. Czy Ty mnie śledzisz?! - Zaśmiała się głośno. - Czekam na wyjaśnienia.
-Co? Nie, kicia nie śledzę Cię. Po prostu bez słowa wyjaśnienia tak wszystko zostawiłem, a Ty, rodzina i fani jesteście u mnie na pierwszym miejscu, więc nie mogłem po prostu tak ich... - w tym momencie mi przerwano.
-Boże,idioto ja tylko żartowałam! - Powiedziała na tyle głośno aby mnie przekrzyczeć. - A skoro jesteś w domu to wpadniesz może? Jestem w samym szlafroku, na łóżku, sama.... - Uwodzicielsko powiedziała, chcąc coś jeszcze dodać przerwano jej, tak jak mi wcześniej.
-Zaraz będę.
-Dodajmy do tego moich rodziców, ubrania, i kanapę. - Wybuchnęła śmiechem, a ja strzeliłem sobie mentalnego facepalma. - Ale przyjść możesz.
-O nie, pożałujesz że kiedykolwiek tak sobie zażartowałaś. - Po tych słowach rozłączyłem się i wyszedłem z domu z bananem na twarzy. Droga do domu Darii nie była długa, więc po chwili byłem przed jej drzwiami i dzwoniłem dzwonkiem. Usłyszałem w tle głos mojej dziewczyny, najprawdopodobniej mówiący że pójdzie otworzyć.
-Hej. - Powiedziała i uśmiechnęła się. Jeździłem wzrokiem po tym w co była ubrana. Miała na sobie czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach, nie wiem jak się na to mówi, jestem tylko chłopakiem.. I kapcie.Musiała zauważyć mój wzrok na jej ciele, bo uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Odchrząknąłem.
-Cześć. - Spojrzałem wreszcie w jej oczy i przytuliłem. Odsunęła się w bok, abym mógł wejść do domu. Przywitałem się z jej rodzicami i wszedłem za nią po schodach na górę - do jej pokoju. Wszedłem do niego. Usiadłem na jej łóżku, ona obok mnie. Jej pokój w sumie był mały w porównaniu do mojego, lecz szczerze mówiąc wcale nie był jakiś maluteńki. Po prostu mój był ogromny. Nie wiem zresztą po co mi aż tak wielki pokój, ale pomińmy ten fakt..
-Ej, Dawid. A co tam u Alohy Team? Dawno o nich nie mówiłeś. - Kurde. Nie liczyłem że o to spyta, nie chciałem jej mówić że Wrzosek leży jeszcze w szpitalu i że Igor jest zadłużony. Kurwa. Nawet tu nie miałem tego mówić. Jezu, jestem okropny. - Żyjesz? - Machnęła mi ręką przed oczami, a ja ocknąłem się z mojego transu.
-Ta, żyję. Szczerze to...-Zrobiłem przerwę, aby coś wymyślić. - Nie miałem z nimi kontaktu. -Odparłem smutno, ale nie z powodu że naprawdę tak było, tylko dlatego że ją okłamałem. Obiecałem że tego nie zrobię, do cholery!
-Ojej, to przykro. Mam nadzieję że odnowicie swoje kontakty.
-Tak, ja też. Dobra, nie smućmy się już. Może po prostu obejrzymy jakiś film? - Zaproponowałem, aby odbiec od tematu.
-Jasne, a jaki byś chciał? - Zapytała wesoło.
-Wiesz, to Twój dom. Co wiąże się z Twoim wyborem. - Powiedziałem niczym filozof, na co zachichotała.
-Tak, ale Ty jesteś gościem, więc Ty wybierasz.
-Okej... Może Obecność? - To pierwszy film który przyszedł mi na myśl.
-Ta. Niech będzie. - Wiem że ona nie lubiła tego typu filmów, ale lubiłem jak znudzona wtulała się w mój tors. Dobra, jestem dziwny. A w sumie to nie, bo w końcu jestem tylko młodym chłopakiem, a Daria to moja dziewczyna. Nic nienaturalnego w tym nie ma. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? - Zapytałem.
-Nie.. - Powiedziała dziwnym tonem.
-Wszystko okej?
-Tak.. Chodźmy lepiej sprawdzić kto to. - Ta, umie tak samo odbiegać od tematu jak ja. Jednak jesteśmy do siebie podobni. Zeszliśmy na dół, a ona nie patrząc na wizjer otworzyła drzwi. Myślałem że moja szczęka uderzyła o podłogę, gdy zobaczyłem kto stoi w drzwiach. To był ON.
***
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Nie wiem co się ze mną dzieje, rozdział trochę badziewny, ale następny będzie ciekawy. Będę zmieniała
wygląd bloga, dlatego rozdziału szybko jakoś nie będzie, ale mam nadzieję że nie opuścicie mojego bloga, przepraszam za tak długą przerwę, prawie miesięczną (chodzi o rozdział 15 a 16, nie tą czterodniową XD) i mam nadzieję że wybaczyliście. Buziaki!
poniedziałek, 20 października 2014
016: "nothing is impossible"
Muzyka
To wszystko jest już do znudzenia. Dawid się do mnie nie odzywa, a ja ciągle jeżdżę do szpitala na jakieś badania. Chciałabym pozbyć się tej choroby, zacząć żyć tak jak reszta osób z mojego otoczenia, a nie jeździć wiecznie do tego obrzydzającego mnie miejsca. A Ty świecie? Dlaczego mnie tak ukarałeś? Wiem, że dużo razy źle zrobiłam, obwiniaj mnie za to, ale nie moją rodzinę. Co oni zrobią kiedy umrę? Co zrobi Dawid? Wiem że im na mnie zależy. Ja rozumiem, że czasem modliłam się o śmierć, nie radząc sobie i siedząc zamknięta we własnym świecie. Ale ja nie mogę umrzeć. Chciałeś mnie ukarać, ja wiem. Zażartować ze mnie i przyprawić mnie i moją rodzinę o strach. Ale słuchaj. Obiecuję że będę dobra, nie będę nikomu zagradzać drogi, ale ulecz mnie z tego, a przysięgam że będę idealnym przykładem dla wszystkich. Tylko proszę, weź to ode mnie...
Pisząc te słowa na kartce, czując słony smak łez w moich ustach uświadomiłam coś sobie. Wiem że czasem nie doceniałam tego co mam, ale teraz już wiem, że muszę zacząć cieszyć się tym co dostałam od Boga. Leżałam w szpitalnym łóżku, dobrze zresztą mi już znanym i czekałam na przyjście lekarza. Jakieś trzy dni temu odbyła się 3 chemioterapia, która powinna być już ostatnią. Mam na myśli to że wszystko przebiegało tak jak powinno, a zawarte w niej chemikalia "współpracowały" z moim organizmem. Jeśli wyzdrowieję to będzie cudownie, a jeśli nie - to gorzej. Ale trzeba być dobrej myśli. Powoli przysypiałam ze słuchawkami na uszach, ale utrudniło mi to otwarcie drzwi do mojego pokoju. Lekko uchyliłam głowę. W progu stał nikt inny jak Dawid. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób i powoli zbliżał się do mojego łóżka.
-Cześć. - Powiedział wciąż uśmiechając się. Ogarnął mnie strach, w żartobliwym tego słowa znaczeniu, oczywiście jeśli takie jest. Chwilę się w niego wpatrywałam, a moje kąciki ust uniosły się ku górze.
-Hej. Co Ty taki zadowolony? - Wychrypiałam, z powodu suchości w mojej gardle. Kwiat musiał to zauważyć, bo momentalnie podał mi szklankę wody. - Dziękuję.
-Mam dla Ciebie wiadomości. Lekarz chciał powiedzieć Ci to osobiście, ale uznałem że jak już tu jestem to Ci przekażę.. - Przerwał swoją przemowę i chwilę się we mnie wpatrywał.
-O co biega? - Zapytałam.
-Już nie będziesz miała chemioterapii.. - W tym momencie przerwałam mu.
-Nie przyjęła się?
-Wręcz przeciwnie. Wyzdrowiałaś. - W tym momencie w mojej głowie zapaliła się lampka. To się dzieje naprawdę? Boże!
-Jezu jak to? Naprawdę? Nie wierzę w to, Boże. Nie będę stosowała już tych okropnych leków, będzie dobrze. Wreszcie sobie wszystko ułożymy! - Wykrzyknęłam i wskoczyłam mu w ramiona. Zarzuciłam mu ręce na szyję i schowałam twarz w jej zagłębieniu. Nie zwracałam uwagi na ból w kościach, z powodu małej ilości wstawania i mniejszej aktywności fizycznej. Teraz liczyło się tylko to że nareszcie wyjdę na prostą.
-Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Wreszcie będę mógł Cię mieć na co dzień u siebie w ramionach, nie przejmując się tym czy przeżyjesz jutra. To jest takie cudowne. - Uśmiechnął się ukazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby. Umieściłam delikatny pocałunek na jego wargach.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie bardziej. - Postanowił się ze mną droczyć.
-Nie możliwe. - Zaśmiałam się. Pierwszy raz od kiedy jestem w szpitalu, chyba.
-Nothing is impossible. - Puścił mi oczko. W tym momencie wszedł lekarz, uśmiechnięty i najprawdopodobniej szczęśliwy.
-Zawozimy panienkę jeszcze na dodatkowe badania, aby się upewnić że nie ma żadnych powikłań i że wkrótce będzie pani mogła wyjść ze szpitala. jeśli badania wykażą że wszystko jest w idealnym porządku to panią wypuścimy ze szpitala, dobrze? - Uśmiechnął się uspokajająco, zapisując coś w swoim notatniku.
-W porządku. Więc teraz?
-Tak, zaraz przyjdą pielęgniarki i zawieziemy panienkę na kontrolne badania.
_____________________________________
jezu nie wiem juz co robic, wena mnie nie wita;)
buziaki! :*
niedziela, 28 września 2014
015 "Because you love me."
Dawid's POV
Kompletnie nie wiedziałem jak zareagować. Zobaczyłem załamane miny chłopaków. Jedyne co podpowiadał mi mój umysł to "Zadzwoń po karetkę" Już miałem wyciągać telefon, gdy Grzesiu mnie zatrzymał.
-Nie rób tego. - Powiedział niezrozumiale spokojnym głosem.
-Czy Wy pozjadaliście wszystkie rozumy? On się zaraz wykrwawi!
-Jaki jest Twój pieprzony problem, Dawid? I co powiesz w szpitalu? Że jesteśmy dilerami i na akcji jeden został postrzelony? - Parsknął śmiechem i przewrócił oczami.
-Co masz więc zamiar zrobić? Zostawić go tutaj żeby umarł? Błagam Cię, to Twój kumpel, serio jesteś taki podły i chcesz go opuścić? - Zmierzyłem go wzrokiem, i przysięgam że gdyby spojrzenia mogły zabijać...
-Dobra chłopaki skończcie do jasnej cholery te babskie kłótnie, on zaraz umrze i będziecie obwiniać siebie. Mam kumpla lekarza. Znaczy się nie kumpla, ale sypiał z moją matką więc no znam go, możemy go trochę nastraszyć, on go opatrzy i damy radę. - Powiedziała Karla przerywając Naszą kłótnię. - Mam jego numer, dzwonić?
-Tak, natychmiast dzwoń, zanim będzie za późno.. - Odparłem szybko. Byłem wystraszony. A co jeśli będzie za późno? Karla wykręciła numer i włączyła tryb głośnomówiący, trochę trzęsła jej się ręka, a ja Kwiatkowski gentleman nie chciałem żeby ją upuściła, więc sam wziąłem ją do ręki.
-Halo? - Odezwał się niski, gruby, zachrypnięty głos. Przez chwilę przeszły mnie ciarki, ale moi znajomi nie musieli o tym wiedzieć. Po prostu wiedziałem że skądś go znam.. Nie mogłem się mylić.
-Eee, pan Grund? - Odkaszlnęła niespokojnie Karolina. Patrzyła się to na mnie, to na Sarę.
-Tak, to ja. A z kim rozmawiam?
-Karolina.. Karolina Mazowiecka.. Zna pan moją mamę. - Powiedziała już bardziej ogarnięta. - Potrzebuję pańskiej pomocy..
-Co się dzieje i dlaczego dzwonisz z tym akurat do mnie? - Warknął zdenerwowany ehmm... nazwijmy go nazwiskiem, mimo że to nie ładne.No więc dobra.. Zdenerwowany Grund. Lecimy dalej..
-Proszę na mnie nie warczeć, bo nie jestem pańską koleżanką. Potrzebuję pomocy i dzwonię do Pana..
-A co jeśli Ci nie pomogę, dziecinko? - Parsknął śmiechem "lekarz"
-Dobra, nie będziemy się tak bawić. - W końcu warknął Igor.
-Posłuchaj chuju, nie mów tak do niej, to raz. Dwa, nie zwracaj się tak do nikogo stąd, bo gorzko pożałujesz. Więc albo nam pomożesz, i damy Ci spokój. Masz jeszcze drugą opcję. Możesz odmówić, ale wtedy każdy kto Cię zna będzie uważał za dziwkarza. Rozumiemy się? - Po chwili cisy usłyszeliśmy jakiś szelest, a potem głos.
-Czego potrzebujecie?
-Przyjedź pod ten adres ze wszystkim. Mamy postrzelonego, i oczekujemy pomocy. Nie wypytuj o nic, każdego słowa możesz żałować. - Podałem mu adres i w zamian usłyszałem dźwięk zamykanego samochodu i głos odpalanego silnika.
-Zaraz będę. - Odparł i rozłączył się. Po upływie 40 minut już wszystko było w porządku. Uratował jego życie i mam nadzieję zdrowie też..
-Więc co z nim?
-Na razie jest w pewnego rodzaju śpiączce. Nie groźnej, ale po prostu może się nie obudzić przez parę dni. Zawsze ktoś z Was musi być przy nim. Utracił dużo krwi, a gdyby Wasza reakcja była późniejsza, no... nie byłoby go tu z Nami. - Mówił spokojnym tonem lekarz, podczas gdy ja miałem nogi jak z galarety i trzęsły mi się niemiłosiernie ręce. Zobaczyła to Madzia która poklepała moje dłonie i popatrzyła na mnie uspokajającym wzrokiem. Wiedziała przez co teraz przechodzę i w ogóle, jako jedna z nielicznych po prostu podnosiła mnie na duchu. No wiecie, znam ją w cholerę długo. Nasi rodzice prowadzili razem lodowisko, ale niestety nastąpił wybuch w którym umarł jej tata. Wiem doskonale przez kogo był spowodowany i przysięgam, zrobiłbym coś ale każdy by na tym coś utracił. Biedna dziewczyna, straciła Ojca przez to czym się zajmuje.
Zawieźliśmy Sebastiana do domu. Ustaliliśmy że dzisiaj dziewczyny z nim zostają, a ja przejadę się do Darii, bo w końcu ona też mnie potrzebuje i byłbym strasznym chłopakiem gdybym tak ją zaniedbywał. O ile mnie już za takiego nie uważa. Pożegnałem się z grupą i odszedłem wsiadając do mojego samochodu. Zapaliłem go i ruszyłem wsłuchując się w nieznane dla mnie piosenki z radia. Niedbale poruszałem kierownicą rozmyślając o tym jak bardzo chore jest moje życie i dlaczego nie mówię o tym osobom które są narażone na to że w każdej chwili może im się coś stać. Tak, to łatwa odpowiedź. po prostu nie chcę ich stracić, wiecie - to proste niczym... 2+2? Tak najłatwiej to opisać. Gdy z głośników w aucie leciała melodia którą doskonale znałem, zauważyłem że małe kropelki zaczynają błyskawicznie szybko pojawiać się na moim samochodzie. Deszcz. Włączyłem wycieraczki i przyglądałem się im wycierającym moją szybę, abym mógł lepiej widzieć. No tak.. Często przyglądam się chociażby drobnostkom i patrzę co robią, jak przebiega ich rola. To dziwne ale takie moje. Wiecie - niektórzy nie zauważają nic. Spieszą się, odchodzą, biegną. A ja? Ja stanę. Przyjrzę się i pójdę dalej. Wolę wiedzieć na czym stoję i kogo ranię tym co robię.
Daria's POV
Czasami zastanawiam się czy moje życie to nie jakiś pieprzony szpital psychiatryczny. Może mi się tak wydaje bo powinnam tam trafić? Zapewne. Już wiem jakby na mnie mówili. Świruska z rakiem.. Wolę sobie tego nie wyobrażać. Wsłuchiwałam się w hipnotyzujący głos Jamesa Arthura gdy usłyszałem głośne stukanie w szybę. Miałam zasunięte rolety, więc musiałam je podnieść. Gdy tylko zobaczyłam co, a raczej kto tam jest na mojej twarzy pojawił się banan. Stał tam Dawid z bukietem białych róż w ręku. Otworzyłam mu okno i mocno wtuliłam się w niego. Schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi. Po chwili miłej ciszy postanowiłam się odezwać.
-Hej. - Powiedziałam nieśmiało. Czułam się jak zakochana dwunastolatka która nigdy nie rozmawiała ze swoim chłopakiem.
-Hej, piękna. - Odpowiedział, na co krew napłynęła mi do policzków. -Ouch, skarbie.. Rumienisz się. - Zagruchał chichocząc jak największa plotkara.
-Zamknij się, bo zaraz wylecisz z tego okna. - Warknęłam, próbując powstrzymać wielki uśmiech.
-Nic byś mi nie zrobiła, nawet jakbyś próbowała. - Szepnął mi do ucha. -Nie siłuj się, kochanie.
-Skąd taka pewność, Panie Dawidzie? - Parsknęłam śmiechem. Mimo że wiedziałam że ma rację chciałam z nim zagrać w pewną grę.
-Bo mnie kochasz. - Powiedział najsłodszym tonem jaki kiedykolwiek u niego słyszałam. Nie chciał dać mi szansy na odpowiedź i zbliżył się do mnie tak że nasze nosy się stykały. Chciał mnie pocałować, tak? O nie proszę pana, pan dostaje zawsze to czego chce. Tym razem musi pan zasłużyć. Chciałam go zwieść, i po tym co zobaczyłam chyba mi się udało. Zbliżyłam się do niego tak że Nasze wargi się dotykały. Ale nie, nie pocałowaliśmy się. Przesunęłam się i szepnęłam do jego ucha na tyle blisko że podczas mówienia moja warga dotykała jego płatka.
-Przegrałeś, kotku.. - Powiedziałam i odsunęłam się o jakieś 3 metry. On przeszywał mnie wzrokiem. Myślałam że nie zniosę jego intensywnego spojrzenia. Jedyna co zrobił, to zbliżył się do mnie, obszedł mnie dookoła, a ja zastygłam w bezruchu.
-Ja nigdy nie przegrywam. - Powiedział na tyle blisko mojej twarzy bym mogła poczuć jego miętowy oddech. I odszedł. Po prostu wyszedł. Usiadłam oszołomiona na łóżku, gdy nagle dostałam sms'a
Od: Misiek
To dopiero początek, kochanie. Zapłacisz, ale nie bój się. Nie będzie bolało. Kocham Cię, ale nie zaczynaj ze mną, haha.. xx
________________________________________
Nareszcie coś dodaję, taka długa przerwa że o Boże..
mam nadzieję że jest okej, buziaki
Kompletnie nie wiedziałem jak zareagować. Zobaczyłem załamane miny chłopaków. Jedyne co podpowiadał mi mój umysł to "Zadzwoń po karetkę" Już miałem wyciągać telefon, gdy Grzesiu mnie zatrzymał.
-Nie rób tego. - Powiedział niezrozumiale spokojnym głosem.
-Czy Wy pozjadaliście wszystkie rozumy? On się zaraz wykrwawi!
-Jaki jest Twój pieprzony problem, Dawid? I co powiesz w szpitalu? Że jesteśmy dilerami i na akcji jeden został postrzelony? - Parsknął śmiechem i przewrócił oczami.
-Co masz więc zamiar zrobić? Zostawić go tutaj żeby umarł? Błagam Cię, to Twój kumpel, serio jesteś taki podły i chcesz go opuścić? - Zmierzyłem go wzrokiem, i przysięgam że gdyby spojrzenia mogły zabijać...
-Dobra chłopaki skończcie do jasnej cholery te babskie kłótnie, on zaraz umrze i będziecie obwiniać siebie. Mam kumpla lekarza. Znaczy się nie kumpla, ale sypiał z moją matką więc no znam go, możemy go trochę nastraszyć, on go opatrzy i damy radę. - Powiedziała Karla przerywając Naszą kłótnię. - Mam jego numer, dzwonić?
-Tak, natychmiast dzwoń, zanim będzie za późno.. - Odparłem szybko. Byłem wystraszony. A co jeśli będzie za późno? Karla wykręciła numer i włączyła tryb głośnomówiący, trochę trzęsła jej się ręka, a ja Kwiatkowski gentleman nie chciałem żeby ją upuściła, więc sam wziąłem ją do ręki.
-Halo? - Odezwał się niski, gruby, zachrypnięty głos. Przez chwilę przeszły mnie ciarki, ale moi znajomi nie musieli o tym wiedzieć. Po prostu wiedziałem że skądś go znam.. Nie mogłem się mylić.
-Eee, pan Grund? - Odkaszlnęła niespokojnie Karolina. Patrzyła się to na mnie, to na Sarę.
-Tak, to ja. A z kim rozmawiam?
-Karolina.. Karolina Mazowiecka.. Zna pan moją mamę. - Powiedziała już bardziej ogarnięta. - Potrzebuję pańskiej pomocy..
-Co się dzieje i dlaczego dzwonisz z tym akurat do mnie? - Warknął zdenerwowany ehmm... nazwijmy go nazwiskiem, mimo że to nie ładne.No więc dobra.. Zdenerwowany Grund. Lecimy dalej..
-Proszę na mnie nie warczeć, bo nie jestem pańską koleżanką. Potrzebuję pomocy i dzwonię do Pana..
-A co jeśli Ci nie pomogę, dziecinko? - Parsknął śmiechem "lekarz"
-Dobra, nie będziemy się tak bawić. - W końcu warknął Igor.
-Posłuchaj chuju, nie mów tak do niej, to raz. Dwa, nie zwracaj się tak do nikogo stąd, bo gorzko pożałujesz. Więc albo nam pomożesz, i damy Ci spokój. Masz jeszcze drugą opcję. Możesz odmówić, ale wtedy każdy kto Cię zna będzie uważał za dziwkarza. Rozumiemy się? - Po chwili cisy usłyszeliśmy jakiś szelest, a potem głos.
-Czego potrzebujecie?
-Przyjedź pod ten adres ze wszystkim. Mamy postrzelonego, i oczekujemy pomocy. Nie wypytuj o nic, każdego słowa możesz żałować. - Podałem mu adres i w zamian usłyszałem dźwięk zamykanego samochodu i głos odpalanego silnika.
-Zaraz będę. - Odparł i rozłączył się. Po upływie 40 minut już wszystko było w porządku. Uratował jego życie i mam nadzieję zdrowie też..
-Więc co z nim?
-Na razie jest w pewnego rodzaju śpiączce. Nie groźnej, ale po prostu może się nie obudzić przez parę dni. Zawsze ktoś z Was musi być przy nim. Utracił dużo krwi, a gdyby Wasza reakcja była późniejsza, no... nie byłoby go tu z Nami. - Mówił spokojnym tonem lekarz, podczas gdy ja miałem nogi jak z galarety i trzęsły mi się niemiłosiernie ręce. Zobaczyła to Madzia która poklepała moje dłonie i popatrzyła na mnie uspokajającym wzrokiem. Wiedziała przez co teraz przechodzę i w ogóle, jako jedna z nielicznych po prostu podnosiła mnie na duchu. No wiecie, znam ją w cholerę długo. Nasi rodzice prowadzili razem lodowisko, ale niestety nastąpił wybuch w którym umarł jej tata. Wiem doskonale przez kogo był spowodowany i przysięgam, zrobiłbym coś ale każdy by na tym coś utracił. Biedna dziewczyna, straciła Ojca przez to czym się zajmuje.
Zawieźliśmy Sebastiana do domu. Ustaliliśmy że dzisiaj dziewczyny z nim zostają, a ja przejadę się do Darii, bo w końcu ona też mnie potrzebuje i byłbym strasznym chłopakiem gdybym tak ją zaniedbywał. O ile mnie już za takiego nie uważa. Pożegnałem się z grupą i odszedłem wsiadając do mojego samochodu. Zapaliłem go i ruszyłem wsłuchując się w nieznane dla mnie piosenki z radia. Niedbale poruszałem kierownicą rozmyślając o tym jak bardzo chore jest moje życie i dlaczego nie mówię o tym osobom które są narażone na to że w każdej chwili może im się coś stać. Tak, to łatwa odpowiedź. po prostu nie chcę ich stracić, wiecie - to proste niczym... 2+2? Tak najłatwiej to opisać. Gdy z głośników w aucie leciała melodia którą doskonale znałem, zauważyłem że małe kropelki zaczynają błyskawicznie szybko pojawiać się na moim samochodzie. Deszcz. Włączyłem wycieraczki i przyglądałem się im wycierającym moją szybę, abym mógł lepiej widzieć. No tak.. Często przyglądam się chociażby drobnostkom i patrzę co robią, jak przebiega ich rola. To dziwne ale takie moje. Wiecie - niektórzy nie zauważają nic. Spieszą się, odchodzą, biegną. A ja? Ja stanę. Przyjrzę się i pójdę dalej. Wolę wiedzieć na czym stoję i kogo ranię tym co robię.
Daria's POV
Czasami zastanawiam się czy moje życie to nie jakiś pieprzony szpital psychiatryczny. Może mi się tak wydaje bo powinnam tam trafić? Zapewne. Już wiem jakby na mnie mówili. Świruska z rakiem.. Wolę sobie tego nie wyobrażać. Wsłuchiwałam się w hipnotyzujący głos Jamesa Arthura gdy usłyszałem głośne stukanie w szybę. Miałam zasunięte rolety, więc musiałam je podnieść. Gdy tylko zobaczyłam co, a raczej kto tam jest na mojej twarzy pojawił się banan. Stał tam Dawid z bukietem białych róż w ręku. Otworzyłam mu okno i mocno wtuliłam się w niego. Schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi. Po chwili miłej ciszy postanowiłam się odezwać.
-Hej. - Powiedziałam nieśmiało. Czułam się jak zakochana dwunastolatka która nigdy nie rozmawiała ze swoim chłopakiem.
-Hej, piękna. - Odpowiedział, na co krew napłynęła mi do policzków. -Ouch, skarbie.. Rumienisz się. - Zagruchał chichocząc jak największa plotkara.
-Zamknij się, bo zaraz wylecisz z tego okna. - Warknęłam, próbując powstrzymać wielki uśmiech.
-Nic byś mi nie zrobiła, nawet jakbyś próbowała. - Szepnął mi do ucha. -Nie siłuj się, kochanie.
-Skąd taka pewność, Panie Dawidzie? - Parsknęłam śmiechem. Mimo że wiedziałam że ma rację chciałam z nim zagrać w pewną grę.
-Bo mnie kochasz. - Powiedział najsłodszym tonem jaki kiedykolwiek u niego słyszałam. Nie chciał dać mi szansy na odpowiedź i zbliżył się do mnie tak że nasze nosy się stykały. Chciał mnie pocałować, tak? O nie proszę pana, pan dostaje zawsze to czego chce. Tym razem musi pan zasłużyć. Chciałam go zwieść, i po tym co zobaczyłam chyba mi się udało. Zbliżyłam się do niego tak że Nasze wargi się dotykały. Ale nie, nie pocałowaliśmy się. Przesunęłam się i szepnęłam do jego ucha na tyle blisko że podczas mówienia moja warga dotykała jego płatka.
-Przegrałeś, kotku.. - Powiedziałam i odsunęłam się o jakieś 3 metry. On przeszywał mnie wzrokiem. Myślałam że nie zniosę jego intensywnego spojrzenia. Jedyna co zrobił, to zbliżył się do mnie, obszedł mnie dookoła, a ja zastygłam w bezruchu.
-Ja nigdy nie przegrywam. - Powiedział na tyle blisko mojej twarzy bym mogła poczuć jego miętowy oddech. I odszedł. Po prostu wyszedł. Usiadłam oszołomiona na łóżku, gdy nagle dostałam sms'a
Od: Misiek
To dopiero początek, kochanie. Zapłacisz, ale nie bój się. Nie będzie bolało. Kocham Cię, ale nie zaczynaj ze mną, haha.. xx
________________________________________
Nareszcie coś dodaję, taka długa przerwa że o Boże..
mam nadzieję że jest okej, buziaki
sobota, 13 września 2014
014. : "yolo"
Dawid POV
10:18.
Grałem sobie na gitarze, komponując jakieś krótkie melodyjki. Wiecie - czasem robię to, żeby zabić nudę. To powstrzymuje mnie na przykład od ćpania, picia, a co najważniejsze - palenia. Wolę moje struny, zdecydowanie. Wracając do tego co się działo - z rozmyśleń "wybudził" mnie telefon.
-Ej Chwast, potrzebujemy Cię. No bo.... - Igor zaczął mówić.
-No co jest?
-Capar God's. Musimy być w pełni przygotowani. - Powiedział jakby to była największa tajemnica na świecie. - Musisz tu przyjechać. Nasz magazyn, jak najszybciej. To już nie owijanie w bawełnę. To wszystko zależy od pierdolonego życia każdego z Nas. - Nieco zdenerwowany poinformował mnie gdzie mam przyjechać. Nie dziwię się mu że jest w takim stanie. Jakbym miał jeszcze więcej na głowie sam bym pewnie nie wytrzymał.
-Zaraz będę. - Po tych słowach rozłączyłem się. Wsadziłem telefon do tylnej kieszeni spodni i wyszedłem oknem. Tak żeby było szybciej, dla Waszej wiadomości. Nie to że jestem jakiś nienormalny i nie wiem co to drzwi. Zobaczyłem na drzewie wyryte inicjały. Dla ścisłości, moje i Darii. Wtedy byliśmy przyjaciółmi, to było bardzo dawno temu. Na twarzy pojawił się wielki banan, a ja ruszyłem do swojego samochodu. Nacisnąłem na mały przycisk, aby drzwiczki się otworzyły, po czym wsiadłem i zapiąłem pasy. Zapaliłem silnik z tym charakterystycznym dźwiękiem i włączyłem radio.
Wiedziałem, że gdybym miał jechać normalną drogą (autostrada itp.) pewnie w tych korkach prędzej straciłbym benzynę niż dojechał na miejsce, dlatego zdecydowałem się jechać skrótami. Jak tak teraz o tym myślę, nie wiem czy to dobra decyzja.
Zjechałem z autostrady aby móc wjechać w ciasną uliczkę, która była szybszym sposobem na dostanie się do magazynu. Odkryliśmy już ją dawno temu, gdy magazyn jeszcze funkcjonował. Zawsze wchodziliśmy tam oknem, bawiliśmy się jakimiś plastikowymi mieczami. Któryś z naszych opiekunów zawsze Nas tam zawoził, do momentu gdy znaleźliśmy wąską uliczkę. Dla Nas była szeroka, ale jeśli chodzi o samochody, przejechanie przez taki obszar może być trochę kłopotliwe dla osób które przejeżdżają tu pierwszy raz. Dla Waszej informacji - jestem już obeznany.
Zjechałem w kolejną uliczkę, jeszcze węższą od zjazdu z autostrady. Mimo że dawno tam nie byłem wiedziałem, ze to ona zaprowadzi mnie do miejsca docelowego.
-Zarosło tu trochę. - Pomyślałem przejeżdżając przez błoto. Mimo wszystko było tu trochę inaczej niż ostatnim razem, przysięgam. A może to ja inaczej zapamiętałem to miejsce. Wsłuchując się w hipnotyzujący głos Rihanny nagle poczułem że droga robi się niebezpiecznie stroma. Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy i ruszyłem w dalszą drogę. Przez chwilę myślałem, żeby się wycofać, bo już srałem po gaciach, ale polegając na yolo, nie zrobiłem tego. Dojechałem na wyznaczone miejsce, w którym nic się nie zmieniło. Wszystko było identyczne, no prócz tego że zarosło tu trochę. Ale poznałbym to miejsce. Słyszałem jakieś szelesty. Myślałem że to tylko wiatr, albo że to oni chodzą. Nagle usłyszałem wiązankę przekleństw. Chwila przerwy. Strzał, przeraźliwy krzyk i kroki. Myślałem że oczy wylecą mi z orbit. Wyciągnąłem pistolet i udałem się do miejsca w którym słyszałem wszystko. Kolana miałem jak z waty, ale postanowiłem być silny. Zacząłem biec w tamtym kierunku, a to co zobaczyłem potwierdziło moje najgorsze myśli.
Wrzosek został postrzelony.
_________________________________________________
10:18.
Grałem sobie na gitarze, komponując jakieś krótkie melodyjki. Wiecie - czasem robię to, żeby zabić nudę. To powstrzymuje mnie na przykład od ćpania, picia, a co najważniejsze - palenia. Wolę moje struny, zdecydowanie. Wracając do tego co się działo - z rozmyśleń "wybudził" mnie telefon.
-Ej Chwast, potrzebujemy Cię. No bo.... - Igor zaczął mówić.
-No co jest?
-Capar God's. Musimy być w pełni przygotowani. - Powiedział jakby to była największa tajemnica na świecie. - Musisz tu przyjechać. Nasz magazyn, jak najszybciej. To już nie owijanie w bawełnę. To wszystko zależy od pierdolonego życia każdego z Nas. - Nieco zdenerwowany poinformował mnie gdzie mam przyjechać. Nie dziwię się mu że jest w takim stanie. Jakbym miał jeszcze więcej na głowie sam bym pewnie nie wytrzymał.
-Zaraz będę. - Po tych słowach rozłączyłem się. Wsadziłem telefon do tylnej kieszeni spodni i wyszedłem oknem. Tak żeby było szybciej, dla Waszej wiadomości. Nie to że jestem jakiś nienormalny i nie wiem co to drzwi. Zobaczyłem na drzewie wyryte inicjały. Dla ścisłości, moje i Darii. Wtedy byliśmy przyjaciółmi, to było bardzo dawno temu. Na twarzy pojawił się wielki banan, a ja ruszyłem do swojego samochodu. Nacisnąłem na mały przycisk, aby drzwiczki się otworzyły, po czym wsiadłem i zapiąłem pasy. Zapaliłem silnik z tym charakterystycznym dźwiękiem i włączyłem radio.
Wiedziałem, że gdybym miał jechać normalną drogą (autostrada itp.) pewnie w tych korkach prędzej straciłbym benzynę niż dojechał na miejsce, dlatego zdecydowałem się jechać skrótami. Jak tak teraz o tym myślę, nie wiem czy to dobra decyzja.
Zjechałem z autostrady aby móc wjechać w ciasną uliczkę, która była szybszym sposobem na dostanie się do magazynu. Odkryliśmy już ją dawno temu, gdy magazyn jeszcze funkcjonował. Zawsze wchodziliśmy tam oknem, bawiliśmy się jakimiś plastikowymi mieczami. Któryś z naszych opiekunów zawsze Nas tam zawoził, do momentu gdy znaleźliśmy wąską uliczkę. Dla Nas była szeroka, ale jeśli chodzi o samochody, przejechanie przez taki obszar może być trochę kłopotliwe dla osób które przejeżdżają tu pierwszy raz. Dla Waszej informacji - jestem już obeznany.
Zjechałem w kolejną uliczkę, jeszcze węższą od zjazdu z autostrady. Mimo że dawno tam nie byłem wiedziałem, ze to ona zaprowadzi mnie do miejsca docelowego.
-Zarosło tu trochę. - Pomyślałem przejeżdżając przez błoto. Mimo wszystko było tu trochę inaczej niż ostatnim razem, przysięgam. A może to ja inaczej zapamiętałem to miejsce. Wsłuchując się w hipnotyzujący głos Rihanny nagle poczułem że droga robi się niebezpiecznie stroma. Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy i ruszyłem w dalszą drogę. Przez chwilę myślałem, żeby się wycofać, bo już srałem po gaciach, ale polegając na yolo, nie zrobiłem tego. Dojechałem na wyznaczone miejsce, w którym nic się nie zmieniło. Wszystko było identyczne, no prócz tego że zarosło tu trochę. Ale poznałbym to miejsce. Słyszałem jakieś szelesty. Myślałem że to tylko wiatr, albo że to oni chodzą. Nagle usłyszałem wiązankę przekleństw. Chwila przerwy. Strzał, przeraźliwy krzyk i kroki. Myślałem że oczy wylecą mi z orbit. Wyciągnąłem pistolet i udałem się do miejsca w którym słyszałem wszystko. Kolana miałem jak z waty, ale postanowiłem być silny. Zacząłem biec w tamtym kierunku, a to co zobaczyłem potwierdziło moje najgorsze myśli.
Wrzosek został postrzelony.
_________________________________________________
Ostatnimi czasy rozdziały są bardzo krótkie i nudne. Ten może i krótki, ale to co się stało... Wow.
Mam nadzieję że nie zostawicie bloga bo krótkie rozdziały? :D Mam nadzieję że Wam się podoba,
buziaki, Autorka
Subskrybuj:
Posty (Atom)