perspektywa Darii
Ciężko były mi wydusić z siebie cokolwiek. Nie wiem, czy owy powód był po prostu taki, że nie wiedziałam co powiedzieć, czy raczej to, że zapach krwi który nie był moim ulubionym wypełnił moje nozdrza. Ciężko było mi złapać normalny oddech.Dawid spoglądał na mnie z zainteresowaniem zaistniałą sytuacją. Musiałam się przyzwyczaić, że na razie tak będzie już zawsze, a ja nic na to nie poradzę. Kolejny powód przez który nienawidzę tej choroby.
-Okej, teraz powiedz mi co Ci się dzieje. - Z moich zamyśleń wyrwał mnie zdezorientowany głos Dawida.
-Ale o co Ci teraz chodzi? To tylko krew z nosa, zdarza się każdemu. -Próbowałam przybrać głos roześmianej dziewczyny, ale w środku wręcz dusiłam się potrzebą momentalnego rozpłakania się. Ale nie przy nim. Musiałam wytrzymać.
-Okej.. Ale wyglądasz blado. Może idź się przespać do domu, czy coś. Odwiozę Cię. -Jego uspokajający ton głosu był trochę dziwny, ale od razu rozluźniłam mięśnie i go posłuchałam. Chciałam mu podziękować i go przeprosić, ale słowami bym tego nie ujęła. Wpiłam swoje wargi w jego uśmiechając się łobuzersko przez pocałunek. Dawid ręce miał na mojej zaokrąglonej talii i mogłam poczuć, jak bardzo mu tego brakowało. Zresztą nie jemu jedynemu. Po paru minutach nasze płuca paliły z braku powietrza, więc oderwaliśmy się od siebie. Bez słowa wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Czułam się słaba, więc oparłam się o siedzenie i zamknęłam oczy. Zasnęłam. Wiedziałam o tym, bo obudziłam się w swoim cieplutkim wygodnym łóżku jęcząc z braku bliskości z moim chłopakiem. Bardzo mi jej brakowało. Było już ciemno, a ja usłyszałam burczenie w brzuchu.
-Jasna cholera. -Mruknęłam do siebie. Założyłam wygodne kapcie i zeszłam na dół. Powitałam uśmiechem moich rodziców, co odwzajemnili.
-Cześć kochanie. Jesteś głodna? -Ciepły głos mojej mamy odbił się echem w moich uszach.
-Tak, właśnie przyszłam coś zjeść. -Uśmiechnęłam się ciepło.- Mam sobie zrobić, czy wyręczysz mnie z tego jakże trudnego zadania? - Szyderczo się zaśmiałam i sama się siebie wystraszyłam.
-Zrobię Ci. Czego Księżniczka sobie życzy?
-Hmmmm... Jajecznicę! -Krzyknęłam dziecinnym głosem, chichocząc.
-Okej, okej.
Poszłam po cichu do swojego pokoju wygodnie usadawiając się na fotelu. Wzięłam do ręki telefon i zaczęłam wystukiwać litery w klawiaturze mojego białego iPhone'a.
Do:Misiek
Dotarłam, Królewiczu. Dzięki za przeniesienie. Jestem Twoją małą Królewną już na zawsze. :*
Perspektywa Dawida
Siedząc i oczekując godziny 23 uznałem że sobie pośpiewam. Niestety moje szczęście nie trwało długo i zabrzmiał krótki dzwonek co informowało o nowej wiadomości. Leniwie się przeciągnąłem i ruszyłem po telefon. Czytając wiadomość uśmiechnąłem się sam do siebie.
Do:Moja <3
Zawsze i na zawsze.
Dochodziła godzina 22:50, więc ruszyłem w stronę klubu, nieco przerażony, ale gotowy żeby wypełnić swoje zadanie i raz na zawsze skończyć z tym, co w ogóle nie miało prawa się zacząć. Klub "Meduza" - kto w ogóle wymyślił tą nazwę? Kiedy dotarłem na miejsce zauważyłem garstkę ludzi palących trawkę przed klubem, no i ochroniarza który musiał pilnować aby żaden niespodziewany gość nie dostał się do klubu. Wyjąłem swoje zaproszenie/bilet, czy Bóg wie co i ruszyłem w kierunku muskularnego,łysego ochroniarza.
-Bilecik wstępu? -Niski głos odbił się echem w moich uszach. Mężczyzna patrzył na mnie z góry, nie ukrywam, wystraszyłem się. Nie wińcie mnie! Miał z dwa metry wzrostu!
-A proszę bardzo. -Podałem mu do ręki papierek i sztucznie się uśmiechnąłem. Dupek. Myślał że nie mam biletu, a tu zaskoczenie. Otworzyły się przede mną ciężkie metalowe drzwi, do moich uszu dotarła głośna muzyka, a moje nozdrza wypełnił zapach alkoholu,marihuany, i pewnie innych narkotyków. Szczerze? Nie do końca mój klimat, no cóż. Wzrokiem szukałem wysokiej blondynki, która miała tu przyjść ze swoimi koleżankami, czy kim tam. Było dużo dziewczyn pasujących do jej opisu, ale każda z nich była przylepiona do jakiegoś chłopaka, a raczej do jego wypukłości... Nie wyobrażam sobie Darii tańczącej z jakimś facetem którego ledwo zna, a szczególnie z jego kolegą.. Ba! Nawet Nas sobie nie wyobrażam w takiej pozycji. Może i jestem imprezowiczem, ale nie w takim stylu. Potrząsnąłem głową z obrzydzeniem i wróciłem do szukania mojego obiektu. Znalazłem wysoką blondynkę z czerwoną sukienką ładnie opinającą jej zgrabną figurę. Była z paroma dziewczynami, które nie były brzydkie, ale nie wyróżniały się jakoś zbytnio z tłumu. Dziewczyna była pełnoletnia, bo wyjęła portfel, a w nim dowód osobisty. Byłem pewien, że to ona, gdy zobaczyłem zdjęcie jej i chłopaka całujących się. Byli parą - to na pewno. Podszedłem zamówić drinka, i "niechcący" przewróciłem ją, a zielono-żółta substancja wylała się na jej sukienkę. Pisnęła i tak jak się spodziewałem, zaczęła bluźnić.
-Ty debilu! Uważaj jak chodzisz! Zniszczyłeś mi całą sukienkę! Co Ty sobie wyobrażasz, pedale?! -Byłoby okej, gdyby nie określenie "pedał", o nie.
-O przepraszam, nie zauważyłem Cię! Chodź, pomogę Ci ją wyczyścić. - Podałem jej swoją dłoń, w oczekiwaniu na to, że ją weźmie. -Idziesz? - Niechętnie wysunęła dłoń w moim kierunku, i ruszyła za mną w stronę łazienki. Klub nie był bogato zaopatrzony, skoro damska i męska były ze sobą połączone, chyba że było to zamierzone.. Nie ważne, do jakich celów. Sami sobie dopiszcie, mądrale.
-Przepraszam, że nazwałam Cię pedałem, nie miałam tego na myśli. - Popatrzyła na mnie spod swoich rzęs.
-Nic się nie stało, na Twoim miejscu pewnie zrobiłbym to samo. - Uśmiechnąłem się uspokajająco i pomogłem wyczyścić jej sukienkę, plama co prawda zeszła, ale sukienkę nadal miała mokrą.
-Możemy tu poczekać aż moja sukienka wyschnie? -Nieśmiało zapytała.
-Tak. - Krótko odpowiedziałem. Sporo czasu rozmawialiśmy. Powiedziała mi o swoich zainteresowaniach, gdzie mieszka, jak sobie radzi, itp. Nie wspomniała ani słowem o tym, że ma chłopaka. Czyżbym się jej spodobał?
-Sukienka chyba już wyschła. -Wskazała na miejsce, gdzie wcześniej była mokra plama.
-Tak, też tak myślę. -Wzruszyłem ramionami, i kierowałem się w stronę wyjścia, nagle Ola, bo tak miała na imię, złapała mnie za łokieć i przysunęła do siebie. Ona mnie pocałowała. A wiecie co jest najgorsze? Odwzajemniłem pocałunek. Pieprzone hormony. Chwyciła mnie za kark i bawiła się małymi włoskami umieszczonymi na nim. Kurde, podobało mi się to. Chwyciłem ją w talii, ale szybko zorientowałem się w co się pakuję i odepchnąłem się od niej. Uniosła brwi i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-My.. Nie możemy, przepraszam. - I odszedłem. Zostawiłem ją tam, bez żadnego wyjaśnienia. Wszystko miałem nagrane na swojej komórce. Wróciłem do domu. Szybko wsiadłem na komputer i wysłałem Karolinie nagranie. Miałem nadzieję że nic z nim nie zrobi.. Dostałem tylko w odpowiedzi od niej:
"Gratuluję, wykonałeś swoje zadanie, już nie musisz nic robić. Dziękuję, a i nic nie powiem Darii, jeżeli o to Ci chodzi, przynajmniej na razie. xoxo"
Przeczytałem to i szybko zamknąłem laptopa. Ułożyłem się wygodnie na łóżku i zasnąłem. Chciałem o tym wszystkim jak najszybciej zapomnieć.
środa, 6 sierpnia 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
005 : "Daria, what happens?"
perspektywa Dawida
Słysząc dzwonek w
komórce niechętnie wygramoliłem się z uścisku, Daria również
nie miała zadowolonej miny, spoglądając na ekran komórki od razu
się zdenerwowałem, bo była to Karolina, a ja nie miałem
najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Na pewno nie teraz,
przewróciłem oczami, najprawdopodobniej figlarnie, gdyż Daria
cicho zachichotała, obdarzyłem ją uśmiechem i powoli kierowałem
się do drzwi.
-Zaraz przyjdę, poczekaj
tutaj. - Uspokoiłem ją i wyszedłem z pokoju zamykając za sobą
drzwi. -Halo?
-Przeszkodziłam Ci w
czymś, że tak długo nie odbierałeś? -Jęknęła swoim
denerwującym głosem Karolina. Było jej bardzo wesoło, chyba aż
za bardzo.
-Tak, przeszkodziłaś, a teraz gadaj czego chcesz.
-Tak, przeszkodziłaś, a teraz gadaj czego chcesz.
-Oj misiaczku, spieszy Ci
się?
-Nie mów tak do mnie, to
po pierwsze. Po drugie, tak śpieszy mi się, więc przechodź do
rzeczy, bo się rozłączę. - Trochę ją nastraszyłem, zamilkła
na chwilę. Czy ona miała świra na moim punkcie? Nie myślałem o
tym teraz, czekałem po prostu na jej odpowiedź.
-Uważaj co mówisz. Mam
kolegę.. -Odchrząknęła. -No i on ma dziewczynę. A bardzo mnie
kiedyś zranił, więc chcę żebyś mu ją odbił.
-Nie jestem podły, stara,
myśl co mówisz. Chcesz się na nim mścić?
-Tak, i albo zrobisz to co
Ci karzę, albo...
-Albo co? Języka w gębie
Ci brakło, czy coś?
-Nie. - Prychnęła
surowo. -Albo zrobisz to o co Cię proszę, albo Daria dowie się
jakie miałeś życie.-Kurde,laska trafiła w mój czuły punkt, więc
chyba nie miałem wyjścia.
-Dobra. -Warknąłem.
Działała mi na nerwy, jak najszybciej chciałem skończyć rozmowę.
- No więc kiedy,gdzie,o której, jak laska się nazywa i jak
wygląda?-Zadawałem dużo pytań a gdy rysopis (nie wiem jak to
inaczej nazwać) został sporządzony rozłączyłem się bez słowa,
bez przytaknięcia. Wróciłem do swojej dziewczyny i przytuliłem ją
ponownie.
-Stęskniłeś się, co? -
Zaśmiała się, na co również odpowiedziałem jej śmiechem. Jej
dotyk, jej słowo, jej wzrok, każdy czuły gest w stosunku do mnie z
jej strony sprawiał, że odpływałem na inny, nieznany ląd. Może
to co mówię jest ckliwe, ale prawdziwe. Delikatnie musnąłem jej
policzek na co wypuściła powietrze i momentalnie się rozluźniła.
Mimo że wróciliśmy do siebie między nami jednak nadal było
jakieś napięcie, taka linia której nie można przekroczyć. Nie
chcieliśmy tego pokazać, ale oboje o tym wiedzieliśmy. Gdy
zadzwonił jej telefon, a ona puściła moje ramiona jęknąłem, w
sumie sam nawet nie wiem dlaczego.
-Halo? -Odpowiedziała
spokojnie, chociaż jej oczy aż zaszkliły się od strachu.
-Gdzie Ty się podziewasz
Daria? Gdziekolwiek jesteś, w tej chwili do domu! - Surowy głos jej
mamy słyszałem, mimo tego, że nie miała włączonego w telefonie
trybu głośnomówiącego, co oznaczało że jej mama po prostu na
nią krzyczy. Znałem jej rodziców bardzo dobrze, ale raczej za mną
nie przepadali. Niby nic nie mieli do naszego związku, to po prostu
nie byli mi jakoś oddani i nie traktowali mnie jak własnego syna, a
może to i lepiej.
-Tak mamo, już idę..
-Masz się tutaj pojawić
w trybie natychmiastowym! - Stanowczo oznajmiła jej mama, ale po jej
głosie nie zdawała się być zła, ale zmartwiona.
-Dobra, pa. - Szybko się
rozłączyła. Popatrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem, na co
skinąłem jej głową i uspokajająco się uśmiechnąłem.
Pocałowała mnie na pożegnanie delikatnie w usta,tak jakbym był ze
szkła, przytuliła się do mnie i wyszła z domu, a raczej mojego
pokoju poprzez te metalowe schody, których nadal nie znam nazwy.
**
perspektywa Darii
Mimo że byłam
podenerwowana, że muszę wracać do domu, w duchu telefon od mamy
sprowadził mnie na ziemię. Z Dawidem parą byliśmy krótko, bo w
końcu dzisiaj do siebie wróciliśmy, to i tak w dalszym ciągu była
między nami niewidzialna bariera, której nie chcieliśmy ukazać,
bo to by było dziwne. A jeżeli mowa o zadziwiających czynach,
Dawid praktycznie krzyczał rozmawiając z.... Nie wiem nawet kto to
był, ale po surowym tonie Dawida dało się poznać, że nie
przepadał za tą dziewczyną/chłopakiem, czy jakimś Marsjaninem,
albo coś. Biegłam do domu niczym maratończyk, więc gdy dotarłam
do mojego domu czułam że potrzebuję wody, bo pragnienie dawało
górę. Pragnęłam... Wody, rzecz jasna, nie myślcie sobie nic, czy
coś. Przekroczyłam próg domu i od razu zastałam mamę z tatą,
zdenerwowanych..
-moja droga, Twoja choroba
nie uwalnia Cię na razie od tego, że możesz nami pomiatać! Mogłaś
powiedzieć że wychodzić, założyć kurtkę. Cholera, jest późno!
Czy Ty pomyślałaś o konsekwencjach? Gdzie Ty w ogóle byłaś? -
Zadawała tak dużo pytań a mi zrobiło się słabo. Patrzyłam na
nią chwilę zdezorientowanym wzrokiem,gdy nagle straciłam
przytomność. Tata zdążył mnie podtrzymać przed upadkiem, ale
gorączkowo patrzyli na siebie z mamą i postanowili wezwać
pogotowie. Z tego co wiem karetka przyjechała w miarę sprawnie i po
prostu zawieźli mnie do szpitala. Mama szybko wybrała jakieś
rzeczy, a ja dalej byłam nieprzytomna. Słyszałam ich wszystkich,
ale nie potrafiłam drgnąć, powiedzieć im czegokolwiek. Bałam
się, myślałam że umieram. Szybkim tempem przywieźli mnie do
szpitala. Nie jechali na sygnale, ale nie była to taka powolna
jazda. Na pewno nie kierowali się przepisami ruchu drogowego.
Przenieśli mnie na tych śmiesznych noszach do sali segregacji,
gdzie podpięli mnie do jakiejś kroplówki i teraz nie miałam
wyboru się ruszać. Chyba spałam parę godzin, a raczej nie spałam,
tylko po prostu byłam w bezruchu. Obudziłam się podpięta do
różnych kabli, ale byłam na tyle cicha, że nikt nie zauważył.
-Mamo.. - powiedziałam
pół-szeptem, tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić. Ku mojemu
szczęściu usłyszała mnie.
-Kochanie.. Jak dobrze że
się obudziłaś! - Mama krzyknęła z radości i mocno mnie
przytuliła. Mocny ból, ał.
-Boli.. -Ciężko było mi
cokolwiek powiedzieć z powodu uciskającego mnie żołądka i
zaniżonej temperatury. Byłam po prostu wycieńczona. Już
nienawidzę tej cholernej choroby. Dlaczego ja?
-Pani Daria?
-T-ta-tak. -Wybełkotałam
zmieszana. - To ja.
-Niedługo będzie pani
miała pierwszą chemioterapię.. Decyduje się pani na ścinanie
włosów?
-Ścinanie włosów? Z jakiego powodu? -Zdziwiona spytałam.
-Ścinanie włosów? Z jakiego powodu? -Zdziwiona spytałam.
-Podczas chemioterapii
osobom chorym na białaczkę wypadają włosy, dlatego pytam o
pozwolenie ścinania, żeby nie było znacznej różnicy,wie pani..
-Nie, nie zgadzam się na
ścinanie, nigdy.
-Dobrze, ale jeśli się
pani jednak przekona, to proszę się do mnie zgłosić.
Nigdy w życiu nie pozwolę
ściąć komukolwiek moich włosów. Nawet pomijając fakt że źle
bym wyglądała. Nie chcę żeby ktoś mi współczuł z powodu
mojego stanu zdrowia, a raczej z jego braku. Szczególnie Dawid, on
się nie może dowiedzieć. Nie wiem jak ja to przed nim ukryję.
**
Minęły dwa dni od mojego pobytu w szpitalu, zostałam wypisana jak na razie do domu. Rozmawiałam z Dawidem parę razy, próbował się umówić, ale okłamałam go mówiąc że jestem chora, ale w sumie to nie do końca kłamstwo, co? Nie śmieszny żart,ups. Gdy już wróciłam do domu od razu do niego napisałam, czy nie chce się spotkać. Zgodził się. Umówiliśmy się w Starbucksie. Tak dawno nie piłam tam kawy, dawno nic nie robiłam, co kiedyś było moją codzienną rutyną. Bo mimo że nie miałam forsy jak lodu układało mi się, więc mogłam sobie pozwalać na różne zachcianki. Teraz nie mogłam, ale nie z powodu pieniędzy. Ubrałam na siebie czarne legginsy, bluzę, na której były jakieś kwiaty, róże, czy coś tam. Na stopy założyłam białe conversy, do których miałam słabość. Spięłam włosy w kucyk, bo mimo że byłam po pierwszej chemii, nie chciałam pokazać że mam już mniejszą ilość włosów, a Dawid jest wzrokowcem, więc wolałabym lepiej nie chodzić przy nim w rozpuszczonych. Złapałam za swoją torebkę, pożegnałam się szybko z rodzicami i pognałam w stronę kawiarni. Było ciepło, ale mimo że nie narzekałam to podwinęłam rękawy bluzy. Zobaczyłam na rękach małe siniaki, które jak opowiadał mi lekarz były oznaką choroby. Męczy mnie już to, szczerze. Naprawdę. Dotarłam na miejsce wolniejszym tempem niż zwykle, co mam nadzieję nie zdziwiło Kwiata, dziwnie to brzmi „Kwiat”, ale za to mój. Dawno tak do niego nie mówiłam, kiedyś wręcz uzależniona byłam od tego przezwiska. Przywitałam się z nim czułym pocałunkiem w usta. Trwał trochę dłużej, bo stęskniłam się już za jego miękkością. Ale to ckliwe,prawda? Usiedliśmy na fotelach i złożyliśmy zamówienia. Zamówiłam pierniczkową latte, a Dawid który za bardzo się na tym nie znał, wziął to samo.
-Kochanie, jak się
czujesz? - Powiedział trochę zestresowany ciszą, która Nas
ogarnęła.
-Wszystko w porządku,tak
sądzę. - Nie skłamałam. Czułam się dobrze, ale dobrze jak na
moje przyzwyczajenie. Więc nie wiedziałam czy jest okej, czy wręcz
przeciwnie. Gubię się we własnych słowach, wiem. - A u Ciebie?
-Jest okej, ale stęskniłem
się za Tobą. Wiesz, sms'y to chyba nie jest ta bliskość której
potrzebuję. - Nieśmiało mruknął.
-Przepraszam.
-Nie masz za co, ale ważne
że już jesteś zdrowa i spędzimy ze sobą dużo czasu. Co robisz w
sobotę? - W sobotę miałam chemioterapię, nie wierzę w to. I co
ja teraz wymyślę?
-Jadę z rodzicami do
kuzynki na weekend. - Chyba w to uwierzył bo zrobił rozczarowaną
minę.
-Do której kuzynki?
-Angeliki.. Tej z
Białegostoku. - Nie miałam żadnej kuzynki Angeliki, a tym bardziej
z Białegostoku.
-Masz kuzynkę w
Białymstoku?
-Tak.
Uwierzył, na szczęście.
Trochę mu o niej musiałam opowiedzieć, ale z tego co wiem słuchał
z zaciekawieniem. Żeby tylko się nie zakochał w niej, hihi. Przez
następną godzinę rozmawialiśmy ze sobą żartując i czule
rozmawiając, ale nagle Dawid spojrzał na mnie nieco wystraszony.
-Skarbie... -Powiedział
zatroskany.
-Tak?
-Krew Ci leci z nosa..
-Wziął papierową serwetkę, złożył ją w rulonik i podał mi.
Zatamowałam krwawienie.
-Co się dzieje?
-Niepewnie spytał, jakby zaczął coś rozumieć.
sobota, 12 lipca 2014
004 "Eye for eye (..) "
perspektywa Dawida
Po tym kiedy wraz z Daria wyznaliśmy sobie miłość czułem dziwne uczucie w żołądku. Od razu zaprzeczam, to nie były motylki. To strasznie dziewczęce, a na pewno nie w moim stylu. Siedząc w dosyć dziwnej pozycji z moją dziewczyną, co brzmi teraz dziwnie, ale zajebiście,że ponownie mogę ją tak nazwać, poczułem pewien strach. Cała drżała. Nie wiem, czy to z zimna, czy z czego, ale drżała.
-Kochanie, wszystko w porządku? Cała drżysz. - Może wydawałem się zbyt nadopiekuńczy, ale na pewno nie na tyle, żebym zamieniał się w jakiegoś babochłopa, co to to nie.
-Ymmm... Tak, wszystko w porządku. Po prostu trochę mi zimno. - W pewnym stopniu czułem nutkę niepewności w jej słowach, ale uznałem, że nie będę zbytnio w to wnikać. Delikatnie musnąłem jej usta, na co ona niewinnie się uśmiechnęła. Byliśmy tak blisko siebie, że między nami nie zmieściłaby się cieniutka nić. Czułem na sobie jej spokojny oddech. - Księżniczko, może wybierzemy się na jakąś imprezę? Wiesz, tak z okazji tej że do siebie wróciliśmy, i tak dalej..
-Możemy się gdzieś przejść, jutro?
-W porządku, przyjdę po Ciebie o 19 jutro, ale teraz muszę się zbierać, moi rodzice nie wiedzą że tutaj jestem, a miałem jechać z nimi kupić nowe meble do mojego pokoju. Trzymaj się, kicia. - Słodko się z nią pożegnałem i dałem jej słodkiego buziaka na czole.
-Do zobaczenia, królewiczu..
Ostatnio byłem bardzo zabiegany jeśli chodzi o moje prywatne życie. Codziennie jakieś spotkania z moim menagerem Igorem, już trochę nie miałem siły, ale pracując nad akustyczną płytą musiałem się temu całkiem oddać. Ta przeprowadzka do Warszawy zdecydowanie wyszła mi na dobre, wiedziałem że będzie lepiej, ale nie ze aż tak. Coraz częściej jestem wyłapywany na ulicy przez moich fanów, a w sumie to głównie fanki. Parę dziewczyn praktycznie codziennie mnie widzą. Chciałbym żeby każda z moich fanek mnie zobaczyła, wiem że to są ich marzenia, a ja zawsze zapewniam je, że jak nie tym to następnym razem. Czasami mi przykro, że nie mogą mnie spotkać, dlatego staram się organizować jak najwięcej konkursów żeby mogły mnie chociażby usłyszeć. Nie daję pojedynczym fankom takich rzeczy, "przywilejów" gdyż inne od razu się buntują z powodu "podziałów", jak to śmiesznie brzmi. W moich oczach WSZYSCY są równi, nie ma lepszych i nie ma gorszych. Wracając do domu przesłuchiwałem próbek swoich piosenek tym razem w wersji akustycznej. Nie było aż tak źle, przynajmniej tak mi się wydawało. W końcu moje hobby puściło górę, więc zacząłem swój wspaniały taneczny krok i śpiewałem, a raczej wydzierałem się najgłośniej jak tylko się da.
"Znów pogubiłem myśli swe, Ty nic nie wiesz, Ty nic nie wiesz..
Moje siły gdzieś giną we mgle, Tracisz siebie, Tracisz siebie.."
Zauważyłem dosyć znajomą mi dziewczynę zmierzającą w moim kierunku. Zgrabne, długie nogi były schowane w szarych wytartych rurkach, jej szczupły brzuch opinała czerwona koszula w kratę, włosy miała spięte o ile nie jestem zgubiony w tych nazwach w koński ogon, czyli taki wysoki kucyk. Uśmiechnięta brnęła szybkim krokiem do mnie. Czy ta dziewczyna nie rozumiała, że nic między nami nie ma? Jestem zakochany w Darii, nie w niej.
-Misiu, nie unikaj mnie. -Jęknęła, gdy przeszedłem obojętnym krokiem obok niej. -Porozmawiajmy.
-Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać. - Syknąłem. -Nie możesz po prostu dać mi spokoju? - Ta dziewczyna ostro działała mi na nerwy, nic między nami nigdy nie było, do cholery.
-A według mnie chyba jednak mamy do pogadania.
-Mów czego chcesz i daj mi spokój.
-Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz. Wiesz, że jeśli nie spełnisz moich oczekiwań, to z Twoją dziewczyną dobrze nie będzie, prawda? Po prostu rób to co Ci powiem chłoptasiu, a tej Twojej pożal się Boże lasce nic złego nie będzie, kapiszi?
-Kapi...co? - Chciałem jak najbardziej odbiec od pewnego tematu, który ona chciała posunąć. Hehe, posunąć to ona raczej wszystko chciała. Sam zachichotałem ze swojej własnej głupoty, ale to był udany żart.
-Kapiszi, to inaczej pytanie, czy rozumiesz.. Dejw, w jakim Ty świecie żyjesz?
-Nie mów tak do mnie, nie jesteś moją koleżanką. Dla Ciebie "Panie Dawidzie" - Krzyknąłem do niej te słowa, wręcz z ironią.
-Nie próbuj swoich sztuczek na mnie, bo jesteś mi winien przysługę, za to co dla Ciebie zrobiłam.
-Zrobiłaś to dla mnie, ale same czyny były z Twojej winy. Nie uważasz, że źle postępujesz? -Po moich słowach trochę ją zatkało, ale ponownie zrobiła sukowatą minę i uśmiechnęła się krzywo.
-Oko za oko, ząb za ząb. Nie pamiętasz ile krzywd Ty mi wyrządziłeś?
-Stara, to było 8 lat temu!
-Lata to tylko liczby.
-Serio masz zamiar rozgrzebywać podstawówkowe żarty?
-Do końca gimnazjum mnie to śledziło, palancie! - Krzyknęła do mnie. Miała łzy w oczach. Nigdy nie zrozumiem dziewczyn, poważnie.
-Dobra, mów co chcesz. - Poddałem się i kazałem jej mówić.
-Zadania dla Ciebie jeszcze nie wymyśliłam, ale dowiesz się wkrótce. - Parsknęła do mnie i oddaliła się za starymi kamienicami.
-Co za pogięta laska. - Powiedziałem sam do siebie.
Gdy wróciłem do domu zastałem tam tylko moją mamę. Nie powiem, zdziwiło mnie to bardzo, bo tata miał na rano do pracy, ale byłem spokojny, mój tata by sobie nic nie zrobił, nikogo by nie skrzywdził, a przynajmniej tak mi się zdawało. Moja mama siedziała na karmelowej, skórzanej sofie, czytając jakąś książkę, której za bardzo nie kojarzyłem, może dlatego że mało ich czytałem, popijając szampanem. Miała niewyprasowane ubrania i rozmazany makijaż. Chyba płakała, a przynajmniej wydawała się taka. Uznałem, że nie będę za bardzo wtrącać się w jej prywatne sprawy, bo nie wyjdzie mi to na dobre, mimo że bardzo zżerała mnie ciekawość. Po cichu wszedłem po skrzypiących już od staroci drewnianych schodach pomalowanych na biało, żeby nie wyglądały źle. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju, a na łóżku zobaczyłem żółtą kartkę, która chyba była listem. Podniosłem ją i przeczytałem tam list.
"Drogi Synu!
Nie chciałem Cię zawieźć moimi czynami, ale po prostu dłużej już nie mogłem.
Mam nadzieję że z biegiem czasu mnie zrozumiesz, i nie będziesz krył urazy do mnie po tym, co zaraz przeczytasz.
Na początku chcę Cię bardzo przeprosić. Ale dom w którym mieszkasz już nie jest, nie będzie moim domem.
Po prostu zmieniłem trochę swoje plany, ale nie obwiniaj się za to, to nie Twoja wina.
Po prostu ja i Twoja mama już nie możemy być razem, ale dlaczego, to już powie Ci Twoja mama przy dobrej okazji.
Musisz jej teraz pomóc, żeby nic sobie nie zrobiła. Nie bój się, nie mam nowej kobiety, mama będzie zawsze na 1 miejscu,
ale w tym momencie nie mogę być tutaj z Wami w Polsce. Nasza sytuacja jest.. Trochę nietypowa, ale nie wgłębiam Cię w szczegóły,
w końcu się dowiesz. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły, i w końcu mi wybaczysz. Przyjadę do Ciebie, a raczej do Was już niedługo,
więc oczekujcie mojej obecności. Wtedy Ci wszystko wytłumaczę dokładnie i ze szczegółami. Nie bądź na mnie zły, ani na mamę.
Kocham Cię, Tata"
Czy to oznacza że mój własny ojciec wyprowadził się z domu, nie jest już z moją mamą i zostawił Nas tak po prostu na lodzie? Co jak co, ale po nim to ja się tego nie spodziewałem totalnie. Najbardziej to współczuję mojej mamie, co ona musi teraz przechodzić. Uznałem, że na razie przemilczę sprawę. Po żadne meble nie pojechaliśmy, a z tego co rano mi mama mówiła - mieliśmy. No trudno, bywa, czasem takie sytuacje się zdarzały. Byłem totalnie zdołowany, a szczególnie że dodatkowym ciężarem przytłacza mnie Karolina, dla której w pewnym sensie teraz pracuję. Na dzisiaj miałem dosyć. Nie ładnie mówiąc "walnąłem" się na swoje łóżko, założyłem słuchawki na uszy i puściłem swoją boginię Rihannę, której zawsze słuchałem jak coś się działo nie tak. Moje słuchanie przerwał dźwięk sms'a od Darii.
"Wszystko w porządku kochanie? Wybrałeś sobie meble? Buzi :* "
Było mi trochę smutno po przeczytaniu tej wiadomości, ale uznałem że będę z nią totalnie szczery.
"Nie byłem z rodzicami po meble, mój tata wyprowadził się z domu, a mama jest totalnie zdołowana. Sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, zagubiłem się kompletnie, mam nadzieję że chociaż Ty mnie zrozumiesz i nie będziesz mnie wypytywać, błagam. Ja sam od końca nie wiem co się dzieje, zawsze mnie coś spotyka złego.. Nie wierzę w to po prostu.. "
Perspektywa Darii
Po przeczytaniu sms'a od Dawida totalnie mnie zamurowało. Tak bardzo mu współczułam. Nie wyobrażam sobie za bardzo jego sytuacji, bo nigdy tak nie miałam, ale jakbym była teraz z nim przytuliłabym go mocno i nie puszczała, do póki nie polepszył by mu się humor. No czyli nigdy, bo to serio poważna sprawa, jejku.. Nie wiem czy to był najlepszy pomysł, ale założyłam żółte vansy i wyszłam oknem z domu. Biegłam w stronę domu mojego chłopaka. Może to brzmi zbyt oficjalnie, ale ja się tam cieszę i tak. Po jakiś piętnastu minutach dotarłam na miejsce, weszłam po schodach, takich wiecie, jakby był pożar to szybciej wtedy da się wydostać, i puściłam sms'a do swojego chłopaka.
"Wyjrzyj przez okno. :) "
Widocznie Kwiat telefon miał cały czas w ręce, bo momentalnie jego opalona twarz pokazała mi się w oknie. Zrobiło mi się trochę słabo, ale nie chciałam tego pokazywać, to pewnie przez stres. Chłopak momentalnie otworzył mi okno i nakazał wejść do jego pokoju. Obdarowałam go swoim najszczerszym uśmiechem i bez słowa po prostu go przytuliłam. Podejrzewam, że zdziwiło go moje zachowanie, bo trochę się zachwiał, ale szybko udało mu się spowrotem wrócić do równowagi i teraz staliśmy wtuleni w siebie. Poczułam coś mokrego na swoich plecach, to chyba były łzy. Łzy smutku. Mój największy twardziel się popłakał, było mi go tak szkoda. Ujęłam jego twarz w swoje mikroskopijne dłonie tak, żeby mógł na mnie spojrzeć. Mnie samej również zaczęły lecieć łzy, bo było mi po prostu przykro.
-Nie płacz skarbie, przecież to nie Twoja wina że mój Ojciec sobie po prostu odszedł. - Jego zachrypły głos brzmiał smutnie i bez żadnego zainteresowania, chociaż po prostu wiedziałam że był tym bardzo przejęty.Ponownie go przytuliłam, gdy nagle odezwała się piosenka Rihanny "What's My Name", co oznaczało że Dawidowi dzwoniła komórka.
________________________________________________
Wiem że rozdział bardzo nudny, za co przepraszam, ale wena mi dzisiaj nie dopisała,
a staram się dodawać rozdziały regularnie:(
Po tym kiedy wraz z Daria wyznaliśmy sobie miłość czułem dziwne uczucie w żołądku. Od razu zaprzeczam, to nie były motylki. To strasznie dziewczęce, a na pewno nie w moim stylu. Siedząc w dosyć dziwnej pozycji z moją dziewczyną, co brzmi teraz dziwnie, ale zajebiście,że ponownie mogę ją tak nazwać, poczułem pewien strach. Cała drżała. Nie wiem, czy to z zimna, czy z czego, ale drżała.
-Kochanie, wszystko w porządku? Cała drżysz. - Może wydawałem się zbyt nadopiekuńczy, ale na pewno nie na tyle, żebym zamieniał się w jakiegoś babochłopa, co to to nie.
-Ymmm... Tak, wszystko w porządku. Po prostu trochę mi zimno. - W pewnym stopniu czułem nutkę niepewności w jej słowach, ale uznałem, że nie będę zbytnio w to wnikać. Delikatnie musnąłem jej usta, na co ona niewinnie się uśmiechnęła. Byliśmy tak blisko siebie, że między nami nie zmieściłaby się cieniutka nić. Czułem na sobie jej spokojny oddech. - Księżniczko, może wybierzemy się na jakąś imprezę? Wiesz, tak z okazji tej że do siebie wróciliśmy, i tak dalej..
-Możemy się gdzieś przejść, jutro?
-W porządku, przyjdę po Ciebie o 19 jutro, ale teraz muszę się zbierać, moi rodzice nie wiedzą że tutaj jestem, a miałem jechać z nimi kupić nowe meble do mojego pokoju. Trzymaj się, kicia. - Słodko się z nią pożegnałem i dałem jej słodkiego buziaka na czole.
-Do zobaczenia, królewiczu..
Ostatnio byłem bardzo zabiegany jeśli chodzi o moje prywatne życie. Codziennie jakieś spotkania z moim menagerem Igorem, już trochę nie miałem siły, ale pracując nad akustyczną płytą musiałem się temu całkiem oddać. Ta przeprowadzka do Warszawy zdecydowanie wyszła mi na dobre, wiedziałem że będzie lepiej, ale nie ze aż tak. Coraz częściej jestem wyłapywany na ulicy przez moich fanów, a w sumie to głównie fanki. Parę dziewczyn praktycznie codziennie mnie widzą. Chciałbym żeby każda z moich fanek mnie zobaczyła, wiem że to są ich marzenia, a ja zawsze zapewniam je, że jak nie tym to następnym razem. Czasami mi przykro, że nie mogą mnie spotkać, dlatego staram się organizować jak najwięcej konkursów żeby mogły mnie chociażby usłyszeć. Nie daję pojedynczym fankom takich rzeczy, "przywilejów" gdyż inne od razu się buntują z powodu "podziałów", jak to śmiesznie brzmi. W moich oczach WSZYSCY są równi, nie ma lepszych i nie ma gorszych. Wracając do domu przesłuchiwałem próbek swoich piosenek tym razem w wersji akustycznej. Nie było aż tak źle, przynajmniej tak mi się wydawało. W końcu moje hobby puściło górę, więc zacząłem swój wspaniały taneczny krok i śpiewałem, a raczej wydzierałem się najgłośniej jak tylko się da.
"Znów pogubiłem myśli swe, Ty nic nie wiesz, Ty nic nie wiesz..
Moje siły gdzieś giną we mgle, Tracisz siebie, Tracisz siebie.."
Zauważyłem dosyć znajomą mi dziewczynę zmierzającą w moim kierunku. Zgrabne, długie nogi były schowane w szarych wytartych rurkach, jej szczupły brzuch opinała czerwona koszula w kratę, włosy miała spięte o ile nie jestem zgubiony w tych nazwach w koński ogon, czyli taki wysoki kucyk. Uśmiechnięta brnęła szybkim krokiem do mnie. Czy ta dziewczyna nie rozumiała, że nic między nami nie ma? Jestem zakochany w Darii, nie w niej.
-Misiu, nie unikaj mnie. -Jęknęła, gdy przeszedłem obojętnym krokiem obok niej. -Porozmawiajmy.
-Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać. - Syknąłem. -Nie możesz po prostu dać mi spokoju? - Ta dziewczyna ostro działała mi na nerwy, nic między nami nigdy nie było, do cholery.
-A według mnie chyba jednak mamy do pogadania.
-Mów czego chcesz i daj mi spokój.
-Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz. Wiesz, że jeśli nie spełnisz moich oczekiwań, to z Twoją dziewczyną dobrze nie będzie, prawda? Po prostu rób to co Ci powiem chłoptasiu, a tej Twojej pożal się Boże lasce nic złego nie będzie, kapiszi?
-Kapi...co? - Chciałem jak najbardziej odbiec od pewnego tematu, który ona chciała posunąć. Hehe, posunąć to ona raczej wszystko chciała. Sam zachichotałem ze swojej własnej głupoty, ale to był udany żart.
-Kapiszi, to inaczej pytanie, czy rozumiesz.. Dejw, w jakim Ty świecie żyjesz?
-Nie mów tak do mnie, nie jesteś moją koleżanką. Dla Ciebie "Panie Dawidzie" - Krzyknąłem do niej te słowa, wręcz z ironią.
-Nie próbuj swoich sztuczek na mnie, bo jesteś mi winien przysługę, za to co dla Ciebie zrobiłam.
-Zrobiłaś to dla mnie, ale same czyny były z Twojej winy. Nie uważasz, że źle postępujesz? -Po moich słowach trochę ją zatkało, ale ponownie zrobiła sukowatą minę i uśmiechnęła się krzywo.
-Oko za oko, ząb za ząb. Nie pamiętasz ile krzywd Ty mi wyrządziłeś?
-Stara, to było 8 lat temu!
-Lata to tylko liczby.
-Serio masz zamiar rozgrzebywać podstawówkowe żarty?
-Do końca gimnazjum mnie to śledziło, palancie! - Krzyknęła do mnie. Miała łzy w oczach. Nigdy nie zrozumiem dziewczyn, poważnie.
-Dobra, mów co chcesz. - Poddałem się i kazałem jej mówić.
-Zadania dla Ciebie jeszcze nie wymyśliłam, ale dowiesz się wkrótce. - Parsknęła do mnie i oddaliła się za starymi kamienicami.
-Co za pogięta laska. - Powiedziałem sam do siebie.
Gdy wróciłem do domu zastałem tam tylko moją mamę. Nie powiem, zdziwiło mnie to bardzo, bo tata miał na rano do pracy, ale byłem spokojny, mój tata by sobie nic nie zrobił, nikogo by nie skrzywdził, a przynajmniej tak mi się zdawało. Moja mama siedziała na karmelowej, skórzanej sofie, czytając jakąś książkę, której za bardzo nie kojarzyłem, może dlatego że mało ich czytałem, popijając szampanem. Miała niewyprasowane ubrania i rozmazany makijaż. Chyba płakała, a przynajmniej wydawała się taka. Uznałem, że nie będę za bardzo wtrącać się w jej prywatne sprawy, bo nie wyjdzie mi to na dobre, mimo że bardzo zżerała mnie ciekawość. Po cichu wszedłem po skrzypiących już od staroci drewnianych schodach pomalowanych na biało, żeby nie wyglądały źle. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju, a na łóżku zobaczyłem żółtą kartkę, która chyba była listem. Podniosłem ją i przeczytałem tam list.
"Drogi Synu!
Nie chciałem Cię zawieźć moimi czynami, ale po prostu dłużej już nie mogłem.
Mam nadzieję że z biegiem czasu mnie zrozumiesz, i nie będziesz krył urazy do mnie po tym, co zaraz przeczytasz.
Na początku chcę Cię bardzo przeprosić. Ale dom w którym mieszkasz już nie jest, nie będzie moim domem.
Po prostu zmieniłem trochę swoje plany, ale nie obwiniaj się za to, to nie Twoja wina.
Po prostu ja i Twoja mama już nie możemy być razem, ale dlaczego, to już powie Ci Twoja mama przy dobrej okazji.
Musisz jej teraz pomóc, żeby nic sobie nie zrobiła. Nie bój się, nie mam nowej kobiety, mama będzie zawsze na 1 miejscu,
ale w tym momencie nie mogę być tutaj z Wami w Polsce. Nasza sytuacja jest.. Trochę nietypowa, ale nie wgłębiam Cię w szczegóły,
w końcu się dowiesz. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły, i w końcu mi wybaczysz. Przyjadę do Ciebie, a raczej do Was już niedługo,
więc oczekujcie mojej obecności. Wtedy Ci wszystko wytłumaczę dokładnie i ze szczegółami. Nie bądź na mnie zły, ani na mamę.
Kocham Cię, Tata"
Czy to oznacza że mój własny ojciec wyprowadził się z domu, nie jest już z moją mamą i zostawił Nas tak po prostu na lodzie? Co jak co, ale po nim to ja się tego nie spodziewałem totalnie. Najbardziej to współczuję mojej mamie, co ona musi teraz przechodzić. Uznałem, że na razie przemilczę sprawę. Po żadne meble nie pojechaliśmy, a z tego co rano mi mama mówiła - mieliśmy. No trudno, bywa, czasem takie sytuacje się zdarzały. Byłem totalnie zdołowany, a szczególnie że dodatkowym ciężarem przytłacza mnie Karolina, dla której w pewnym sensie teraz pracuję. Na dzisiaj miałem dosyć. Nie ładnie mówiąc "walnąłem" się na swoje łóżko, założyłem słuchawki na uszy i puściłem swoją boginię Rihannę, której zawsze słuchałem jak coś się działo nie tak. Moje słuchanie przerwał dźwięk sms'a od Darii.
"Wszystko w porządku kochanie? Wybrałeś sobie meble? Buzi :* "
Było mi trochę smutno po przeczytaniu tej wiadomości, ale uznałem że będę z nią totalnie szczery.
"Nie byłem z rodzicami po meble, mój tata wyprowadził się z domu, a mama jest totalnie zdołowana. Sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, zagubiłem się kompletnie, mam nadzieję że chociaż Ty mnie zrozumiesz i nie będziesz mnie wypytywać, błagam. Ja sam od końca nie wiem co się dzieje, zawsze mnie coś spotyka złego.. Nie wierzę w to po prostu.. "
Perspektywa Darii
Po przeczytaniu sms'a od Dawida totalnie mnie zamurowało. Tak bardzo mu współczułam. Nie wyobrażam sobie za bardzo jego sytuacji, bo nigdy tak nie miałam, ale jakbym była teraz z nim przytuliłabym go mocno i nie puszczała, do póki nie polepszył by mu się humor. No czyli nigdy, bo to serio poważna sprawa, jejku.. Nie wiem czy to był najlepszy pomysł, ale założyłam żółte vansy i wyszłam oknem z domu. Biegłam w stronę domu mojego chłopaka. Może to brzmi zbyt oficjalnie, ale ja się tam cieszę i tak. Po jakiś piętnastu minutach dotarłam na miejsce, weszłam po schodach, takich wiecie, jakby był pożar to szybciej wtedy da się wydostać, i puściłam sms'a do swojego chłopaka.
"Wyjrzyj przez okno. :) "
Widocznie Kwiat telefon miał cały czas w ręce, bo momentalnie jego opalona twarz pokazała mi się w oknie. Zrobiło mi się trochę słabo, ale nie chciałam tego pokazywać, to pewnie przez stres. Chłopak momentalnie otworzył mi okno i nakazał wejść do jego pokoju. Obdarowałam go swoim najszczerszym uśmiechem i bez słowa po prostu go przytuliłam. Podejrzewam, że zdziwiło go moje zachowanie, bo trochę się zachwiał, ale szybko udało mu się spowrotem wrócić do równowagi i teraz staliśmy wtuleni w siebie. Poczułam coś mokrego na swoich plecach, to chyba były łzy. Łzy smutku. Mój największy twardziel się popłakał, było mi go tak szkoda. Ujęłam jego twarz w swoje mikroskopijne dłonie tak, żeby mógł na mnie spojrzeć. Mnie samej również zaczęły lecieć łzy, bo było mi po prostu przykro.
-Nie płacz skarbie, przecież to nie Twoja wina że mój Ojciec sobie po prostu odszedł. - Jego zachrypły głos brzmiał smutnie i bez żadnego zainteresowania, chociaż po prostu wiedziałam że był tym bardzo przejęty.Ponownie go przytuliłam, gdy nagle odezwała się piosenka Rihanny "What's My Name", co oznaczało że Dawidowi dzwoniła komórka.
________________________________________________
Wiem że rozdział bardzo nudny, za co przepraszam, ale wena mi dzisiaj nie dopisała,
a staram się dodawać rozdziały regularnie:(
piątek, 11 lipca 2014
003. "I love you."
To mogło być wszystko. Bardzo się bałam, nie wiedziałam kompletnie co się dzieje. Zaciskałam pięści, ze zdenerwowania zaczynałam się pocić.. Myślałam o najgorszym.
-Na początek proszę o opuszczenie pomieszczenia Twoich znajomych. - Lekarzowi zmienił się ton na spokojniejszy. - Nie wiem czy życzysz sobie ich obecności, dlatego proszę Was o opuszczenie sali, poczekajcie na Darię na zewnątrz, niedługo wyjdzie ze szpitala, jej stan jest stabilny, ale musi się oszczędzać, więc dbajcie o nią.
-Dobrze, dziękujemy, do widzenia.. - Usłyszałam niepewny głos Dawida. Wyszli z sali, więc nadszedł moment kulminacyjny, w którym dowiem się co tak naprawdę mi jest.
-Może to nie najlepszy moment, żeby informować, ale wszystkie badania wskazały jedno. Białaczka. - Zachrypłym głos rozbrzmiał w moich uszach cicho, ale te parę słów dało mi do zrozumienia że moje życie obróci się o 180 stopni. Czułam że ostatnio coś jest ze mną nie tak. Leciała mi krew z nosa, często traciłam przytomność, ale myślałam że to wszystko jest spowodowane tylko osłabieniem, bo ostatnio też mało spałam. Ale nie, coś musiało popsuć mi plany i wyleciało z białaczką. Przecież to jest kurcze to czego najbardziej potrzebowałam! Nie dość że sobie nie radzę z życiem to jeszcze jakaś choroba na głowie. I co? Może mam jeszcze latać po szpitalach badać się i stosować jakieś zasrane chemioterapie które i tak mi nic nie pomogą?! Siedziałam krzyżując ręce na klatce piersiowej i wpatrując się w białą ścianę która była przede mną. Łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu, ale nie chciałam tego pokazać. Musiałam być silna, jeszcze dostałabym jakieś zastrzyki i dodatkowo dłużej musiałabym siedzieć w tym szpitalu.
-Rozumiem, ale co dalej? - Niepewnie zapytałam, w moim głosie było słychać pustkę i strach. -Czy wyjdę z tego?
-Większość wychodzi z tej choroby, dlatego zrobimy wszystko co w naszej mocy. Jednakże ta choroba doda Pani trochę więcej obowiązków. Dłuższe przesiadywanie w szpitalu, mniejszą aktywność fizyczną do wykorzystania.. Wszystko ma pani w tych dokumentach. - Lekarz podał mi plik kartek, daty chemioterapii, ile czasu mam siedzieć w szpitalu, jaką dietę mam stosować. -Czy wyraża pani zgodę na stosowanie chemioterapii? - Przez chwilę się zastanawiałam, ale kiwnęłam głową co oznaczało że tak.
-Dobrze, teraz może pani się przebrać i iść.
Ubrałam się w moje ubrania, które potrzebowały prania, ale niczego innego nie miałam. Z opuszczoną głową szłam przez szpitalny korytarz szukając wyjścia. Uznałam, że przyjaciołom nic mówić nie będę, Dawidowi też nie. Po prostu nie będę ich dodatkowo zamartwiać. Z Dawidem dam sobie spokój, ale będę go traktować normalnie, bo nie mogę dodać sobie jeszcze zmartwień przez tą chorobę. Założyłam moją maskę szczęśliwej dziewczyny i opuściłam wnętrze szpitala.
-I jak?! Co Ci jest?! - Jak zawsze opiekuńcza Kasia. Mimo tego że ją uwielbiałam, to w tym momencie nie miałam ochoty jej słuchać.. -Daria?
-A nic takiego. Po prostu byłam trochę osłabiona bo...... - Chwilę się zastanawiałam co mogę powiedzieć. - Nie jadłam zbyt dużo. -Mimo tego że mój głos się załamał chciałam pokazać że jestem stabilna.
-Martwiłem się. - Troskliwy Kwiat również wrzucił swoje dwa grosze. - Na pewno to tylko z powodu mniejszej ilości jedzenia? - Bałam się że wykrył, że coś jest nie tak.
-Tak, to z tego. Spokojnie, nie martwcie się. Idziemy? - Chciałam jak najszybciej zmienić temat, zanim rozryczę się jak małe dziecko. Dziwnie było mi ich tak okłamywać, ale nie powiem im tego. Na pewno nie teraz.
Odprowadzili mnie aż pod sam dom, pożegnałam się z nimi i przekroczyłam próg mieszkania. Moi rodzice już byli w domu, bałam się trochę..
-Słoneczko.. - Podbiegła do mnie mama i mocno się do mnie wtuliła, widziałam że jej też było z tym ciężko. Tata spoglądał na mnie porozumiewawczym, ale jak i smutnym wzrokiem. Było mi tak ciężko. Nie wiedziałam jak to będzie. Ogarnęły mnie dreszcze i strach. Po cichu poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżko i po prostu się rozpłakałam. Łzy leciały z moich oczu niczym wodospad, musiałam wyglądać koszmarnie, bo nawet mój mały piesek od razu ode mnie odskoczył.
-Wszyscy uciekają. - Powiedziałam po cichu do siebie uśmiechając się przez łzy. Było mi po prostu smutno, ta choroba mnie wykończy, może i nawet zabiję się przed moim "planowanym" końcem. To jest takie nie sprawiedliwe, że nic nie zrobiłam a dostaje mi się najgorzej. Dlaczego pedofile i mordercy w ogóle nie chorują, a ja musiałam? Zastanawiając się nad sensem mojego życia usłyszałam ciche i niepewne pukanie do drzwi.
-Można wejść. - Odpowiedziałam ocierając łzy z policzków. Usłyszałam uchylające się drzwi, w szybie odbiła mi się twarz Kwiata. Pewnie, jego teraz najbardziej potrzebowałam.. Nie chciałam na niego patrzeć. Już nawet nie dlatego że płakałam, ale nie chciałam żeby ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie, dlatego spoglądałam na lecące po mojej szybie krople deszczu, które toczyły ze sobą wojnę która pierwsza spadnie na dół. Bawiło mnie to że traktuję samą siebie jak małe nierozumiejące nic dziecko.
-Daria? Wszystko w porządku? - Jego ciepły, troskliwy głos. Tak mi tego brakowało, ale nie potrafię mu wybaczyć tej zdrady. Nigdy.. Chyba że.. Zobaczymy. Potrzebuję go, jak nikogo innego. -Halo, Daria?
-Tak.. - Tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić, bo momentalnie znów zaniosłam się płaczem.
-Ej, Daria, misiu, nie płacz. - Powoli zbliżał się do mnie, niepewnie bo niepewnie, ale podchodził. Delikatnie objął mnie ramionami i przysunął do siebie. Pogładził mnie po policzku, jemu samemu zaszkliły się oczy. -Wiem że to nie najlepsze miejsce i czas, ale pamiętaj że ja wciąż Cię kocham, mam nadzieję że dasz mi kiedyś się wytłumaczyć. - Zerwałam się z łóżka, otarłam łzy, uznałam że dam mu wyjaśnić, chociaż w tym czasie w którym jestem spokojna.
-Tłumacz, póki możesz.. - Chcąc nie chcąc przecież ta rozmowa musiała nastąpić, teraz, gdy byłam skłonna mu wybaczyć chciałam znać całą prawdę.
-Eh.. - Odchrząknął. - Tego dnia kiedy mnie zobaczyłaś z Karoliną.. Ja byłem pijany. Nie panowałem za bardzo nad sobą. Byliśmy na urodzinach u Kevina, no i Karolina to przyjaciółka Churskiej, od samego początku imprezy przystawiała się do mnie. Ja za bardzo nie rozumiałem, myślałem że to tylko takie wiesz.. "dzikie podrywy" ale jak się okazało to jednak nie były tylko niewinne zaloty. Było mi już słabo od zbyt dużej ilości alkoholu, więc zaproponowała mi spacer. Słyszałem że za sobą nie przepadacie, ale wydawała mi się miła, więc się zgodziłem..Zobaczyłem Ciebie, nie wiedziałem w sumie gdzie byłem, ani co się ze mną dzieje, ale chciałem podejść. Za bardzo nie panowałem nad koordynacją ruchową, więc ona przyciągnęła mnie do siebie. Pocałunków nie odwzajemniałem, ale ona nie chciała mnie puścić, nie potrafiłem się jej wyrwać. Przepraszam Cię, błagam, wybacz mi. Zrobię wszystko, obiecuję.. - Prawię się popłakał, ale ja mu uwierzyłam. Zrozumiałam, że go potrzebuję. Nic nie powiedziałam, tylko delikatnie musnęłam jego usta.
-Kocham Cię. - To jedyne słowa które umiałam wykrztusić.
-Ja Ciebie też.
_________________________________________________
Długa przerwa była, nie ukrywam, ale nareszcie trzeci rozdział! Trochę smutny, ale Daria i Dawid wreszcie się pogodzili! Nie zamartwiajcie się tym, że Daria jest chora. Zdąży zrobić dużo rzeczy podczas chemioterapii! :)
-Na początek proszę o opuszczenie pomieszczenia Twoich znajomych. - Lekarzowi zmienił się ton na spokojniejszy. - Nie wiem czy życzysz sobie ich obecności, dlatego proszę Was o opuszczenie sali, poczekajcie na Darię na zewnątrz, niedługo wyjdzie ze szpitala, jej stan jest stabilny, ale musi się oszczędzać, więc dbajcie o nią.
-Dobrze, dziękujemy, do widzenia.. - Usłyszałam niepewny głos Dawida. Wyszli z sali, więc nadszedł moment kulminacyjny, w którym dowiem się co tak naprawdę mi jest.
-Może to nie najlepszy moment, żeby informować, ale wszystkie badania wskazały jedno. Białaczka. - Zachrypłym głos rozbrzmiał w moich uszach cicho, ale te parę słów dało mi do zrozumienia że moje życie obróci się o 180 stopni. Czułam że ostatnio coś jest ze mną nie tak. Leciała mi krew z nosa, często traciłam przytomność, ale myślałam że to wszystko jest spowodowane tylko osłabieniem, bo ostatnio też mało spałam. Ale nie, coś musiało popsuć mi plany i wyleciało z białaczką. Przecież to jest kurcze to czego najbardziej potrzebowałam! Nie dość że sobie nie radzę z życiem to jeszcze jakaś choroba na głowie. I co? Może mam jeszcze latać po szpitalach badać się i stosować jakieś zasrane chemioterapie które i tak mi nic nie pomogą?! Siedziałam krzyżując ręce na klatce piersiowej i wpatrując się w białą ścianę która była przede mną. Łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu, ale nie chciałam tego pokazać. Musiałam być silna, jeszcze dostałabym jakieś zastrzyki i dodatkowo dłużej musiałabym siedzieć w tym szpitalu.
-Rozumiem, ale co dalej? - Niepewnie zapytałam, w moim głosie było słychać pustkę i strach. -Czy wyjdę z tego?
-Większość wychodzi z tej choroby, dlatego zrobimy wszystko co w naszej mocy. Jednakże ta choroba doda Pani trochę więcej obowiązków. Dłuższe przesiadywanie w szpitalu, mniejszą aktywność fizyczną do wykorzystania.. Wszystko ma pani w tych dokumentach. - Lekarz podał mi plik kartek, daty chemioterapii, ile czasu mam siedzieć w szpitalu, jaką dietę mam stosować. -Czy wyraża pani zgodę na stosowanie chemioterapii? - Przez chwilę się zastanawiałam, ale kiwnęłam głową co oznaczało że tak.
-Dobrze, teraz może pani się przebrać i iść.
Ubrałam się w moje ubrania, które potrzebowały prania, ale niczego innego nie miałam. Z opuszczoną głową szłam przez szpitalny korytarz szukając wyjścia. Uznałam, że przyjaciołom nic mówić nie będę, Dawidowi też nie. Po prostu nie będę ich dodatkowo zamartwiać. Z Dawidem dam sobie spokój, ale będę go traktować normalnie, bo nie mogę dodać sobie jeszcze zmartwień przez tą chorobę. Założyłam moją maskę szczęśliwej dziewczyny i opuściłam wnętrze szpitala.
-I jak?! Co Ci jest?! - Jak zawsze opiekuńcza Kasia. Mimo tego że ją uwielbiałam, to w tym momencie nie miałam ochoty jej słuchać.. -Daria?
-A nic takiego. Po prostu byłam trochę osłabiona bo...... - Chwilę się zastanawiałam co mogę powiedzieć. - Nie jadłam zbyt dużo. -Mimo tego że mój głos się załamał chciałam pokazać że jestem stabilna.
-Martwiłem się. - Troskliwy Kwiat również wrzucił swoje dwa grosze. - Na pewno to tylko z powodu mniejszej ilości jedzenia? - Bałam się że wykrył, że coś jest nie tak.
-Tak, to z tego. Spokojnie, nie martwcie się. Idziemy? - Chciałam jak najszybciej zmienić temat, zanim rozryczę się jak małe dziecko. Dziwnie było mi ich tak okłamywać, ale nie powiem im tego. Na pewno nie teraz.
Odprowadzili mnie aż pod sam dom, pożegnałam się z nimi i przekroczyłam próg mieszkania. Moi rodzice już byli w domu, bałam się trochę..
-Słoneczko.. - Podbiegła do mnie mama i mocno się do mnie wtuliła, widziałam że jej też było z tym ciężko. Tata spoglądał na mnie porozumiewawczym, ale jak i smutnym wzrokiem. Było mi tak ciężko. Nie wiedziałam jak to będzie. Ogarnęły mnie dreszcze i strach. Po cichu poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżko i po prostu się rozpłakałam. Łzy leciały z moich oczu niczym wodospad, musiałam wyglądać koszmarnie, bo nawet mój mały piesek od razu ode mnie odskoczył.
-Wszyscy uciekają. - Powiedziałam po cichu do siebie uśmiechając się przez łzy. Było mi po prostu smutno, ta choroba mnie wykończy, może i nawet zabiję się przed moim "planowanym" końcem. To jest takie nie sprawiedliwe, że nic nie zrobiłam a dostaje mi się najgorzej. Dlaczego pedofile i mordercy w ogóle nie chorują, a ja musiałam? Zastanawiając się nad sensem mojego życia usłyszałam ciche i niepewne pukanie do drzwi.
-Można wejść. - Odpowiedziałam ocierając łzy z policzków. Usłyszałam uchylające się drzwi, w szybie odbiła mi się twarz Kwiata. Pewnie, jego teraz najbardziej potrzebowałam.. Nie chciałam na niego patrzeć. Już nawet nie dlatego że płakałam, ale nie chciałam żeby ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie, dlatego spoglądałam na lecące po mojej szybie krople deszczu, które toczyły ze sobą wojnę która pierwsza spadnie na dół. Bawiło mnie to że traktuję samą siebie jak małe nierozumiejące nic dziecko.
-Daria? Wszystko w porządku? - Jego ciepły, troskliwy głos. Tak mi tego brakowało, ale nie potrafię mu wybaczyć tej zdrady. Nigdy.. Chyba że.. Zobaczymy. Potrzebuję go, jak nikogo innego. -Halo, Daria?
-Tak.. - Tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić, bo momentalnie znów zaniosłam się płaczem.
-Ej, Daria, misiu, nie płacz. - Powoli zbliżał się do mnie, niepewnie bo niepewnie, ale podchodził. Delikatnie objął mnie ramionami i przysunął do siebie. Pogładził mnie po policzku, jemu samemu zaszkliły się oczy. -Wiem że to nie najlepsze miejsce i czas, ale pamiętaj że ja wciąż Cię kocham, mam nadzieję że dasz mi kiedyś się wytłumaczyć. - Zerwałam się z łóżka, otarłam łzy, uznałam że dam mu wyjaśnić, chociaż w tym czasie w którym jestem spokojna.
-Tłumacz, póki możesz.. - Chcąc nie chcąc przecież ta rozmowa musiała nastąpić, teraz, gdy byłam skłonna mu wybaczyć chciałam znać całą prawdę.
-Eh.. - Odchrząknął. - Tego dnia kiedy mnie zobaczyłaś z Karoliną.. Ja byłem pijany. Nie panowałem za bardzo nad sobą. Byliśmy na urodzinach u Kevina, no i Karolina to przyjaciółka Churskiej, od samego początku imprezy przystawiała się do mnie. Ja za bardzo nie rozumiałem, myślałem że to tylko takie wiesz.. "dzikie podrywy" ale jak się okazało to jednak nie były tylko niewinne zaloty. Było mi już słabo od zbyt dużej ilości alkoholu, więc zaproponowała mi spacer. Słyszałem że za sobą nie przepadacie, ale wydawała mi się miła, więc się zgodziłem..Zobaczyłem Ciebie, nie wiedziałem w sumie gdzie byłem, ani co się ze mną dzieje, ale chciałem podejść. Za bardzo nie panowałem nad koordynacją ruchową, więc ona przyciągnęła mnie do siebie. Pocałunków nie odwzajemniałem, ale ona nie chciała mnie puścić, nie potrafiłem się jej wyrwać. Przepraszam Cię, błagam, wybacz mi. Zrobię wszystko, obiecuję.. - Prawię się popłakał, ale ja mu uwierzyłam. Zrozumiałam, że go potrzebuję. Nic nie powiedziałam, tylko delikatnie musnęłam jego usta.
-Kocham Cię. - To jedyne słowa które umiałam wykrztusić.
-Ja Ciebie też.
_________________________________________________
Długa przerwa była, nie ukrywam, ale nareszcie trzeci rozdział! Trochę smutny, ale Daria i Dawid wreszcie się pogodzili! Nie zamartwiajcie się tym, że Daria jest chora. Zdąży zrobić dużo rzeczy podczas chemioterapii! :)
sobota, 21 czerwca 2014
002 - Heavy moments
perspektywa Darii
Wychodząc z
gali,zahaczyłam o kumpelę informując ją że wychodzę. Do Saszi
puściłam szybkiego sms'a że idę. Moją nieobecnością nikt się
za bardzo nie przejął, ale w sumie kim ja jestem żeby kogokolwiek
to interesowało? No więc właśnie, jestem nikim. I już dużo osób
mi to uświadomiło. Rodzina, byli przyjaciele, no i ON. W sumie to
chyba już każdy. W sumie dlaczego nazywam Dawida jako osobę
nieznajomą, skoro każdy chyba już wie, że chodzi o niego? Ale kto
mnie rozumie, tak.. Las rąk przed oczami.. Wróciłam do domu,
przebrałam się w piżamę, a raczej coś co ją przypominało, i
rzuciłam się na łóżko. Jadłam sobie jogurt, ogarniałam
internety, gdy nagle moją uwagę przykuło zdjęcie, które robiono
mi dzisiaj na gali z Dawidem. Podpisane było "tajemnicza
nieznajoma w objęciu idola nastolatek"
-Jaka tajemnicza
nieznajoma? Znam go lepiej niż ktokolwiek inny, Boże, co za
bufony... - Myśląc to o mało co nie zakrztusiłam się jogurtem,
ale mimo tego połowa jego zawartości znalazła się na mojej nowej
aksamitnej pościeli, i jak zwykle stało się to przez moją
nieuwagę. Pościel szybko wrzuciłam do pralki, wyprałam i
wywiesiłam na balkonie. Uznałam że nie ma sensu spać w łóżku
bez pościeli, bo ma niewygodnie szorstki materac, więc wybrałam
sypialnię rodziców. Wątpię, że jakoś im to przeszkadzało no bo
w końcu cały tydzień mam wolny dom, pewnie nic nie zauważą. A
raczej mam nadzieję że tego nie zrobią. Położyłam się na
łóżku. Ku mojemu zdziwieniu zasnęłam w niewyobrażalnie szybkim
tempie. Miałam jakiś przedziwny sen, w którym Dawid i ja
przytulamy się, rozmawiamy jak normalna para.. DLACZEGO NAWET TE
DURNE SNY MUSZĄ MI O NIM PRZYPOMINAĆ.
***
Jak zwykle budzik nie
zadzwonił, oczywiście pomijając to że wcale go nie nastawiłam, i
wstałam za późno. Znowu. Musiałam się szybko wyrobić, do lekcji
było tylko 15 minut czasu, a ja nienawidzę się spóźniać,
chociaż w sumie robię to praktycznie codziennie. Późne
zasypianie=za późne wstawanie. I tak dalej. Zbiegłam niczym
maratończyk (jest coś takiego w ogóle?) po schodach, omal co się
nie wywróciłam, ale dobra. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z
szafy, natrafiłam na czarne wytarte rurki, biały crop-top, czy coś
w ten deseń, no i moje najlepsze białe, krótkie conversy, które
mam już długo. Złapałam za plecak i ruszyłam szybkim tempem w
stronę szkoły. Z powodu mojej astmy nie mogłam się za bardzo
przemęczać,więc bieganie i jakikolwiek inny trudniejszy wysiłek
fizyczny był dla mnie katastrofą. Momentalnie robi mi się duszno,
i nie mogę złapać tchu, dlatego między innymi nie jestem
klasyfikowana z wf-u. Gdy dotarłam pod budynek szkoły była godzina
8:15.
Super, matematyka... -
Pomyślałam i przekroczyłam próg szkoły.
Założyłam moją maskę
uśmiechniętej dziewczyny, i właściwie wbiegłam do klasy.
Zobaczyłam wzrok wszystkich uczniów na mnie, może dlatego że moje
ubranie było.. Trochę wyzywające? Krótka koszulka odsłaniająca
brzuch do szkoły może i nie była najlepszym pomysłem, ale chyba
nie będę chodzić ubrana w szalik i czapkę, gdy na dworze jest 29
stopni w cieniu? No bez przesady...
-Przepraszam za
spóźnienie, znowu. - Mruknęłam dosyć wesoło, ale mimo wszystko
w moim głosie dało się wyczuć nutkę niepewności, poprzez mój
zachrypnięty z nerwów głos.
-Siadaj, wpisuję Ci
spóźnienie, już kolejne zresztą. - Jak zwykle „miła”
nauczycielka z matematyki wpisała mi spóźnienie, ale co tam,
i tak mi już nie zależy. Koniec roku szkolnego, ciężko byłoby mi
nie zdać, nawet jeśli nałapałabym teraz uwag i złych
ocen,dlatego kocham Czerwiec w szkole. Totalny luz.
-Siemka. - Palnęłam bez
zastanowienia do Bartka który siedział obok mnie, bo to jedyne
wolne miejsce na tym przedmiocie, nie ukrywał swojego zdziwienia,
ale na jego twarzy można było zobaczyć rumieniec, oraz lekki
uśmiech. Lubię go, jest bardzo miły..
-Eee,cześć.. Daria.
Postarał się chłopak,
nie powiem, hahaha. Lekcja minęła mi jakoś dziwnie szybko, nie
wiem dlaczego, chyba pierwszy raz w tym roku szkolnym.
Zadzwonił dzwonek.
Wszyscy rozeszli się pod swoje sale, tylko ja stałam jak słup.
Stanął przede mną. Nie Bartek, nie żaden nauczyciel. Tylko on.
Stanął przede mną Dawid. Z jednej strony miałam ochotę dać mu
tak mocno w twarz, a z drugiej przytulić i już nie wypuszczać. Czy
ja jestem jakaś nienormalna czy jak?
-Daria...Proszę,
posłuchaj mnie. - Głos miał zachrypnięty, brzmiał jakby miał
zaraz rozryczeć się jak małe dziecko. To było takie dziwne.
-Nie mam ochoty Cię
słuchać, nie mam ochoty nawet na Ciebie patrzeć, nie rozumiesz?
Zniszczyłeś mnie psychicznie, nie czujesz przez to się minimalnie
winny? Nie czujesz żadnej różnicy w moim zachowaniu, w Naszym
zachowaniu? Czy Ty nic do cholery nie widzisz? Okulary Ci kupić, czy
jak?!
-Proszę.. Nie odtrącaj
mnie, daj mi wyjaśnić.
-My chyba nie mamy sobie
nic do wyjaśnienia. -Mówiąc to uciekłam, głos mi się załamał,
myślałam że zaraz wybuchnę płaczem. Ale nie. Nie mogę płakać.
Przynajmniej nie przez niego. Nigdy mu nie wybaczę tego co zrobił,
co to, to nie. Pewnie dziwnie to czytać, gdy nie wie się o co
chodzi... Dlatego może Wam opowiem.
(Moment pisany przy
piosence : Skinny Love )
Zdarzenie miało miejsce z
miesiąc temu, może trochę dawniej. Wracałam od mojej
przyjaciółki, u której byłam robić bardzo ważny projekt z
historii. Wtedy zobaczyłam jego. Był z dziewczyną. Z osobą której
nienawidzę. Zobaczył mnie, chciał do mnie podejść, nagle ona go
zatrzymała... A resztę chyba możecie sobie dopisać. Wiecie jakie
to uczucie kiedy osoba która jest dla Ciebie wszystkim nagle niszczy
Ci wszystko co miałeś? Ja go tak kochałam, a on na moich oczach
rozkruszył mi serce na malutkie kawałeczki. Niby to ona go
pocałowała, ale on się nie oderwał od niej, to jego wina. To ich
wina. Zniszczyli mnie, złamali.. To przez nich się poddałam.
*już możecie wyłaczyć skinny love hahahahahha <3 *
Wybiegłam ze szkoły, nie
dotrwałam do drugiej lekcji, myślałam że zaraz wybuchnę.
Biegłam, omijałam samochody, ludzi, dzieci, psy, koty.. Nie
obchodziło mnie to, co się zaraz stanie. Już było mi wszystko
jedno. Już zaczynało się układać, już o nim zapominałam, nagle
wrócił, chciał wyjaśnić. A czy jego nie obchodziło to że może
ja nie chce sobie z nim nic wyjaśniać? Może chcę żeby wróciło
wszystko do normy?Czy on chce żebym znowu została sama jak palec?
Zatrzymałam się, nie umiałam oddychać, jakiś chłopak szybko
zadzwonił po karetkę, która szybko się zjawiła. Zawieźli mnie
do szpitala.
-Fajny początek dnia.
Super. -Myśląc to miałam multum innych wersji które mogły się
wydarzyć, gdyby nikt nie zadzwonił po karetkę. Szybko zasnęłam,
nie miałam na nic siły, Byłam sama w pokoju, (wszędzie sama,
fajnie) nikogo ze mną.
***
Przebudziłam się.
Godzina 15. Nie za bardzo kontaktowałam, ale mogłam zauważyć że
przede mną stała Kasia i Dawid. CZY ON MUSI WSZĘDZIE BYĆ? Wszedł
lekarz. Nie miał za dobrej miny, moi „znajomi” zresztą też
nie. O co chodzi?
-Pani Dario, nie mam zbyt
dobrych wiadomości...
Tak oto króliczki
dobiliśmy do drugiego rozdziału!
Trochę nudny, wiem,
pewnie się milion razy powtarzałam, ale nie umiem prowadzić jakiś
dramatów, nie nadaję się do tego kompletnie, serio. Mam nadzieję
że Wam się podoba, hihihi
Jeśli chcecie wiedzieć
co będzie dalej możecie kliknąć przycisk „obserwuj” bądź
też podać swojego twittera/aska pod postem.
Jak myślicie, co stanie
się w następnym rozdziale? Jakie wiadomości ma do przekazania
doktor?
piątek, 20 czerwca 2014
001. if you give me a chance....
-Uśmiech, proszę.
-Mruknął udawanym przesłodzonym głosem fotograf robiąc mi
zdjęcie z tym dupkiem na wielkiej gali nagród.
Stałam na długim
czerwonym dywanie wpatrujac się w obiektywy aparatów, świecących
w moją stronę. Nie ukrywam, że czułam się dziwnie, będąc
otaczaną przez największe gwiazdy showbiznesu, ale uznałam że
zachowam zimną krew i będę udawać, że to dla mnie norma. Gdy
tylko zobaczyłam męską sylwetkę od razu poznałam kto to był.
Tak, to ta sama osoba, ten sam dupek, z którym robiono mi zdjęcie
parę chwil temu, ulotnił się z miejsca szybko, ale równie
pospiesznie wrócił. On, Dawid Kwiatkowski. Dla innych dziewczyn
koleś dla którego zrobiłyby wszystko. Dla mnie jeden, wielki
potwór. Pech chciał, że musieliśmy się znaleźć w tym samym
miejscu. Ja, jako daleka kuzynka Roksany Pindor (Saszan) znalazłam
się na tej gali aby jej towarzyszyć, ale nie wiedziałam że Dawid
tam będzie. Widząc tłum piszczących dziewczyn nie trudno było w
nich dostrzec moją najlepszą przyjaciółkę, która cała
zapłakana, z rozmazanym makijażem i zniszczonym luźnym kokiem
czekała na niego i co chwilę darła się jeszcze bardziej, gdy ten
się zbliżał i oddalał. Uznałam, że skoro tak bardzo chce go
spotkać, ja jej w tym pomogę. Poszłam za barierki w których
wpuszczano osoby z zaproszeniami na galę, bądź też znajomościami
złapałam Emilkę za ramię, i jedyne co potrafiłam powiedzieć,
przez uciskający tłum i krzyk dziewczyn to:
-Chodź za mną.
Wyciągnęłam ją zza
barierek, zaprowadziłam pospiesznym tempem do łazienki i zaczęłam
poprawiać jej fryzurę. Była to wyglądem bardzo ciekawa
dziewczyna, miała rude włosy, które często brano również za
brązowe, ale nie. Były rude, bardzo długie, gdzieś do pośladków.
Miała duże zielone oczy, i wypukłe czerwone usta. Wzrostem była
dosyć wysoka, a przynajmniej wysoka w porównaniu do mnie. Gdy
poprawiłam jej bałagan na włosach i na twarzy zaprowadziłam ją
do wielkiej sali, gdzie siedziały najbardziej znane gwiazdy.
Dostrzegłam tam Dawida, sztrurchnęłam ją, i popchałam do
brązowookiego chłopaka
perspektywa Dawida
Pijąc 2 kieliszek
szampana dostrzegłem tą idiotkę, z którą do niedawna... A
zresztą nie ważne. Zobaczyłem ją z dziewczyną, zdążyłem
wcześniej zauważyć że to kolejna z moich fanek, nie ukrywam, że
była bardzo ładna, ale przy Darii mogła się chować. Podeszła do
mnie spokojnym krokiem (chociaż widziałem, że aż się gotowała,
ale dobrze że umie zachować powagę w takim miejscu, plus 100
punktów) Poprawiła czerwoną sukienkę sięgającą za kolano, i
zwróciła się do mnie.
-Dawid..
Widziałem że nie
wiedziała jak zacząć rozmowę, normalnie pewnie zaczęłaby już
piszczeć, ale tu musiała to ukrywać, bo pewnie już dawno by ją
stąd wyrzucili. Widzicie, dziewczyny są cholernie przewidywalne.
-Ja... - Tak, kochałem
sobie z nimi żartować.
-Dziękuję.
-Za?
-Bez Ciebie nie byłoby
mnie. Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie. To Ty jako jedyny
powodujesz mój uśmiech, płacz, dziękuję. Jesteś aniołem, który
pomógł mi wstać.
-Przesadzasz.. - Załamał
mi się głos, czułem to. Widziałem taką wielką szczerość w jej
oczach, w jej głosie.
-Nie, nie przesadzam.
Dziękuję. - Rzuciła mi się w ramiona, czułem wzrok ludzi, ale to
była moja fanka, a ja byłem jej.. ANIOŁEM? Dziwne, ale takie
kochane..
Zrobiliśmy sobie zdjęcie,
pogadaliśmy chwilę, gdy nadeszła pora na mój występ.. Wszedłem
na scenę, mój band zaczął grać, i z moich ust rozbrzmiewały
słowa piosenki:
"Nie potrafię
przyznać się, że źle wybrałem miejsce i czas, chcę zapomnieć
zmienić na dobre,
wszystko co zniszczyło Nas.. Jeśli dasz mi jedną szansę
pokażę Ci jak walczę,
po to by przy Tobie do samego końca trwać..."
Piosenka się skończyła,
ale melodia dalej chodziła mi po głowie, dziwne. Może dlatego że
jeszcze mi się to wcześniej nie zdarzyło? Chyba nigdy do tego nie
dojdę. Próbowałem znaleźć jeszcze Darię, ale najwidoczniej mój
mały rozumek nie pojmuje tego że nie chcę jej widzieć, a raczej
ona mnie, bo latam za nią jak pies za kością, Jezu to naprawdę
jest chore, i to nie ona a ja jestem nienormalny. Czemu ja zawsze
wszystko muszę zawalić? - Usiadłem i postanowiłem nie myśleć
już o niej. No przynajmniej do końca dzisiejszego dnia, pogadam z
kumplami, poobczajam facebooka, wszystko byleby nie myśleć o niej.
perspektywa Darii
Dlaczego ja nadal kocham
tego idiotę? Nie mogę po prostu o nim zapomnieć, zacząć
NORMALNE, LUDZKIE życie? Bez niego, bez tego bólu.. Chyba nie jest
mi dane o nim zapomnieć. Chciałabym mu wybaczyć, ale nie potrafię.
Mogę spróbować się z nim zaprzyjaźnić, ale czy to mnie nie
przerośnie? NIE. DARIA STOP. DEBILKO. Nie daj się oszukać, do
cholery...
Za dużo tego na dziś,
idę stąd...
No i tak dobiliśmy do
pierwszego rozdziału. Mam nadzieję że Wam się spodobał,
pozderky! <3
Przepraszam że rozdział taki krótki, ale pierwszy rozdział.. Od czegoś trzeba zacząć, mam nadzieję że jutro już następny.
Jeśli chcecie być na bieżąco, to piszcie tutaj komentarz ze swoim twitterem, będę informować :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
