-O, Dawid. Cóż za miłe spotkanie. - każde jego słowo było przesiąknięte sarkazmem. Abyście zrozumieli sytuację - to Kacper. Ten sam który proponował brudną robotę dla Darii, ten który niszczył mi życie. Tak - to on. - Co tam, laleczko? - Zapytał patrząc się na jej ciało, jeśli wiecie co mam na myśli. Daria spojrzała na niego z obrzydzeniem kurczowo trzymając się mojej ręki.
-Nie nazywaj mnie tak. - Zdołała z siebie wydusić. Kiedy zastała go oszołomionego rozluźniła swój uścisk na mnie i pewniej stanęła. - Laleczko? Myślę że stać Cię na coś bardziej oryginalniejszego. A nawiasem mówiąc, z kim mam przyjemność? - Ironicznie odpowiedziała uśmiechając się z wywyższeniem. Moja dziewczynka.
-Jestem Kacper. - Wyciągnął w jej stronę rękę, na co ona spojrzała z obrzydzeniem, po czym wywróciła oczami i odsunęła się. - Nie wywracaj na mnie oczami, szmato. - Powiedział z uśmiechem.
-Jak mnie nazwałeś? - Powiedziała z podniesioną brwią, zawsze tak robiła gdy była zdenerwowana. Już miałem coś powiedzieć i zbliżałem się w jego stronę, jednak ona mnie przytrzymała i podeszła bliżej tak, że mógł poczuć jej oddech na sobie. - No słucham.
-Nazwałem Cię szmatą. Sama powiedziałaś, że chcesz coś oryginalniejszego. - Zarechotał. Nie wytrzymałem zbliżając się do niego na niebezpieczną odległość patrząc na niego z czystym obrzydzeniem. Jego wzrok tryskał pogardą i triumfem. Niedoczekanie.
-Słuchaj. Odpierdol się od niej, jeśli życie Ci miłe. - powiedziałem ze zdenerwowaniem wyczuwalnym w moim głosie. Byłem tak ostro wkurzony że powstrzymywałem się aby nie zedrzeć uśmiechu z jego twarzy.
-Pamiętasz Nasz układ? No więc właśnie. Wiesz co to znaczy.
-W woli ścisłości.. - Zrobiłem przerwę aby przeskanował moje słowa. - To był Twój układ, nie mój. Nie brałem w nim udziału - Pewnie powiedziałem, Daria cały czas stała i wsłuchiwała się w to co mówimy. Było mi tak jakoś dziwnie.
-Ale pewnie pamiętasz słowo w słowo, o czym była rozmowa. Michalik pewnie nie będzie zado....
-ZAMKNIJ SIĘ! - Krzyknąłem wreszcie. Było we mnie tyle negatywnej energii że po prostu wymierzyłem mu cios prosto w twarz. Zachwiał się, ale nie upadł. Był gotowy mi oddać, ale złość na jego twarzy i najprawdopodobniej grymas zastąpił uśmiech. Wyciągnął swój telefon, chwilę w nim poszperał i wyciągnął go w stronę dziewczyny.
-Obejrzyj do końca. - Powiedział spokojnie, jak gdyby nic. Sam z ciekawości zerknąłem. Kurwa. To ja na imprezie, z laską od tego Michalika.. Pamiętacie? Karolina dała mi to jako zadanie żeby się ode mnie odpierdoliła. Nie chciałem żeby to oglądała, ale siedziałem cicho. Coś we mnie pękło, coś puściło. Nie wiem, może mi się wydaje. Ona tylko stała i wpatrywała się ślepo w ekran. Jej twarz nie wyrażała niczego. Pustkę. Filmik się skończył, a ona nadal ślepo wpatrywała się w zgaszony już ekran. Chciała się rozpłakać, lecz nie zrobiła tego. Wiedziałem to.
-Wypierdalajcie. - Powiedziała.
-CO? - Powiedzieliśmy oboje w tym samym momencie.
-Powiedziałam, że macie spierdalać, już! - Krzyknęła, a my wyszliśmy.
Bez żadnych wyjaśnień. Tak po prostu ją zostawiłem.
Daria's POV
Po obejrzeniu tego filmiku wszystko straciło sens. Po jego zakończeniu nadal ślepo wpatrywałam się w ciemny wyświetlacz. Miałam ochotę uklęknąć i po prostu rozpłakać się jak mała gówniara, którą z pewnością nie byłam. Poczułam się jak szmata, szczerze mówiąc. Jak nic nie warta rzecz.
-Wypierdalajcie. - Wyrzuciłam to z siebie. Nie chciałam widzieć tego Karola, czy Kacpra czy jak ten idiota się nazywał. A tym bardziej Dawida. ZNOWU TO KURWA ZROBIŁ. Znowu mnie zdradził. Jak on mógł?
-CO? - Powiedzieli obaj niemalże równocześnie.
-Powiedziałam, że macie spierdalać. JUŻ! - Wrzasnęłam a oni jak za zaklęciem, wyszli. Zostawiając mnie. Nagle coś mną poruszyło. Oparłam się o drzwi i zsunęłam się po nich.
-Ja kurwa pierdolę takie życie. To nie dla mnie. Mogłam umrzeć przez tego raka. Pierdolona chemia. Pierdoleni lekarze. Pierdolony Dawid. Pierdoleni wszyscy. - Powiedziałam i rozpłakałam się tak, jakby miało nie być jutra. Jakby życie miało się skończyć, Bo w sumie moje już sensu nie ma. Pamiętam co zawsze mi pomagało. Twitter. Tam ludzie byli dla mnie życzliwi. Nie ujawniałam się kim jestem, a oni wiedzieli wszystko. Postanowiłam że ponownie tam wejdę. Załamana i ze spuszczoną głową weszłam na górę. Zniechęcona do wszystkiego usiadłam do laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę "Twitter" a ikonka ptaka momentalnie się pojawiła. Kiedyś codziennie tam bywałam. Wszystko się zmieniło. No cóż. Zalogowałam się a tam pełno powiadomień. Jak zawsze zresztą. Dużo było wiadomości co się ze mną dzieje, dlaczego tak długo nie byłam aktywna, niektórzy myśleli że umarłam i nawet było parę internetowych zniczy. Cholera, ludzie serio nie mają swojego życia jak tak teraz o tym myślę. Wreszcie postanowiłam coś napisać.
Uhm, hej. Wiecie, czasem dobrze zrobić sobie przerwę. Uświadomić parę spraw. Tak jak zrobiłam to ja. I wiecie co? Można by powiedzieć że tego nie żałuję. Niekoniecznie jest tak jak mówię, no ale.. Możecie zadać mi teraz parę pytań, postaram się odpowiedzieć. Pamiętacie dobrze że sama nigdy nie piszę o tym co się u mnie dzieje, prawda? Ja tylko odpowiadam na Wasze pytania. - dontfuckmymind
poniedziałek, 27 października 2014
piątek, 24 października 2014
017 : "This is he"
CZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM
Dawid Pov
Wiem, jaka to ciężka walka, gdy nie wiesz czy dożyjesz następnego dnia. Nie chodzi mu tu o moją sytuację, ale wiem jak czuła się Daria gdy wszystko w jej życiu się zawaliło Całe szczęście że nie była w tym wszystkim sama. Miała mnie, rodziców, poparcie całej szkoły. Od tego czasu nie wchodziłem na komputer. wiem, że pewnie każdy się o mnie martwi, ale ja nie mogłem zostawić własnej dziewczyny dla internetu. Postanowiłem na chwilę wejść aby poinformować co się u mnie dzieje. Gdy tylko wszedłem na facebooka zauważyłem multum wiadomości, powiadomień.. Wszedłem na moją ukochaną grupę "Kwiatonators" i bez chwili namysłu zacząłem pisać.
"Cześć i czołem, kluski z rosołem.
Przepraszam.
Nie odzywałem się, ale nawet nie wiecie jakie to trudne gdy Twoja dziewczyna walczy o życie, a przyjaciele mają problemy. No dobra, nie wysyłam słów na wiatr, bo nie wiem co się u Was w tym momencie dzieje. Obiecuję wszystko nadrobić, przysięgam. Pamiętajcie że już za miesiąc lecimy z trasą. Daria wyzdrowiała, nie zdążyłem przeczytać żadnych wiadomości od was, ale mam nadzieję że nie umarłyście z tęsknoty dziewczyny. Chłopaki, pilnujcie tam moich aniołów - okej? Obiecujecie? Kocham Was, forever Kwiat"
Chwilę jeszcze siedziałem i czytałem, po chwili nacisnąłem "Opublikuj" i zamknąłem laptopa, głęboko oddychając. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu, mojego - nawiasem mówiąc. Daria. Szybko odebrałem.
-Tak,kochanie? - Powiedziałem, uśmiechając się.
-Czy Ty jesteś ze mną telepatycznie związany? - Zachichotała cicho.
-Przepraszam? - Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi.
-No to słuchaj. I nie przerywaj, tak jak masz to w zwyczaju.
-Okej...
-No jestem teraz w domu i postanowiłam wejść na laptopa. Wchodzę na facebooka a tam "Dawid Kwiatkowski dodał post w grupie Kwiatonators" dosłownie dopiero weszłam, a tam powiadomienie o tym że dodałeś post. Czy Ty mnie śledzisz?! - Zaśmiała się głośno. - Czekam na wyjaśnienia.
-Co? Nie, kicia nie śledzę Cię. Po prostu bez słowa wyjaśnienia tak wszystko zostawiłem, a Ty, rodzina i fani jesteście u mnie na pierwszym miejscu, więc nie mogłem po prostu tak ich... - w tym momencie mi przerwano.
-Boże,idioto ja tylko żartowałam! - Powiedziała na tyle głośno aby mnie przekrzyczeć. - A skoro jesteś w domu to wpadniesz może? Jestem w samym szlafroku, na łóżku, sama.... - Uwodzicielsko powiedziała, chcąc coś jeszcze dodać przerwano jej, tak jak mi wcześniej.
-Zaraz będę.
-Dodajmy do tego moich rodziców, ubrania, i kanapę. - Wybuchnęła śmiechem, a ja strzeliłem sobie mentalnego facepalma. - Ale przyjść możesz.
-O nie, pożałujesz że kiedykolwiek tak sobie zażartowałaś. - Po tych słowach rozłączyłem się i wyszedłem z domu z bananem na twarzy. Droga do domu Darii nie była długa, więc po chwili byłem przed jej drzwiami i dzwoniłem dzwonkiem. Usłyszałem w tle głos mojej dziewczyny, najprawdopodobniej mówiący że pójdzie otworzyć.
-Hej. - Powiedziała i uśmiechnęła się. Jeździłem wzrokiem po tym w co była ubrana. Miała na sobie czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach, nie wiem jak się na to mówi, jestem tylko chłopakiem.. I kapcie.Musiała zauważyć mój wzrok na jej ciele, bo uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Odchrząknąłem.
-Cześć. - Spojrzałem wreszcie w jej oczy i przytuliłem. Odsunęła się w bok, abym mógł wejść do domu. Przywitałem się z jej rodzicami i wszedłem za nią po schodach na górę - do jej pokoju. Wszedłem do niego. Usiadłem na jej łóżku, ona obok mnie. Jej pokój w sumie był mały w porównaniu do mojego, lecz szczerze mówiąc wcale nie był jakiś maluteńki. Po prostu mój był ogromny. Nie wiem zresztą po co mi aż tak wielki pokój, ale pomińmy ten fakt..
-Ej, Dawid. A co tam u Alohy Team? Dawno o nich nie mówiłeś. - Kurde. Nie liczyłem że o to spyta, nie chciałem jej mówić że Wrzosek leży jeszcze w szpitalu i że Igor jest zadłużony. Kurwa. Nawet tu nie miałem tego mówić. Jezu, jestem okropny. - Żyjesz? - Machnęła mi ręką przed oczami, a ja ocknąłem się z mojego transu.
-Ta, żyję. Szczerze to...-Zrobiłem przerwę, aby coś wymyślić. - Nie miałem z nimi kontaktu. -Odparłem smutno, ale nie z powodu że naprawdę tak było, tylko dlatego że ją okłamałem. Obiecałem że tego nie zrobię, do cholery!
-Ojej, to przykro. Mam nadzieję że odnowicie swoje kontakty.
-Tak, ja też. Dobra, nie smućmy się już. Może po prostu obejrzymy jakiś film? - Zaproponowałem, aby odbiec od tematu.
-Jasne, a jaki byś chciał? - Zapytała wesoło.
-Wiesz, to Twój dom. Co wiąże się z Twoim wyborem. - Powiedziałem niczym filozof, na co zachichotała.
-Tak, ale Ty jesteś gościem, więc Ty wybierasz.
-Okej... Może Obecność? - To pierwszy film który przyszedł mi na myśl.
-Ta. Niech będzie. - Wiem że ona nie lubiła tego typu filmów, ale lubiłem jak znudzona wtulała się w mój tors. Dobra, jestem dziwny. A w sumie to nie, bo w końcu jestem tylko młodym chłopakiem, a Daria to moja dziewczyna. Nic nienaturalnego w tym nie ma. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? - Zapytałem.
-Nie.. - Powiedziała dziwnym tonem.
-Wszystko okej?
-Tak.. Chodźmy lepiej sprawdzić kto to. - Ta, umie tak samo odbiegać od tematu jak ja. Jednak jesteśmy do siebie podobni. Zeszliśmy na dół, a ona nie patrząc na wizjer otworzyła drzwi. Myślałem że moja szczęka uderzyła o podłogę, gdy zobaczyłem kto stoi w drzwiach. To był ON.
Dawid Pov
Wiem, jaka to ciężka walka, gdy nie wiesz czy dożyjesz następnego dnia. Nie chodzi mu tu o moją sytuację, ale wiem jak czuła się Daria gdy wszystko w jej życiu się zawaliło Całe szczęście że nie była w tym wszystkim sama. Miała mnie, rodziców, poparcie całej szkoły. Od tego czasu nie wchodziłem na komputer. wiem, że pewnie każdy się o mnie martwi, ale ja nie mogłem zostawić własnej dziewczyny dla internetu. Postanowiłem na chwilę wejść aby poinformować co się u mnie dzieje. Gdy tylko wszedłem na facebooka zauważyłem multum wiadomości, powiadomień.. Wszedłem na moją ukochaną grupę "Kwiatonators" i bez chwili namysłu zacząłem pisać.
"Cześć i czołem, kluski z rosołem.
Przepraszam.
Nie odzywałem się, ale nawet nie wiecie jakie to trudne gdy Twoja dziewczyna walczy o życie, a przyjaciele mają problemy. No dobra, nie wysyłam słów na wiatr, bo nie wiem co się u Was w tym momencie dzieje. Obiecuję wszystko nadrobić, przysięgam. Pamiętajcie że już za miesiąc lecimy z trasą. Daria wyzdrowiała, nie zdążyłem przeczytać żadnych wiadomości od was, ale mam nadzieję że nie umarłyście z tęsknoty dziewczyny. Chłopaki, pilnujcie tam moich aniołów - okej? Obiecujecie? Kocham Was, forever Kwiat"
Chwilę jeszcze siedziałem i czytałem, po chwili nacisnąłem "Opublikuj" i zamknąłem laptopa, głęboko oddychając. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu, mojego - nawiasem mówiąc. Daria. Szybko odebrałem.
-Tak,kochanie? - Powiedziałem, uśmiechając się.
-Czy Ty jesteś ze mną telepatycznie związany? - Zachichotała cicho.
-Przepraszam? - Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi.
-No to słuchaj. I nie przerywaj, tak jak masz to w zwyczaju.
-Okej...
-No jestem teraz w domu i postanowiłam wejść na laptopa. Wchodzę na facebooka a tam "Dawid Kwiatkowski dodał post w grupie Kwiatonators" dosłownie dopiero weszłam, a tam powiadomienie o tym że dodałeś post. Czy Ty mnie śledzisz?! - Zaśmiała się głośno. - Czekam na wyjaśnienia.
-Co? Nie, kicia nie śledzę Cię. Po prostu bez słowa wyjaśnienia tak wszystko zostawiłem, a Ty, rodzina i fani jesteście u mnie na pierwszym miejscu, więc nie mogłem po prostu tak ich... - w tym momencie mi przerwano.
-Boże,idioto ja tylko żartowałam! - Powiedziała na tyle głośno aby mnie przekrzyczeć. - A skoro jesteś w domu to wpadniesz może? Jestem w samym szlafroku, na łóżku, sama.... - Uwodzicielsko powiedziała, chcąc coś jeszcze dodać przerwano jej, tak jak mi wcześniej.
-Zaraz będę.
-Dodajmy do tego moich rodziców, ubrania, i kanapę. - Wybuchnęła śmiechem, a ja strzeliłem sobie mentalnego facepalma. - Ale przyjść możesz.
-O nie, pożałujesz że kiedykolwiek tak sobie zażartowałaś. - Po tych słowach rozłączyłem się i wyszedłem z domu z bananem na twarzy. Droga do domu Darii nie była długa, więc po chwili byłem przed jej drzwiami i dzwoniłem dzwonkiem. Usłyszałem w tle głos mojej dziewczyny, najprawdopodobniej mówiący że pójdzie otworzyć.
-Hej. - Powiedziała i uśmiechnęła się. Jeździłem wzrokiem po tym w co była ubrana. Miała na sobie czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach, nie wiem jak się na to mówi, jestem tylko chłopakiem.. I kapcie.Musiała zauważyć mój wzrok na jej ciele, bo uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Odchrząknąłem.
-Cześć. - Spojrzałem wreszcie w jej oczy i przytuliłem. Odsunęła się w bok, abym mógł wejść do domu. Przywitałem się z jej rodzicami i wszedłem za nią po schodach na górę - do jej pokoju. Wszedłem do niego. Usiadłem na jej łóżku, ona obok mnie. Jej pokój w sumie był mały w porównaniu do mojego, lecz szczerze mówiąc wcale nie był jakiś maluteńki. Po prostu mój był ogromny. Nie wiem zresztą po co mi aż tak wielki pokój, ale pomińmy ten fakt..
-Ej, Dawid. A co tam u Alohy Team? Dawno o nich nie mówiłeś. - Kurde. Nie liczyłem że o to spyta, nie chciałem jej mówić że Wrzosek leży jeszcze w szpitalu i że Igor jest zadłużony. Kurwa. Nawet tu nie miałem tego mówić. Jezu, jestem okropny. - Żyjesz? - Machnęła mi ręką przed oczami, a ja ocknąłem się z mojego transu.
-Ta, żyję. Szczerze to...-Zrobiłem przerwę, aby coś wymyślić. - Nie miałem z nimi kontaktu. -Odparłem smutno, ale nie z powodu że naprawdę tak było, tylko dlatego że ją okłamałem. Obiecałem że tego nie zrobię, do cholery!
-Ojej, to przykro. Mam nadzieję że odnowicie swoje kontakty.
-Tak, ja też. Dobra, nie smućmy się już. Może po prostu obejrzymy jakiś film? - Zaproponowałem, aby odbiec od tematu.
-Jasne, a jaki byś chciał? - Zapytała wesoło.
-Wiesz, to Twój dom. Co wiąże się z Twoim wyborem. - Powiedziałem niczym filozof, na co zachichotała.
-Tak, ale Ty jesteś gościem, więc Ty wybierasz.
-Okej... Może Obecność? - To pierwszy film który przyszedł mi na myśl.
-Ta. Niech będzie. - Wiem że ona nie lubiła tego typu filmów, ale lubiłem jak znudzona wtulała się w mój tors. Dobra, jestem dziwny. A w sumie to nie, bo w końcu jestem tylko młodym chłopakiem, a Daria to moja dziewczyna. Nic nienaturalnego w tym nie ma. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? - Zapytałem.
-Nie.. - Powiedziała dziwnym tonem.
-Wszystko okej?
-Tak.. Chodźmy lepiej sprawdzić kto to. - Ta, umie tak samo odbiegać od tematu jak ja. Jednak jesteśmy do siebie podobni. Zeszliśmy na dół, a ona nie patrząc na wizjer otworzyła drzwi. Myślałem że moja szczęka uderzyła o podłogę, gdy zobaczyłem kto stoi w drzwiach. To był ON.
***
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Nie wiem co się ze mną dzieje, rozdział trochę badziewny, ale następny będzie ciekawy. Będę zmieniała
wygląd bloga, dlatego rozdziału szybko jakoś nie będzie, ale mam nadzieję że nie opuścicie mojego bloga, przepraszam za tak długą przerwę, prawie miesięczną (chodzi o rozdział 15 a 16, nie tą czterodniową XD) i mam nadzieję że wybaczyliście. Buziaki!
poniedziałek, 20 października 2014
016: "nothing is impossible"
Muzyka
To wszystko jest już do znudzenia. Dawid się do mnie nie odzywa, a ja ciągle jeżdżę do szpitala na jakieś badania. Chciałabym pozbyć się tej choroby, zacząć żyć tak jak reszta osób z mojego otoczenia, a nie jeździć wiecznie do tego obrzydzającego mnie miejsca. A Ty świecie? Dlaczego mnie tak ukarałeś? Wiem, że dużo razy źle zrobiłam, obwiniaj mnie za to, ale nie moją rodzinę. Co oni zrobią kiedy umrę? Co zrobi Dawid? Wiem że im na mnie zależy. Ja rozumiem, że czasem modliłam się o śmierć, nie radząc sobie i siedząc zamknięta we własnym świecie. Ale ja nie mogę umrzeć. Chciałeś mnie ukarać, ja wiem. Zażartować ze mnie i przyprawić mnie i moją rodzinę o strach. Ale słuchaj. Obiecuję że będę dobra, nie będę nikomu zagradzać drogi, ale ulecz mnie z tego, a przysięgam że będę idealnym przykładem dla wszystkich. Tylko proszę, weź to ode mnie...
Pisząc te słowa na kartce, czując słony smak łez w moich ustach uświadomiłam coś sobie. Wiem że czasem nie doceniałam tego co mam, ale teraz już wiem, że muszę zacząć cieszyć się tym co dostałam od Boga. Leżałam w szpitalnym łóżku, dobrze zresztą mi już znanym i czekałam na przyjście lekarza. Jakieś trzy dni temu odbyła się 3 chemioterapia, która powinna być już ostatnią. Mam na myśli to że wszystko przebiegało tak jak powinno, a zawarte w niej chemikalia "współpracowały" z moim organizmem. Jeśli wyzdrowieję to będzie cudownie, a jeśli nie - to gorzej. Ale trzeba być dobrej myśli. Powoli przysypiałam ze słuchawkami na uszach, ale utrudniło mi to otwarcie drzwi do mojego pokoju. Lekko uchyliłam głowę. W progu stał nikt inny jak Dawid. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób i powoli zbliżał się do mojego łóżka.
-Cześć. - Powiedział wciąż uśmiechając się. Ogarnął mnie strach, w żartobliwym tego słowa znaczeniu, oczywiście jeśli takie jest. Chwilę się w niego wpatrywałam, a moje kąciki ust uniosły się ku górze.
-Hej. Co Ty taki zadowolony? - Wychrypiałam, z powodu suchości w mojej gardle. Kwiat musiał to zauważyć, bo momentalnie podał mi szklankę wody. - Dziękuję.
-Mam dla Ciebie wiadomości. Lekarz chciał powiedzieć Ci to osobiście, ale uznałem że jak już tu jestem to Ci przekażę.. - Przerwał swoją przemowę i chwilę się we mnie wpatrywał.
-O co biega? - Zapytałam.
-Już nie będziesz miała chemioterapii.. - W tym momencie przerwałam mu.
-Nie przyjęła się?
-Wręcz przeciwnie. Wyzdrowiałaś. - W tym momencie w mojej głowie zapaliła się lampka. To się dzieje naprawdę? Boże!
-Jezu jak to? Naprawdę? Nie wierzę w to, Boże. Nie będę stosowała już tych okropnych leków, będzie dobrze. Wreszcie sobie wszystko ułożymy! - Wykrzyknęłam i wskoczyłam mu w ramiona. Zarzuciłam mu ręce na szyję i schowałam twarz w jej zagłębieniu. Nie zwracałam uwagi na ból w kościach, z powodu małej ilości wstawania i mniejszej aktywności fizycznej. Teraz liczyło się tylko to że nareszcie wyjdę na prostą.
-Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Wreszcie będę mógł Cię mieć na co dzień u siebie w ramionach, nie przejmując się tym czy przeżyjesz jutra. To jest takie cudowne. - Uśmiechnął się ukazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby. Umieściłam delikatny pocałunek na jego wargach.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie bardziej. - Postanowił się ze mną droczyć.
-Nie możliwe. - Zaśmiałam się. Pierwszy raz od kiedy jestem w szpitalu, chyba.
-Nothing is impossible. - Puścił mi oczko. W tym momencie wszedł lekarz, uśmiechnięty i najprawdopodobniej szczęśliwy.
-Zawozimy panienkę jeszcze na dodatkowe badania, aby się upewnić że nie ma żadnych powikłań i że wkrótce będzie pani mogła wyjść ze szpitala. jeśli badania wykażą że wszystko jest w idealnym porządku to panią wypuścimy ze szpitala, dobrze? - Uśmiechnął się uspokajająco, zapisując coś w swoim notatniku.
-W porządku. Więc teraz?
-Tak, zaraz przyjdą pielęgniarki i zawieziemy panienkę na kontrolne badania.
_____________________________________
jezu nie wiem juz co robic, wena mnie nie wita;)
buziaki! :*
niedziela, 28 września 2014
015 "Because you love me."
Dawid's POV
Kompletnie nie wiedziałem jak zareagować. Zobaczyłem załamane miny chłopaków. Jedyne co podpowiadał mi mój umysł to "Zadzwoń po karetkę" Już miałem wyciągać telefon, gdy Grzesiu mnie zatrzymał.
-Nie rób tego. - Powiedział niezrozumiale spokojnym głosem.
-Czy Wy pozjadaliście wszystkie rozumy? On się zaraz wykrwawi!
-Jaki jest Twój pieprzony problem, Dawid? I co powiesz w szpitalu? Że jesteśmy dilerami i na akcji jeden został postrzelony? - Parsknął śmiechem i przewrócił oczami.
-Co masz więc zamiar zrobić? Zostawić go tutaj żeby umarł? Błagam Cię, to Twój kumpel, serio jesteś taki podły i chcesz go opuścić? - Zmierzyłem go wzrokiem, i przysięgam że gdyby spojrzenia mogły zabijać...
-Dobra chłopaki skończcie do jasnej cholery te babskie kłótnie, on zaraz umrze i będziecie obwiniać siebie. Mam kumpla lekarza. Znaczy się nie kumpla, ale sypiał z moją matką więc no znam go, możemy go trochę nastraszyć, on go opatrzy i damy radę. - Powiedziała Karla przerywając Naszą kłótnię. - Mam jego numer, dzwonić?
-Tak, natychmiast dzwoń, zanim będzie za późno.. - Odparłem szybko. Byłem wystraszony. A co jeśli będzie za późno? Karla wykręciła numer i włączyła tryb głośnomówiący, trochę trzęsła jej się ręka, a ja Kwiatkowski gentleman nie chciałem żeby ją upuściła, więc sam wziąłem ją do ręki.
-Halo? - Odezwał się niski, gruby, zachrypnięty głos. Przez chwilę przeszły mnie ciarki, ale moi znajomi nie musieli o tym wiedzieć. Po prostu wiedziałem że skądś go znam.. Nie mogłem się mylić.
-Eee, pan Grund? - Odkaszlnęła niespokojnie Karolina. Patrzyła się to na mnie, to na Sarę.
-Tak, to ja. A z kim rozmawiam?
-Karolina.. Karolina Mazowiecka.. Zna pan moją mamę. - Powiedziała już bardziej ogarnięta. - Potrzebuję pańskiej pomocy..
-Co się dzieje i dlaczego dzwonisz z tym akurat do mnie? - Warknął zdenerwowany ehmm... nazwijmy go nazwiskiem, mimo że to nie ładne.No więc dobra.. Zdenerwowany Grund. Lecimy dalej..
-Proszę na mnie nie warczeć, bo nie jestem pańską koleżanką. Potrzebuję pomocy i dzwonię do Pana..
-A co jeśli Ci nie pomogę, dziecinko? - Parsknął śmiechem "lekarz"
-Dobra, nie będziemy się tak bawić. - W końcu warknął Igor.
-Posłuchaj chuju, nie mów tak do niej, to raz. Dwa, nie zwracaj się tak do nikogo stąd, bo gorzko pożałujesz. Więc albo nam pomożesz, i damy Ci spokój. Masz jeszcze drugą opcję. Możesz odmówić, ale wtedy każdy kto Cię zna będzie uważał za dziwkarza. Rozumiemy się? - Po chwili cisy usłyszeliśmy jakiś szelest, a potem głos.
-Czego potrzebujecie?
-Przyjedź pod ten adres ze wszystkim. Mamy postrzelonego, i oczekujemy pomocy. Nie wypytuj o nic, każdego słowa możesz żałować. - Podałem mu adres i w zamian usłyszałem dźwięk zamykanego samochodu i głos odpalanego silnika.
-Zaraz będę. - Odparł i rozłączył się. Po upływie 40 minut już wszystko było w porządku. Uratował jego życie i mam nadzieję zdrowie też..
-Więc co z nim?
-Na razie jest w pewnego rodzaju śpiączce. Nie groźnej, ale po prostu może się nie obudzić przez parę dni. Zawsze ktoś z Was musi być przy nim. Utracił dużo krwi, a gdyby Wasza reakcja była późniejsza, no... nie byłoby go tu z Nami. - Mówił spokojnym tonem lekarz, podczas gdy ja miałem nogi jak z galarety i trzęsły mi się niemiłosiernie ręce. Zobaczyła to Madzia która poklepała moje dłonie i popatrzyła na mnie uspokajającym wzrokiem. Wiedziała przez co teraz przechodzę i w ogóle, jako jedna z nielicznych po prostu podnosiła mnie na duchu. No wiecie, znam ją w cholerę długo. Nasi rodzice prowadzili razem lodowisko, ale niestety nastąpił wybuch w którym umarł jej tata. Wiem doskonale przez kogo był spowodowany i przysięgam, zrobiłbym coś ale każdy by na tym coś utracił. Biedna dziewczyna, straciła Ojca przez to czym się zajmuje.
Zawieźliśmy Sebastiana do domu. Ustaliliśmy że dzisiaj dziewczyny z nim zostają, a ja przejadę się do Darii, bo w końcu ona też mnie potrzebuje i byłbym strasznym chłopakiem gdybym tak ją zaniedbywał. O ile mnie już za takiego nie uważa. Pożegnałem się z grupą i odszedłem wsiadając do mojego samochodu. Zapaliłem go i ruszyłem wsłuchując się w nieznane dla mnie piosenki z radia. Niedbale poruszałem kierownicą rozmyślając o tym jak bardzo chore jest moje życie i dlaczego nie mówię o tym osobom które są narażone na to że w każdej chwili może im się coś stać. Tak, to łatwa odpowiedź. po prostu nie chcę ich stracić, wiecie - to proste niczym... 2+2? Tak najłatwiej to opisać. Gdy z głośników w aucie leciała melodia którą doskonale znałem, zauważyłem że małe kropelki zaczynają błyskawicznie szybko pojawiać się na moim samochodzie. Deszcz. Włączyłem wycieraczki i przyglądałem się im wycierającym moją szybę, abym mógł lepiej widzieć. No tak.. Często przyglądam się chociażby drobnostkom i patrzę co robią, jak przebiega ich rola. To dziwne ale takie moje. Wiecie - niektórzy nie zauważają nic. Spieszą się, odchodzą, biegną. A ja? Ja stanę. Przyjrzę się i pójdę dalej. Wolę wiedzieć na czym stoję i kogo ranię tym co robię.
Daria's POV
Czasami zastanawiam się czy moje życie to nie jakiś pieprzony szpital psychiatryczny. Może mi się tak wydaje bo powinnam tam trafić? Zapewne. Już wiem jakby na mnie mówili. Świruska z rakiem.. Wolę sobie tego nie wyobrażać. Wsłuchiwałam się w hipnotyzujący głos Jamesa Arthura gdy usłyszałem głośne stukanie w szybę. Miałam zasunięte rolety, więc musiałam je podnieść. Gdy tylko zobaczyłam co, a raczej kto tam jest na mojej twarzy pojawił się banan. Stał tam Dawid z bukietem białych róż w ręku. Otworzyłam mu okno i mocno wtuliłam się w niego. Schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi. Po chwili miłej ciszy postanowiłam się odezwać.
-Hej. - Powiedziałam nieśmiało. Czułam się jak zakochana dwunastolatka która nigdy nie rozmawiała ze swoim chłopakiem.
-Hej, piękna. - Odpowiedział, na co krew napłynęła mi do policzków. -Ouch, skarbie.. Rumienisz się. - Zagruchał chichocząc jak największa plotkara.
-Zamknij się, bo zaraz wylecisz z tego okna. - Warknęłam, próbując powstrzymać wielki uśmiech.
-Nic byś mi nie zrobiła, nawet jakbyś próbowała. - Szepnął mi do ucha. -Nie siłuj się, kochanie.
-Skąd taka pewność, Panie Dawidzie? - Parsknęłam śmiechem. Mimo że wiedziałam że ma rację chciałam z nim zagrać w pewną grę.
-Bo mnie kochasz. - Powiedział najsłodszym tonem jaki kiedykolwiek u niego słyszałam. Nie chciał dać mi szansy na odpowiedź i zbliżył się do mnie tak że nasze nosy się stykały. Chciał mnie pocałować, tak? O nie proszę pana, pan dostaje zawsze to czego chce. Tym razem musi pan zasłużyć. Chciałam go zwieść, i po tym co zobaczyłam chyba mi się udało. Zbliżyłam się do niego tak że Nasze wargi się dotykały. Ale nie, nie pocałowaliśmy się. Przesunęłam się i szepnęłam do jego ucha na tyle blisko że podczas mówienia moja warga dotykała jego płatka.
-Przegrałeś, kotku.. - Powiedziałam i odsunęłam się o jakieś 3 metry. On przeszywał mnie wzrokiem. Myślałam że nie zniosę jego intensywnego spojrzenia. Jedyna co zrobił, to zbliżył się do mnie, obszedł mnie dookoła, a ja zastygłam w bezruchu.
-Ja nigdy nie przegrywam. - Powiedział na tyle blisko mojej twarzy bym mogła poczuć jego miętowy oddech. I odszedł. Po prostu wyszedł. Usiadłam oszołomiona na łóżku, gdy nagle dostałam sms'a
Od: Misiek
To dopiero początek, kochanie. Zapłacisz, ale nie bój się. Nie będzie bolało. Kocham Cię, ale nie zaczynaj ze mną, haha.. xx
________________________________________
Nareszcie coś dodaję, taka długa przerwa że o Boże..
mam nadzieję że jest okej, buziaki
Kompletnie nie wiedziałem jak zareagować. Zobaczyłem załamane miny chłopaków. Jedyne co podpowiadał mi mój umysł to "Zadzwoń po karetkę" Już miałem wyciągać telefon, gdy Grzesiu mnie zatrzymał.
-Nie rób tego. - Powiedział niezrozumiale spokojnym głosem.
-Czy Wy pozjadaliście wszystkie rozumy? On się zaraz wykrwawi!
-Jaki jest Twój pieprzony problem, Dawid? I co powiesz w szpitalu? Że jesteśmy dilerami i na akcji jeden został postrzelony? - Parsknął śmiechem i przewrócił oczami.
-Co masz więc zamiar zrobić? Zostawić go tutaj żeby umarł? Błagam Cię, to Twój kumpel, serio jesteś taki podły i chcesz go opuścić? - Zmierzyłem go wzrokiem, i przysięgam że gdyby spojrzenia mogły zabijać...
-Dobra chłopaki skończcie do jasnej cholery te babskie kłótnie, on zaraz umrze i będziecie obwiniać siebie. Mam kumpla lekarza. Znaczy się nie kumpla, ale sypiał z moją matką więc no znam go, możemy go trochę nastraszyć, on go opatrzy i damy radę. - Powiedziała Karla przerywając Naszą kłótnię. - Mam jego numer, dzwonić?
-Tak, natychmiast dzwoń, zanim będzie za późno.. - Odparłem szybko. Byłem wystraszony. A co jeśli będzie za późno? Karla wykręciła numer i włączyła tryb głośnomówiący, trochę trzęsła jej się ręka, a ja Kwiatkowski gentleman nie chciałem żeby ją upuściła, więc sam wziąłem ją do ręki.
-Halo? - Odezwał się niski, gruby, zachrypnięty głos. Przez chwilę przeszły mnie ciarki, ale moi znajomi nie musieli o tym wiedzieć. Po prostu wiedziałem że skądś go znam.. Nie mogłem się mylić.
-Eee, pan Grund? - Odkaszlnęła niespokojnie Karolina. Patrzyła się to na mnie, to na Sarę.
-Tak, to ja. A z kim rozmawiam?
-Karolina.. Karolina Mazowiecka.. Zna pan moją mamę. - Powiedziała już bardziej ogarnięta. - Potrzebuję pańskiej pomocy..
-Co się dzieje i dlaczego dzwonisz z tym akurat do mnie? - Warknął zdenerwowany ehmm... nazwijmy go nazwiskiem, mimo że to nie ładne.No więc dobra.. Zdenerwowany Grund. Lecimy dalej..
-Proszę na mnie nie warczeć, bo nie jestem pańską koleżanką. Potrzebuję pomocy i dzwonię do Pana..
-A co jeśli Ci nie pomogę, dziecinko? - Parsknął śmiechem "lekarz"
-Dobra, nie będziemy się tak bawić. - W końcu warknął Igor.
-Posłuchaj chuju, nie mów tak do niej, to raz. Dwa, nie zwracaj się tak do nikogo stąd, bo gorzko pożałujesz. Więc albo nam pomożesz, i damy Ci spokój. Masz jeszcze drugą opcję. Możesz odmówić, ale wtedy każdy kto Cię zna będzie uważał za dziwkarza. Rozumiemy się? - Po chwili cisy usłyszeliśmy jakiś szelest, a potem głos.
-Czego potrzebujecie?
-Przyjedź pod ten adres ze wszystkim. Mamy postrzelonego, i oczekujemy pomocy. Nie wypytuj o nic, każdego słowa możesz żałować. - Podałem mu adres i w zamian usłyszałem dźwięk zamykanego samochodu i głos odpalanego silnika.
-Zaraz będę. - Odparł i rozłączył się. Po upływie 40 minut już wszystko było w porządku. Uratował jego życie i mam nadzieję zdrowie też..
-Więc co z nim?
-Na razie jest w pewnego rodzaju śpiączce. Nie groźnej, ale po prostu może się nie obudzić przez parę dni. Zawsze ktoś z Was musi być przy nim. Utracił dużo krwi, a gdyby Wasza reakcja była późniejsza, no... nie byłoby go tu z Nami. - Mówił spokojnym tonem lekarz, podczas gdy ja miałem nogi jak z galarety i trzęsły mi się niemiłosiernie ręce. Zobaczyła to Madzia która poklepała moje dłonie i popatrzyła na mnie uspokajającym wzrokiem. Wiedziała przez co teraz przechodzę i w ogóle, jako jedna z nielicznych po prostu podnosiła mnie na duchu. No wiecie, znam ją w cholerę długo. Nasi rodzice prowadzili razem lodowisko, ale niestety nastąpił wybuch w którym umarł jej tata. Wiem doskonale przez kogo był spowodowany i przysięgam, zrobiłbym coś ale każdy by na tym coś utracił. Biedna dziewczyna, straciła Ojca przez to czym się zajmuje.
Zawieźliśmy Sebastiana do domu. Ustaliliśmy że dzisiaj dziewczyny z nim zostają, a ja przejadę się do Darii, bo w końcu ona też mnie potrzebuje i byłbym strasznym chłopakiem gdybym tak ją zaniedbywał. O ile mnie już za takiego nie uważa. Pożegnałem się z grupą i odszedłem wsiadając do mojego samochodu. Zapaliłem go i ruszyłem wsłuchując się w nieznane dla mnie piosenki z radia. Niedbale poruszałem kierownicą rozmyślając o tym jak bardzo chore jest moje życie i dlaczego nie mówię o tym osobom które są narażone na to że w każdej chwili może im się coś stać. Tak, to łatwa odpowiedź. po prostu nie chcę ich stracić, wiecie - to proste niczym... 2+2? Tak najłatwiej to opisać. Gdy z głośników w aucie leciała melodia którą doskonale znałem, zauważyłem że małe kropelki zaczynają błyskawicznie szybko pojawiać się na moim samochodzie. Deszcz. Włączyłem wycieraczki i przyglądałem się im wycierającym moją szybę, abym mógł lepiej widzieć. No tak.. Często przyglądam się chociażby drobnostkom i patrzę co robią, jak przebiega ich rola. To dziwne ale takie moje. Wiecie - niektórzy nie zauważają nic. Spieszą się, odchodzą, biegną. A ja? Ja stanę. Przyjrzę się i pójdę dalej. Wolę wiedzieć na czym stoję i kogo ranię tym co robię.
Daria's POV
Czasami zastanawiam się czy moje życie to nie jakiś pieprzony szpital psychiatryczny. Może mi się tak wydaje bo powinnam tam trafić? Zapewne. Już wiem jakby na mnie mówili. Świruska z rakiem.. Wolę sobie tego nie wyobrażać. Wsłuchiwałam się w hipnotyzujący głos Jamesa Arthura gdy usłyszałem głośne stukanie w szybę. Miałam zasunięte rolety, więc musiałam je podnieść. Gdy tylko zobaczyłam co, a raczej kto tam jest na mojej twarzy pojawił się banan. Stał tam Dawid z bukietem białych róż w ręku. Otworzyłam mu okno i mocno wtuliłam się w niego. Schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi. Po chwili miłej ciszy postanowiłam się odezwać.
-Hej. - Powiedziałam nieśmiało. Czułam się jak zakochana dwunastolatka która nigdy nie rozmawiała ze swoim chłopakiem.
-Hej, piękna. - Odpowiedział, na co krew napłynęła mi do policzków. -Ouch, skarbie.. Rumienisz się. - Zagruchał chichocząc jak największa plotkara.
-Zamknij się, bo zaraz wylecisz z tego okna. - Warknęłam, próbując powstrzymać wielki uśmiech.
-Nic byś mi nie zrobiła, nawet jakbyś próbowała. - Szepnął mi do ucha. -Nie siłuj się, kochanie.
-Skąd taka pewność, Panie Dawidzie? - Parsknęłam śmiechem. Mimo że wiedziałam że ma rację chciałam z nim zagrać w pewną grę.
-Bo mnie kochasz. - Powiedział najsłodszym tonem jaki kiedykolwiek u niego słyszałam. Nie chciał dać mi szansy na odpowiedź i zbliżył się do mnie tak że nasze nosy się stykały. Chciał mnie pocałować, tak? O nie proszę pana, pan dostaje zawsze to czego chce. Tym razem musi pan zasłużyć. Chciałam go zwieść, i po tym co zobaczyłam chyba mi się udało. Zbliżyłam się do niego tak że Nasze wargi się dotykały. Ale nie, nie pocałowaliśmy się. Przesunęłam się i szepnęłam do jego ucha na tyle blisko że podczas mówienia moja warga dotykała jego płatka.
-Przegrałeś, kotku.. - Powiedziałam i odsunęłam się o jakieś 3 metry. On przeszywał mnie wzrokiem. Myślałam że nie zniosę jego intensywnego spojrzenia. Jedyna co zrobił, to zbliżył się do mnie, obszedł mnie dookoła, a ja zastygłam w bezruchu.
-Ja nigdy nie przegrywam. - Powiedział na tyle blisko mojej twarzy bym mogła poczuć jego miętowy oddech. I odszedł. Po prostu wyszedł. Usiadłam oszołomiona na łóżku, gdy nagle dostałam sms'a
Od: Misiek
To dopiero początek, kochanie. Zapłacisz, ale nie bój się. Nie będzie bolało. Kocham Cię, ale nie zaczynaj ze mną, haha.. xx
________________________________________
Nareszcie coś dodaję, taka długa przerwa że o Boże..
mam nadzieję że jest okej, buziaki
sobota, 13 września 2014
014. : "yolo"
Dawid POV
10:18.
Grałem sobie na gitarze, komponując jakieś krótkie melodyjki. Wiecie - czasem robię to, żeby zabić nudę. To powstrzymuje mnie na przykład od ćpania, picia, a co najważniejsze - palenia. Wolę moje struny, zdecydowanie. Wracając do tego co się działo - z rozmyśleń "wybudził" mnie telefon.
-Ej Chwast, potrzebujemy Cię. No bo.... - Igor zaczął mówić.
-No co jest?
-Capar God's. Musimy być w pełni przygotowani. - Powiedział jakby to była największa tajemnica na świecie. - Musisz tu przyjechać. Nasz magazyn, jak najszybciej. To już nie owijanie w bawełnę. To wszystko zależy od pierdolonego życia każdego z Nas. - Nieco zdenerwowany poinformował mnie gdzie mam przyjechać. Nie dziwię się mu że jest w takim stanie. Jakbym miał jeszcze więcej na głowie sam bym pewnie nie wytrzymał.
-Zaraz będę. - Po tych słowach rozłączyłem się. Wsadziłem telefon do tylnej kieszeni spodni i wyszedłem oknem. Tak żeby było szybciej, dla Waszej wiadomości. Nie to że jestem jakiś nienormalny i nie wiem co to drzwi. Zobaczyłem na drzewie wyryte inicjały. Dla ścisłości, moje i Darii. Wtedy byliśmy przyjaciółmi, to było bardzo dawno temu. Na twarzy pojawił się wielki banan, a ja ruszyłem do swojego samochodu. Nacisnąłem na mały przycisk, aby drzwiczki się otworzyły, po czym wsiadłem i zapiąłem pasy. Zapaliłem silnik z tym charakterystycznym dźwiękiem i włączyłem radio.
Wiedziałem, że gdybym miał jechać normalną drogą (autostrada itp.) pewnie w tych korkach prędzej straciłbym benzynę niż dojechał na miejsce, dlatego zdecydowałem się jechać skrótami. Jak tak teraz o tym myślę, nie wiem czy to dobra decyzja.
Zjechałem z autostrady aby móc wjechać w ciasną uliczkę, która była szybszym sposobem na dostanie się do magazynu. Odkryliśmy już ją dawno temu, gdy magazyn jeszcze funkcjonował. Zawsze wchodziliśmy tam oknem, bawiliśmy się jakimiś plastikowymi mieczami. Któryś z naszych opiekunów zawsze Nas tam zawoził, do momentu gdy znaleźliśmy wąską uliczkę. Dla Nas była szeroka, ale jeśli chodzi o samochody, przejechanie przez taki obszar może być trochę kłopotliwe dla osób które przejeżdżają tu pierwszy raz. Dla Waszej informacji - jestem już obeznany.
Zjechałem w kolejną uliczkę, jeszcze węższą od zjazdu z autostrady. Mimo że dawno tam nie byłem wiedziałem, ze to ona zaprowadzi mnie do miejsca docelowego.
-Zarosło tu trochę. - Pomyślałem przejeżdżając przez błoto. Mimo wszystko było tu trochę inaczej niż ostatnim razem, przysięgam. A może to ja inaczej zapamiętałem to miejsce. Wsłuchując się w hipnotyzujący głos Rihanny nagle poczułem że droga robi się niebezpiecznie stroma. Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy i ruszyłem w dalszą drogę. Przez chwilę myślałem, żeby się wycofać, bo już srałem po gaciach, ale polegając na yolo, nie zrobiłem tego. Dojechałem na wyznaczone miejsce, w którym nic się nie zmieniło. Wszystko było identyczne, no prócz tego że zarosło tu trochę. Ale poznałbym to miejsce. Słyszałem jakieś szelesty. Myślałem że to tylko wiatr, albo że to oni chodzą. Nagle usłyszałem wiązankę przekleństw. Chwila przerwy. Strzał, przeraźliwy krzyk i kroki. Myślałem że oczy wylecą mi z orbit. Wyciągnąłem pistolet i udałem się do miejsca w którym słyszałem wszystko. Kolana miałem jak z waty, ale postanowiłem być silny. Zacząłem biec w tamtym kierunku, a to co zobaczyłem potwierdziło moje najgorsze myśli.
Wrzosek został postrzelony.
_________________________________________________
10:18.
Grałem sobie na gitarze, komponując jakieś krótkie melodyjki. Wiecie - czasem robię to, żeby zabić nudę. To powstrzymuje mnie na przykład od ćpania, picia, a co najważniejsze - palenia. Wolę moje struny, zdecydowanie. Wracając do tego co się działo - z rozmyśleń "wybudził" mnie telefon.
-Ej Chwast, potrzebujemy Cię. No bo.... - Igor zaczął mówić.
-No co jest?
-Capar God's. Musimy być w pełni przygotowani. - Powiedział jakby to była największa tajemnica na świecie. - Musisz tu przyjechać. Nasz magazyn, jak najszybciej. To już nie owijanie w bawełnę. To wszystko zależy od pierdolonego życia każdego z Nas. - Nieco zdenerwowany poinformował mnie gdzie mam przyjechać. Nie dziwię się mu że jest w takim stanie. Jakbym miał jeszcze więcej na głowie sam bym pewnie nie wytrzymał.
-Zaraz będę. - Po tych słowach rozłączyłem się. Wsadziłem telefon do tylnej kieszeni spodni i wyszedłem oknem. Tak żeby było szybciej, dla Waszej wiadomości. Nie to że jestem jakiś nienormalny i nie wiem co to drzwi. Zobaczyłem na drzewie wyryte inicjały. Dla ścisłości, moje i Darii. Wtedy byliśmy przyjaciółmi, to było bardzo dawno temu. Na twarzy pojawił się wielki banan, a ja ruszyłem do swojego samochodu. Nacisnąłem na mały przycisk, aby drzwiczki się otworzyły, po czym wsiadłem i zapiąłem pasy. Zapaliłem silnik z tym charakterystycznym dźwiękiem i włączyłem radio.
Wiedziałem, że gdybym miał jechać normalną drogą (autostrada itp.) pewnie w tych korkach prędzej straciłbym benzynę niż dojechał na miejsce, dlatego zdecydowałem się jechać skrótami. Jak tak teraz o tym myślę, nie wiem czy to dobra decyzja.
Zjechałem z autostrady aby móc wjechać w ciasną uliczkę, która była szybszym sposobem na dostanie się do magazynu. Odkryliśmy już ją dawno temu, gdy magazyn jeszcze funkcjonował. Zawsze wchodziliśmy tam oknem, bawiliśmy się jakimiś plastikowymi mieczami. Któryś z naszych opiekunów zawsze Nas tam zawoził, do momentu gdy znaleźliśmy wąską uliczkę. Dla Nas była szeroka, ale jeśli chodzi o samochody, przejechanie przez taki obszar może być trochę kłopotliwe dla osób które przejeżdżają tu pierwszy raz. Dla Waszej informacji - jestem już obeznany.
Zjechałem w kolejną uliczkę, jeszcze węższą od zjazdu z autostrady. Mimo że dawno tam nie byłem wiedziałem, ze to ona zaprowadzi mnie do miejsca docelowego.
-Zarosło tu trochę. - Pomyślałem przejeżdżając przez błoto. Mimo wszystko było tu trochę inaczej niż ostatnim razem, przysięgam. A może to ja inaczej zapamiętałem to miejsce. Wsłuchując się w hipnotyzujący głos Rihanny nagle poczułem że droga robi się niebezpiecznie stroma. Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy i ruszyłem w dalszą drogę. Przez chwilę myślałem, żeby się wycofać, bo już srałem po gaciach, ale polegając na yolo, nie zrobiłem tego. Dojechałem na wyznaczone miejsce, w którym nic się nie zmieniło. Wszystko było identyczne, no prócz tego że zarosło tu trochę. Ale poznałbym to miejsce. Słyszałem jakieś szelesty. Myślałem że to tylko wiatr, albo że to oni chodzą. Nagle usłyszałem wiązankę przekleństw. Chwila przerwy. Strzał, przeraźliwy krzyk i kroki. Myślałem że oczy wylecą mi z orbit. Wyciągnąłem pistolet i udałem się do miejsca w którym słyszałem wszystko. Kolana miałem jak z waty, ale postanowiłem być silny. Zacząłem biec w tamtym kierunku, a to co zobaczyłem potwierdziło moje najgorsze myśli.
Wrzosek został postrzelony.
_________________________________________________
Ostatnimi czasy rozdziały są bardzo krótkie i nudne. Ten może i krótki, ale to co się stało... Wow.
Mam nadzieję że nie zostawicie bloga bo krótkie rozdziały? :D Mam nadzieję że Wam się podoba,
buziaki, Autorka
niedziela, 7 września 2014
013. "Be Alright"
"Through the storm and through the clouds
Bumps in the road and upside down now
I know it's hard babe to sleep at night
Don't you worry, cause everything's gonna be alright
Be alright"
Życie tak szybko się kończy. Coś jest, a później tego nie ma. Dlaczego to wszystko tak się toczy? Że ktoś jest, wspiera, a później odchodzi? Ty pozostajesz w rozpaczy. Nie wiesz co masz robić, nie wiesz jak się zachowywać. W głowie masz totalną pustkę. Zatracasz się w ciemności...
*Otwierasz oczy. Widzisz biały, szpitalny pokój. O dziwo to nie Ty leżysz w niewygodnym łóżku, tylko siedzisz na krześle, z głową opartą o materac, jedną rękę masz na swoim czole, a drugą trzymasz czyjąś. Wolną ręką, ocierasz zmęczoną twarz, aby móc lepiej zauważyć przestrzeń znajdującą się przed Tobą. Spoglądasz kątem oka na lewo, potem na prawo. Twój wzrok zatrzymuje się. Widzisz śpiącą postać. Delikatne rysy twarzy, mały ślad po kolczyku. Włosy w nieładzie. To on. Ten chłopak z którym pierwszy raz się całowałaś. Ten chłopak z którym przeżyłaś niezapomniane chwile. Ten chłopak leży teraz w bezruchu podpięty do dużej ilości kabli. On Ci pomagał zawsze, a Ty teraz nie możesz mu pomóc. Po Twoim policzku spływa pojedyncza łza, ale Ty szybko ją ocierasz. Nie chcesz płakać. Nie chcesz zatracić się w smutku. Nie wiesz co się dzieje, nie możesz płakać przez własną niewiedzę. Jedyne co robisz, to siedzisz i wpatrujesz się w chłopaka. Nie puszczasz jego ręki, czując po prostu to że może to być ostatni raz kiedy ją trzymasz. Widzisz zamianę miejscami, taką tylko pomiędzy nim a Tobą. Po prostu nie wiesz co robić. Już wiesz jak czują się Twoi bliscy kiedy widzą Ciebie w szpitalu. Ty chcesz się poddać, a oni? Oni są przy Tobie. Tak jak Ty jesteś teraz przy nim. Kolejna łza. Unosisz delikatnie jego dłoń, jakby była z porcelany i mogła się momentalnie potłuc z minimalnym, niedelikatnym ruchem. Głaszczesz ją, i całujesz pojedynczo knykcie. Następna łza. Czujesz że zaraz totalnie się rozkleisz. Nagle czujesz gdy on odwzajemnia dotyk. Uciska Twoją dłoń. Widzisz? Czujesz? On jest, żyje, trwa przy Tobie. Porusza się. Kolejny błysk w Twoich oczach. Otwiera powoli oczy. Praktycznie zaczynasz skakać ze szczęścia. Nagle widzisz jak jego oczy się zamykają, ale potem znowu otwierają. Uf, on tylko przyzwyczaja się do światła, spokojnie. Przygląda się Tobie, z podziwem wpatruje się w Twoje lekko przekrwione oczy. Jego wzrok schodzi niżej, na Wasze splecione razem dłonie. Kąciki jego ust lekko unoszą się ku górze. Spogląda spowrotem na Ciebie. Rozchyla usta, a z jego ust wychodzi cichy pomruk.
-Kochanie... - Zaczyna powoli, w jego głowie słychać ból. Jakby to przeszywało go od środka. - Jestem tu, ale... - Przerywa. Niekontrolowanie kaszle. Już masz zamiar naciskać czerwony guzik, ale on resztką sił łapie Cię za rękę i powstrzymuje. - Nie chcesz spędzać ostatnich chwil ze mną z pielęgniarkami u boku. prawda? - Skrzeczy. Jego głos jest mieszanką przygnębienia, smutku, żalu, bólu. Wszystkiego w jednym. Ała.
-Ale Ty nie umierasz, niedługo mieliśmy jechać na wakacje, obiecałeś.. Mówiłeś że jak ja wyzdrowieję to pojedziemy. A co dostaję zamiast wygrzewania się na piasku? Jakąś pieprzoną zamianę ról, to ja tu leżałam zawsze, pamiętasz? - Twoja głowa opada z bezsilności. Słona substancja wylewa się z Twoich oczu niczym wodospad. - Obiecałeś.. - Ściszasz mój ton do szeptu i równie cicho szlochasz.
-Przepraszam. Kocham Cię.. - Ostatnie słowa z jego ust brzmią głośno i wyraźnie. Zamyka oczy. A Ty krzyczysz, błagasz, płaczesz. Klękasz, modlisz się.. A potem widzisz przed sobą ciemność.
A potem się budzisz. *
__________________________
Przepraszam że tak długo
nie miałam możliwości
a jutro szkoła,
bardzo zależało mi żeby dzisiaj go dodać
obiecuję, że w następnym się zaskoczycie, naprawdę!
Bumps in the road and upside down now
I know it's hard babe to sleep at night
Don't you worry, cause everything's gonna be alright
Be alright"
Życie tak szybko się kończy. Coś jest, a później tego nie ma. Dlaczego to wszystko tak się toczy? Że ktoś jest, wspiera, a później odchodzi? Ty pozostajesz w rozpaczy. Nie wiesz co masz robić, nie wiesz jak się zachowywać. W głowie masz totalną pustkę. Zatracasz się w ciemności...
*Otwierasz oczy. Widzisz biały, szpitalny pokój. O dziwo to nie Ty leżysz w niewygodnym łóżku, tylko siedzisz na krześle, z głową opartą o materac, jedną rękę masz na swoim czole, a drugą trzymasz czyjąś. Wolną ręką, ocierasz zmęczoną twarz, aby móc lepiej zauważyć przestrzeń znajdującą się przed Tobą. Spoglądasz kątem oka na lewo, potem na prawo. Twój wzrok zatrzymuje się. Widzisz śpiącą postać. Delikatne rysy twarzy, mały ślad po kolczyku. Włosy w nieładzie. To on. Ten chłopak z którym pierwszy raz się całowałaś. Ten chłopak z którym przeżyłaś niezapomniane chwile. Ten chłopak leży teraz w bezruchu podpięty do dużej ilości kabli. On Ci pomagał zawsze, a Ty teraz nie możesz mu pomóc. Po Twoim policzku spływa pojedyncza łza, ale Ty szybko ją ocierasz. Nie chcesz płakać. Nie chcesz zatracić się w smutku. Nie wiesz co się dzieje, nie możesz płakać przez własną niewiedzę. Jedyne co robisz, to siedzisz i wpatrujesz się w chłopaka. Nie puszczasz jego ręki, czując po prostu to że może to być ostatni raz kiedy ją trzymasz. Widzisz zamianę miejscami, taką tylko pomiędzy nim a Tobą. Po prostu nie wiesz co robić. Już wiesz jak czują się Twoi bliscy kiedy widzą Ciebie w szpitalu. Ty chcesz się poddać, a oni? Oni są przy Tobie. Tak jak Ty jesteś teraz przy nim. Kolejna łza. Unosisz delikatnie jego dłoń, jakby była z porcelany i mogła się momentalnie potłuc z minimalnym, niedelikatnym ruchem. Głaszczesz ją, i całujesz pojedynczo knykcie. Następna łza. Czujesz że zaraz totalnie się rozkleisz. Nagle czujesz gdy on odwzajemnia dotyk. Uciska Twoją dłoń. Widzisz? Czujesz? On jest, żyje, trwa przy Tobie. Porusza się. Kolejny błysk w Twoich oczach. Otwiera powoli oczy. Praktycznie zaczynasz skakać ze szczęścia. Nagle widzisz jak jego oczy się zamykają, ale potem znowu otwierają. Uf, on tylko przyzwyczaja się do światła, spokojnie. Przygląda się Tobie, z podziwem wpatruje się w Twoje lekko przekrwione oczy. Jego wzrok schodzi niżej, na Wasze splecione razem dłonie. Kąciki jego ust lekko unoszą się ku górze. Spogląda spowrotem na Ciebie. Rozchyla usta, a z jego ust wychodzi cichy pomruk.
-Kochanie... - Zaczyna powoli, w jego głowie słychać ból. Jakby to przeszywało go od środka. - Jestem tu, ale... - Przerywa. Niekontrolowanie kaszle. Już masz zamiar naciskać czerwony guzik, ale on resztką sił łapie Cię za rękę i powstrzymuje. - Nie chcesz spędzać ostatnich chwil ze mną z pielęgniarkami u boku. prawda? - Skrzeczy. Jego głos jest mieszanką przygnębienia, smutku, żalu, bólu. Wszystkiego w jednym. Ała.
-Ale Ty nie umierasz, niedługo mieliśmy jechać na wakacje, obiecałeś.. Mówiłeś że jak ja wyzdrowieję to pojedziemy. A co dostaję zamiast wygrzewania się na piasku? Jakąś pieprzoną zamianę ról, to ja tu leżałam zawsze, pamiętasz? - Twoja głowa opada z bezsilności. Słona substancja wylewa się z Twoich oczu niczym wodospad. - Obiecałeś.. - Ściszasz mój ton do szeptu i równie cicho szlochasz.
-Przepraszam. Kocham Cię.. - Ostatnie słowa z jego ust brzmią głośno i wyraźnie. Zamyka oczy. A Ty krzyczysz, błagasz, płaczesz. Klękasz, modlisz się.. A potem widzisz przed sobą ciemność.
A potem się budzisz. *
__________________________
Przepraszam że tak długo
nie miałam możliwości
a jutro szkoła,
bardzo zależało mi żeby dzisiaj go dodać
obiecuję, że w następnym się zaskoczycie, naprawdę!
środa, 3 września 2014
012: "Ed Sheeran"
Daria's POV
Szlajałam się po moim ciemnym pokoju, w którym aktualnie nic nie widziałam. Straciłam kompletnie ochotę na sen. Chodziłam, a moje oczy cały czas były wbite w ekran telefonu. Jedna wiadomość może nagle zepsuć wszystko do tego stopnia, że zastanawiam się czy moje życie to nie jakieś cholerne talk show, albo ukryta kamera. Ba, jeszcze gorzej! Zdarza mi się pomyśleć że jestem w meksykańskiej telenoweli, nawet jeżeli moja aktualna sytuacja nie wiąże się z żadnym z powyższych. Innymi słowy - nie jest zabawnie. Nawet nie próbujcie zaprzeczyć, bo gdyby tak było pewnie spałabym teraz smacznie w moim łóżku śniąc o jednorożcach szukających garnka ze złotem na końcu tęczy. A zamiast tego jestem chora, dostaję jakieś debilne sms'y, nie mogę spać w nocy i czuję się jakbym zaraz miała wyjść z siebie i stanąć obok. O ile zaraz się tak nie stanie. Spojrzałam ze łzami złości które tworzyły szklankę na moich oczach ostatni raz w ekran telefonu zanim nie rzuciłam nim o ziemię. Mimo że telefon sam w sobie nie jest wytrzymały na szybce zrobiła się tylko rysa. Taka malutka. A szkoda.. Przynajmniej nie byłabym jedyną cierpiącą w tym pomieszczeniu. Jeżeli mowa o personifikacji to chyba za często dodaję różnych cech charakterystycznych do mnie przedmiotom. Kolejna fobia, ups.
Spojrzałam na zegarek. Szósta rano. Nie było sensu już zasypiać, więc po prostu wyjęłam z szafy jakieś ubrania, no bo w końcu dzisiaj znowu idę do szkoły. Ciekawa jestem jak mój organizm to wszystko zaakceptuje. Ledwo spałam, tak właściwie to tyle co nic, Jestem nabuzowana i wściekła, to chyba za dużo jak na leciutkie ciało takiej dziewczynki jak ja, hmm?
Udałam się do łazienki, włosy uczesałam, a następnie spięłam w niedbałego koka. Moje wypadające od chemii włosy nadal mi pozwalały na koki, kucyki itp. Mam nadzieję że tak pozostanie.. Chciałoby się, tak. Umyłam twarz, zęby, po czym wyszłam z pomieszczenia. Zeszłam schodami na dół, po drodze łapiąc torbę służącą do szkoły. Zabrałam z blatu znajdującego się w kuchni klucze i pośpiesznie wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi. Byłam już nieco przemęczona, ale skończyłam już zwracać na to uwagę, bo od momentu zdiagnozowania u mnie białaczki nie było ani jednego dnia w którym czułabym się dobrze. I na pewno nie będzie. W ciągu następnych pięciu minut znalazłam się na przystanku autobusowym. Mój autobus jechał 07:09, a do szkoły jechałam z 40 minut, więc raczej zawsze w szkole byłam parę minut przed dzwonkiem. Chyba że była jakaś kolizja, albo inny wypadek - ew. Autobus się zepsuł, ale tyle co on przeżył nie życzę żadnemu innemu pojazdowi.
Wreszcie nadeszła pora i mój autobus przyjechał, wsiadłam pierwszymi drzwiami, ukazując kierowcy który zresztą już mnie znał swój bilet. Zajęłam pojedyncze miejsce z przodu, i założyłam moje białe beatsy, po czym podłączyłam je do mojego telefonu, który parę godzin temu przeżył mały wypadek.
Ciekawe przez kogo, Daria..
Włączyłam piosenkę Eda Sheerana, który miał wysokie miejsce na mojej playliście. Zakochana jestem w tym rudzielcu, przysięgam! Gdyby nie Dawid, to już bym się za niego brała. A zresztą - nie ja jedyna. No bo niby jakie ma znaczenie to że jestem niezliczoną ilość kilometrów od niego, a on nawet nie wie o moim istnieniu? Kwiat też nie zna wszystkich swoich fanów, a oni nie rozpaczają! A co dopiero Justin Bieber. Dziewczyny próbują się rozdziewiczać przy jego plakatach, to dlaczego mi nie wolno pieprzyć muzyki Eda? Ja wiem że życie nie jest sprawiedliwe, ale chyba mam prawo oczekiwać sprawiedliwości jeżeli chodzi o moich mężów, albo nie wiem, koty, psy. Wolny kraj, wolne decyzje, no halo. Dobra, dobra.. Już koniec! Brudne myśli, wychodzić z mojej głowy! N A T Y C H M I A S T ! Przysięgam na Boga, że zaraz nie wytrzymam. Strzeliłam sobie tzw. "facepalma", ale plask był tak głośny że parę osób w moim otoczeniu odwróciło się i popatrzyło na mnie wzrokiem mówiącym "co to było idiotko?"
Pieprzone poczucie humoru. Pieprzony autobus. Pieprzcie się wszyscy, cholerniki.
Jechałam sobie dalej, wpatrując się w znikające za mnie pola, lasy, domki, i jakieś inne budynki, łąki itp. Wreszcie zobaczyłam budynek, który był moją szkołą. Autobus zatrzymał się parę kroków od szkoły, drzwi otworzyły się, a ja wysiadłam. O mało co nie upadłam, ale na szczęście w porę złapałam się ceglanego murka, który uratował mnie przed upadkiem. Głupi ma zawsze szczęście - coś w tym jest. Znalazłam się dokładnie przed drzwiami żółtawo-limonkowego budynku, który może wyglądał dobrze, ale to jakie znajduje się tam towarzystwo przekracza ludzkie granice. Szczerze to nie lubiłam tam chodzić. Mimo że z nauką nie miałam problemów, a nawet pomagałam niektórym, po prostu nie ciągnęło mnie tam. W sumie to wiadome że większość nie lubi chodzić do szkoły, ale nie wolno patrzeć tylko okiem pesymisty, bo nie zauważa się tych dobrych stron uczęszczania do szkoły. Nauka. Nie chodzi mi tu o naukę z książek, z tablicy, zeszytu albo innych źródeł które wykorzystujemy do nauczania, gdy mamy do zrobienia coś zadane przez nauczyciela. Głównie mam na myśli naukę życia. Poznajemy kogoś, zbliżamy się, oddalamy, poznajemy innych. Czasem osoby które znamy właśnie stamtąd okazują się najlepszymi, a niektórzy największą porażką życia. Ale nie wszystko tak naprawdę jest różowe, słodkie i kochane. Uczęszczanie tu sprawia nam również ból. Nie taki ból, że możesz oberwać linijką po ręce od nauczycielki, tak jak to było za czasów gdy uczyć musieli się moi rodzice, dziadkowie. Idealnie pasuje tutaj przysłowie "Kij ma dwa końce. Jednym się bije, a drugim można oberwać." które jest idealnym odzwierciedleniem relacji między uczniami. Dla Was to może i chore, że opowiadam o szkole z punktu widzenia jakiejś ckliwej, wiecznie dramatyzującej dziewczyny, bo mimo że w moim życiu zdarzają się momenty, które można by nagrać i wsadzić do jakiegoś romantycznego filmu, nie jest wcale kolorowe. To tylko parę osób nadaje mu barw, a reszta jest szara.
Po moich długich rozmyśleniach pod szkołą, gdzie kątem oka mogłam zauważyć wzrok prawie każdego przechodnia na mnie. Nie wiem czy chodziło tu o to, że jestem blada, mam podkrążone oczy, albo to że wyglądam jak jakieś gówno, albo czy stoję na środku schodów z nieobecnym wzrokiem wpatrzona w przestrzeń przede mną.. Nie wiem. Tak samo nie wiem dlaczego nikt się ze mną nie przywitał, nie podszedł. Pieprzeni egoiści. A może to ja jestem tak zadufana w sobie że sama do kogoś nie podejdę? Zostańmy przy opcji pierwszej. To inni są źli, ja jestem okej.. Jestem okej.. Bo jestem, chyba.
Bo przecież nikt nie musi wiedzieć że uważam się za bezwartościowe gówno. Że jestem grubą lochą i nie zasługuję na takiego chłopaka jak Dawid. Przecież nie powinno nikogo obchodzić to że zaraz zdechnę przez tą chorobę i tylko udaję uśmiechniętą. Wyżera mnie od środka i nie mogę nic z tym zrobić. To wszystko zabiera mi całą energię, a codzienne czynności to wszystko utrudniają. Chciałabym zostać sama, bez nikogo. Żeby każdy ode mnie odpoczął, a ja siedziała w ciszy, bo przecież każdy powinien mieć na to wyjebane, a na pytać się co u mnie. Przecież wszyscy doskonale wiedzą, że zaraz mogę umrzeć i nic na to nie poradzę. Mam mówić że jest dobrze? Pewnie. Następny żart proszę. Nie jest i na pewno nie będzie. Jestem jakaś psychiczna. Kurwa, czy to kolejna choroba? Nie dość, że męczę się z białymi krwinkami które robią sobie wojnę z moim niegdyś zdrowym organizmem, to jeszcze mam się leczyć na głowę? Śmieszne jest to, że nikt nie rozumie że mam rację.
Dobrze, że nikt nie siedzi w mojej głowie.
Bo nie siedzi..
Prawda?
__________________________________________________________
Rozdział krótki, ale miałam taką wenę..
W następnym będzie się działo, obiecuję!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)