wtorek, 19 sierpnia 2014

009: "Fresh Kings Reactivation"

*Perspektywa Dawida*
Nie chciałem tego. Ale to wszystko było silniejsze. Każda prośba, każdy łamiący się głos Denego. Po prostu nie mogłem temu zaradzić. Wiem, że gdyby Daria, moi rodzice, albo osoby które w jakiś tam sposób są ważne w moim życiu dowiedziały się w jaki sposób kiedyś radziłem sobie z życiem, albo jak pomagałem innym sobie z nim radzić. Bo przemyt narkotyków działa w dwie strony. Nie wiem czy to wiecie, bo ja sam do nie dawna nie wiedziałem. Każdy szmer, każda osoba budziła we mnie jakieś emocje. W tym czasie kiedy należałem do "fresh kings" moje życie było o 180 stopni inne niż moje aktualne życie. Wtedy to nie było życie na jakie zasługiwał ktokolwiek. Nawet mój największy wróg. Wieczne kłótnie, bójki, strzelaniny, takie wojny między gangami. Problemów z policją dotychczas nie miałem.. Ale.. A z resztą nie ważne. Po prostu patrzyłem na każdą osobę z wyższością, z pogardą. Wtedy nie wiedziałem komu można ufać. Myślałem że jestem najlepszy i mogę wszystko, do pewnego momentu, aż nie wymierzono we mnie kulki. Gdy tak rozmyślałem nad sensem mojego życia, i tego co ja właściwie w tym momencie robię, z zamyśleń wyrwał mnie ten znany, przepełniony jadem i brakiem szacunku głos.
-Kwiat! Kopę lat ćpunie! - Poklepał mnie po plecach tak, że prawie się zakrztusiłem własną śliną Kacper. To była osoba która miała niezłe wtyki. No w sumie to ją też można było nazwać wtykiem. Liczne morderstwa, rozróby, miał własny "prywatny" burdel i znęcał się nad dziewczynami w moim wieku. Najczęściej były to dziewczyny, których chłopcy nie mieli już pieniędzy, a one w pewnym stopniu odpracowywały to za nich. Jakie smutne musiało być ich życie, gdy musiały dawać każdemu na około, bez sprzeciwu. Niby dla miłości robi się wszystko, ale takie akcje to zdecydowana przesada.
-Nie jestem ćpunem. - Syknąłem ze złością. Nie mógł się zwracać do mnie w ten sposób. Nie jestem jakąś szmatą, ani męską dziwką jaką był kiedyś on. Po prostu należy mi się szacunek i to chyba najbardziej sobie cenię u innych. Jak ktoś nie ma do ludzi szacunku, na samym początku jest u mnie całkowicie skreślony.
-Nie? A co dostarczałeś Mrukowi? Jeżeli dalej jesteś z tymi swoimi kolegami w gangu, to wiedz że z Tobą dobrze nie będzie. Pamiętaj że z kim przystajesz takim się stajesz. - Prychnął i ironicznie się zaśmiał.
-Nie Twoja w tym główka, Kacper. Lepiej się zamknij, bo wiem co robisz po nocach i uwierz, reszta osób które Cię znają miała by z tego niezłą polewkę. - Ja również sarkastycznie się zaśmiałem na co ten tylko się zarumienił. Baba z niego, pomyślałem.
-Oj Dawidku, mało wiesz o życiu. Jeżeli tylko byś spróbował coś powiedzieć, byłbyś krótko mówiąc martwy. Zresztą już jesteś w cholernym niebezpieczeństwie, bo to jak się do mnie odzywasz przekracza ludzkie granice. - Powiedział do mnie tonem matki ochrzaniającej swoje dziecko za to że wrócił później z podwórka.
-Czego chcesz? Pieniędzy, ubrań, władzy? Dlaczego męczysz mnie zamiast zacząć sobie układać normalne życie? Sam wiesz, że w życiu jesteś nikim. Jesteś do dupy, stary. Cały czas Ci się wydaje że możesz rządzić każdym, ale ludzie tak naprawdę się Ciebie boją, bo możesz ich zabić.
-Ciebie też mogę.
-Tak, ale nie zrobisz tego. -Posłałem mu spokojne spojrzenie, wiedziałem co robić w takiej sytuacji.
-Jesteś tego taki pewien? - Wyciągnął z kieszeni pistolet i wycelował nim we mnie. Zaśmiałem się mu prosto w twarz, niby nie można igrać z ogniem - no cóż, ja jestem ogniem, on może jakimś marnym płomyczkiem.
-Chcesz dostać dożywocie? - Tak, tego by nie chciał. Jestem pewien. Ba! Nawet bardziej niż pewien. Po prostu to wiem.
-Nikt się nie dowie, to pustkowie, Kwiatkowski.
-Wiesz... Możesz mnie zabić, ale jeżeli to zrobisz to wszystko wyjdzie na jaw.
-Dlaczego jesteś taki pewny siebie, Dawid? - Zapytał, całkiem poważnie, jak mniemam.
-Jeżeli bym się przed Tobą kulił i błagał o życie byłbym wtedy dziewczynką w skórze nastolatka. - Wyjaśniłem krótko.
-Ujdziesz z życiem, pod jednym warunkiem. - Wyjął karty i liczył że zagram z nim w wojnę? Niedoczekanie.
-Pieprz się, nie stawiaj mi warunków, nie jestem psem. 
-Może moja oferta Cię zainteresuje.  
-Czego chcesz, Kacper?
-Nagraj jak się zabawiasz ze swoją laską.
-Pogięło Cię? Jaką satysfakcję będziesz miał?
-Po prostu to zrób. Nie bój się, nie musisz być z nią delikatny, spodoba jej się to. - Mrugnął do mnie z humorem.
-Łatwo Ci mówić, ale trudno zrobić. Daria ma białaczkę, nie zrobię jej tego, idioto.
-To z jakąś inną dziewczyną. - Co?!
-Czy boli Ciebie ten Twój durny łeb, pojebało Cię stary i to ostro. -Zacząłem przeklinać, mimo że rzadko to robiłem. Boże.
-Z dziewczyną Michalika się nie krępowałeś. -  Z dziewczyną kogo? O co chodzi?
-Nie rozumiem o czym Ty mówisz..
-Czerwona sukienka, klub Meduza, ubikacja.. Nic Ci to nie mówi? - Zaśmiał się. Ten fałszywy śmiech zaczyna mnie poważnie denerwować.
-Kurwa, skąd wiesz? - Jak już wiedział, to ja też chcę wiedzieć skąd on ma takie informacje.
-Myślisz że Karolina naprawdę trzymałaby język za zębami? - Zacisnąłem zęby, myślałem że zaraz odpadnie mi szczęka. Buzowała we mnie taka złość, że uderzyłem w ścianę.
-Cholera! - Nie wiem czy mój krzyk był spowodowany nagłym bólem, czy zaistniałą sytuacją, ale nie jestem babą dlatego wybieram opcję drugą, okej? -Boże, nie cierpię jej.
-Nie ważne. Co Ci szkodzi? Przecież to będzie szybka znajomość. Bez zobowiązań.
-Co będę z tego miał? - Zapytałem niepewnie.
-Oprócz przyjemności? Twoja dziewczyna ujdzie z życiem, jeżeli tego nie zrobisz ona umrze. Moi chłopcy się upewnią że będzie cierpiała tak długo, dopóki nie będzie miała siły cierpieć.
-Dlaczego to robisz?
-Robię co? - Sukinsyn ma jeszcze czelność się pytać. Ludy, ratujcie mnie.
-Niszczysz.
-Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Nie pamiętasz jaki koszmar niedawno przez Ciebie przeżywałem? Zniszczyłeś mnie. Teraz ja niszczę Ciebie. Zastanów się i przyjdź. Wiesz gdzie mnie szukać. - Odwrócił się i po prostu wyszedł. Zabrał mi resztki godności. Ja miałbym się całować z zupełnie obcą dla mnie dziewczyną,  nakręcić to, a w dodatku jeszcze mu wysłać? Za tym coś się kryło, ale  ja musiałem się dowiedzieć co. Postanowiłem reaktywować nasz gang śledczy. Wykręciłem numer do Wrzoska. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Czwarty. Już miałem się wyłączać kiedy nagle jego głos odbił się echem w moich uszach.
-Czego? - Ups. Chyba ktoś tu ma okres.
-Potrzebuję Was, cholera. Natychmiast.
-Ulica?
-Magazyn za garażami, wiecie gdzie. - Odpowiedziałem krótko.
-Zaraz będziemy. - Po tych słowach rozłączył się, jakby wiedział co się stało. Czy oni mają jakiś podsłuch, czy co? Usiadłem na jakiejś dużej cegle i oczekiwałem ich przyjścia. Cholera, cholera, cholera! Nie mogłem zrobić tego Darii, ale ona by umarła, ten gość jest psychiczny, zabił już tyle ludzi.. Nie mógł zrobić tego jej. Ona niczym nie zawiniła. Nie wpakowywałem jej nigdy w to bagno, nie miałem takiego zamiaru. Dlaczego ona przez moje "prace", jeśli tak to mogę nazwać ma cierpieć? Kochałem ją. Ufałem jak nikomu innemu, nei wiem co bym sobie zrobił jakby jej nie było. A teraz - tak czy tak ją stracę. Usłyszałem kroki, odwróciłem się i zobaczyłem cały Aloha Team, który teraz wyglądał inaczej niż rok temu. Dojrzalsi, bardziej muskularni. A ja? Dalej taki sam. Ale oni zabijali, niszczyli. Nie mogłem taki być, ale to była nagła sytuacja.
-Co jest, Dawid? - W końcu odezwał się Sebastian.
-No bo.... - Zacząłem.
-Zaczynaj, do chuja pana. Nie mamy całego dnia! - Warknął na mnie. Eh. Zawsze nabuzowany Wrzosiu. 
- Spotkałem się z Kacprem.
-Co?! I co Ci nagadał? - Ciekawska dusza, już wiem po kim to mam. Co ja wygaduję...
-Powiedział, że jeżeli nie nagram mojego pocałunku z jakąś laską i mu nie wyślę to on zabije Darię. - Przełknąłem głośno ślinę, a w gardle utworzyła mi się wielka gula. -Nienawidzę go, z całego mojego pieprzonego serca!
- I co chcesz żebyśmy zrobili? - Zapytał.
-Reaktywujmy "fresh kings" -Oznajmiłem.
-Stary, "Fresh Kings" już dawno nie istnieją. Nie możemy tego tak po prostu reaktywować.
-Mam to w dupie czy to istnieje, czy nie, póki moja dziewczyna jest w gównie i może jej się coś stać, do cholery! - Zdenerwowałem się i nie chciałem go słuchać - ale nie mogłem sobie tak po prostu pójść, bo wiem że nic się nie uda bez jego pomocy, a trzeba szybko działać zanim coś jej się stanie.
-Dobra, dobra! Chłopaki - co o tym myślicie?- Zwrócił się do Daniela, Grzecha, Igora i paru innych chłopaków, ale nie pamiętałem ich imion. Dziwne, co? Oni tylko skinęli głowami i spojrzeli porozumiewawczo na mnie. - No więc dobra, ja mam zawsze wszystko w gotowości, więc to Wasze opaski. - Spojrzałem na zielone bransoletki, na każdej było napisane coś po innym języku. Założę się że to Nasze imiona, ale nigdy tak naprawdę chyba się nie dowiem, a pytać nie będę, bo wyjdę na takiego co nic nie wie. Podał każdemu jedną i kazał zapiąć na ręce. Posłusznie wykonaliśmy zadanie, i spisaliśmy od siebie numery jeszcze raz, aby upewnić się że mamy do każdego kontakt. Nie będę słuchać jego rozkazów tylko dlatego że coś na mnie ma. Stawia mi chore warunki i myśli że będę latał za nim jak pies tylko dlatego, że on wie że ja tak naprawdę się go nie boję, ale moja dziewczyna jest dla mnie najważniejsza i nie mam zamiaru po raz kolejny jej ranić. Po krótkiej rozmowie wszyscy udaliśmy się do swoich samochodów. To znaczy: Ja do swojego, oni do busa, czy czegoś tam. Nie wiem czy wszyscy mieli własne samochody, ale wydaje mi się że taki bus to prostsza sprawa. Ciekawe czy kradziony, może raz nie igrali z ogniem i po prostu go wypożyczyli? Tak. Następny żart proszę. Żadna z rzeczy która należy do nich nie jest robiona z czystymi rękoma przy końcowym efekcie. Zawsze jest zamieszany w to gang, a nie po prostu grupka przyjaciół. Bywa. Gdy dojechałem do domu, zgasiłem silnik i stanąłem przed drzwiami musiałem się jeszcze raz zastanowić i pomyśleć jaką będę miał wymówkę że nie było mnie  3 dni w domu. Przemycałem narkotyki i zawiozłem je na drugi koniec kraju? Ta informacja chyba by się nie spodobała mamie. Pomyślałem jeszcze chwilę, a gdy już wymyśliłem moją super wymówkę odchrząknąłem i przekręciłem klucz. Dostałem się do domu, a w progu stała mama z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Super.
-Mogę wiedzieć gdzie podziewałeś się przez trzy dni? Od zmysłów odchodziłam! Twój ojciec też! - Na ostatnie zdanie wzdrygnąłem się. Ojciec rozmawia z matką? O co chodzi?
-Od kiedy tata nagle się zaczął mną przejmować? Dopiero co Nas zostawił a Ty już z nim rozmawiasz? - Wściekły zacząłem mój monolog, szczerze to wątpiłem że będę w stanie się powstrzymać i zacznę robić kazanie własnej matce. Takim właśnie jestem dupkiem.
-Nie interesuj się, pieprzony gówniarzu! Wyjdź stąd! - Wrzasnęła tak, że zdziwiłbym się gdyby któryś z sąsiedzi jej nie usłyszał. Ale jedyne co mogę robić, to wątpić w to. Bez słowa odszedłem. Założyłem moje czarne słuchawki marki sony i włączyłem pierwszą lepszą piosenkę. Leżąc tak i pisząc z Darią o głupotach tak właściwie, uśmiechałem się do ekranu. Tylko ona nie wiedząc nic potrafi pocieszyć mnie jak nikt inny. Tak. Nie powiedziałem jej o zaistniałej sytuacji. I na razie nie miałem powiedzieć. Wiem, że związek powinien być oparty na zaufaniu, ale nie chcę jej w to mieszać. Dopóki nie będzie możliwości że coś jej się stanie, nic nie będzie wiedziała. Potem - pomyślimy. Na razie nic nie wie i niech tak pozostanie do kurwy nędzy. Co to, jakiś dzień wyzwisk i przekleństw? Przy Aloha Teamie, jeżeli to jeszcze mogę tak nazwać zawsze zmieniam się nie do poznania. Jestem bardziej.. Wybuchowy, nie wiem jak to inaczej ująć. Łatwiej się denerwuję, tyle że to z powodu nagłego stresu. Wiem że w każdym momencie może wyskoczyć ktoś z innego gangu i powystrzelać Nas wszystkich. Och, nie chcielibyście być w mojej skórze. Muszę wreszcie przywyknąć do tego, że życie ma mnie za durnia. Ciągle.


  

czwartek, 14 sierpnia 2014

008. "Don't say that I didn't warn you.."

~Na początku chcę Was poinformować, że nazwy leków i innych podanych tutaj składników itp. nie są przypadkowe, lecz niekoniecznie równają się z tą samą chorobą. Wiem, że skoro to opowiadanie powinno być wszystko perfekcyjnie. Ale chemioterapia jest bardzo trudna do rozgryzienia. Poczytajcie sobie sami, hehe. Nie no, mam nadzieję że nie będziecie mieli mi za złe. A teraz Was zostawiam! Miłego czytania. :')
~Autorka 
  

*perspektywa Darii*
Szpital. Biały kwadratowo/prostokątny budynek. Wygląda skromnie,miło. Fajnie tam jest, ale tylko wtedy kiedy jesteś tam... W sumie bez żadnego głębszego powodu. Szczerze to wolałabym polizać krowie wymiona, niż spędzić tam jeszcze tyle czasu ile potrzebuje mój chory organizm. Smętne twarze pacjentów, odwiedzających, lekarzy, pielęgniarek. To wszystko przyprawia mnie o dreszcze. Nie te, które przechodzą przez Ciebie gdy ktoś szepnie Ci coś słodkiego do ucha, albo muśnie ręką Twoje ramię. To ten dreszcz, który czujesz gdy jest coś złego. Kiedy po prostu się boisz. Szczerze mówiąc to nigdy nie zastanawiałam się co czują lekarze. Codziennie ktoś umiera praktycznie w ich rękach, z ich winy.. Ja często obarczam siebie jak coś się dzieje, a co dopiero kiedy ktoś umiera. Ciężko mi sobie wyobrazić to, co oni czują. W woli ścisłości - wolę nie wiedzieć. Od dłuższego czasu mój organizm przyjmuje chemioterapię. Podczas raka (są różne odmiany, jak już pewnie wiecie) wstrzykuje się dożylnie lub doustnie takie lekarstwo, które wyniszcza wszystko w sumie co ma na swojej drodze. Niszczy te dobre krwinki, jak i te złe. Dlatego osoby "chodzące na takie terapie" - delikatnie mówiąc - mają bardzo wyniszczony organizm. Ich żyły są białe, i ciężko wprowadzić w nie igłę. Oczywiście mówię tu o dożylnych sposobach. Doustne są takie bardziej "nowoczesne" Nie dostajesz lekarstwa w zastrzyku. Są to kapsułki, ew. jakieś płyny. Kiedy dostajemy chemię dożylnie wypadają Nam włosy. Natomiast metoda doustna chroni Nas od tego. Jeżeli mam zdecydować, to chroni tylko od tego. Nie wiem, nie stosuję. Mój organizm nie przyswaja tej metody, dlatego mam coraz mniej włosów, i ciągle boli mnie ręka! Nie chcę narzekać, ale tak już jest gdy jesteś chory. A mnie w przypadku białaczki zdarza się to bardzo często. Utraciłam sporo na wadze. Możliwe, że jest to spowodowane nie tyle co wygłodzeniem, ale po prostu ograniczeniem ilości. Nie mogę pić żadnych gazowanych napoi, soków itp. Nie mogę jeść jajek, mięsa, sera. Jem ciągle jakieś świństwa które są niby zdrowe. Mam nadzieje że to jak najszybciej się skończy. Chemia wpływa na mój organizm na razie pozytywnie, dlatego trzymajmy kciuki żeby tak zostało. Codziennie liczę się z tym, że w danym dniu może mnie braknąć. Ale walczę. Poznałam też dużo osób które są tak samo chore jak ja. Dowiedziałam się o odmianach raka o których nigdy nie miałam pojęcia. Niektórzy znoszą to piekło już parę dobrych lat. Są uśmiechnięci, cieszą się że żyją. Nieraz stykali się ze śmiercią, a teraz co? Teraz tryskają radością i ene.... No dobra, nie mają energii, ale mają siłę. Siłę żeby żyć, a dla mnie jest to wszystkim. Ja tej siły jeszcze nie tracę, to przychodzi z biegiem czasu. Znaczy się jeżeli chodzi o mnie, to wolałabym żeby wcale nie przychodziło. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, no nie? Nie. Dobra, Cicho siedź moja wredna połówko, dopóki jestem miła masz mieć zamkniętą jadaczkę i słuchać co mówię, bo to ważne! A wracając do  choroby, która jest dosyć ciężkim tematem, ale wszystko czego dowiedziałam się w ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach, których co prawda nie było dużo, ale wystarczająco żeby powiedzieć "mam już dosyć, chcę wrócić do normalności". Często podawane mam różne leki. Jest dużo rodzajów, ale ja zażywam tylko 2.  Cytoxan i Blenoxane.  Nie wiem za bardzo co one mi dają i w czym pomagają, bo wolę nie wiedzieć czym codziennie mnie faszerują, ale no.. A co do leków to...
-Daria, musisz zażyć lekarstwo! - Z mojego "transu" wybudziła mnie mama. Jeżeli mogłabym widzieć coś gorszego niż widok mojej mamy w takim, a nie innym stanie - wolałabym zdechnąć na stole operacyjnym. Poważnie mówię. Nie chcecie tego widzieć.
-Dzięki. Mamo, może byś przejechała się przespać? Siedzisz tu już tyle czasu, ja nie umrę jak prześpisz się w swoim łóżku przecież, chyba. - Ostatnie słowo powiedziałam bardziej do siebie niż do niej, więc raczej go nie słyszała. Przynajmniej podawała wrażenie takiej. Jak było to nie wiem, moja mama to nie zła aktorka. Jakby ją dać na jakieś estrady, niezłą fortunę byśmy zbili. Słodki Boże, jaka ja jestem wiecznie rozkojarzona. Wiecznie zmieniam temat, mogę powiedzieć że "rozkojarzona" to moje drugie imię. I trzecie też. Czwartego nie mam - a szkoda..
-Na pewno poradzisz tu sobie beze mnie? -Mama zerknęła na mnie spod swoich długich rzęs, nalewając mi przegotowanej wody do białego plastikowego kubka.Tak bardzo trzęsły jej się ręce, pomyślałam nawet że zaraz cała zawartość czajnika znajdzie się na mojej białej kołdrze (swoją drogą, wszystko tu było białe, zdążyliście zauważyć?) ale na szczęście nalanie wody obyło się bez szkód. - No wiesz, mogę zostać, te szpitalne krzesła wcale nie są aż takie niekomfortowe. -Czy mówiłam już że nie znam lepszej aktorki niż moja mama? No niestety żyję z nią pod jednym dachem już 17 lat, więc zdążyłam przejrzeć ją na wylot, ale przysięgam, że jeżeli nie znałabym jej wcześniej uwierzyłabym i pewnie uległa, ale nie tym razem.
-Dam sobie radę, właściwie to większość mojego czasu tutaj śpię. -Zaśmiałam się pod nosem. - Idź, przecież nic mi nie będzie.
-No dobra, ale jakby coś się działo.. -Przed państwem moja mama - królowa dramatyzowania.
-Idź. -Pokazałam jej na drzwi, były brązowe z drewna... Nie wiem jakiego, co mnie interesuje z jakiej kłody są drzwi, w co ja się zagłębiam, Aniele..
-Dobra, trzymaj się tam! - Pocałowała mnie w czoło i wyszła. Odetchnęłam z ulgą że w końcu odpocznie. Nie chcę żeby ktoś sobie zawracał głowę z mojego powodu. Nawet największy wróg, macie to samo, prawda? Nie jestem odludkiem. Nie wińcie mnie! Chcę dobrze dla wszystkich, zdążyliście zauważyć zapewne! Bawiłam się jeszcze trochę moim telefonem i momentalnie zasnęłam. Wspominałam już że osoby chore jak ja są wiecznie senne i połowę czasu swojego życia śpią?

Obudziłam się o godzinie 10:48. Późno dosyć jakby obliczyć, bo położyłam się dosyć wcześnie - jak na mnie. Leżałam sporo czasu w łóżku i byłam tak od niechcenia. Ciągle spałam albo pisałam z Dawidem, czy z innymi znajomymi sms'y. Było tu WI-FI, więc bez problemu zaglądałam na facebooka, instagrama,czy twittera. Zawsze miałam sporo powiadomień, ale jakoś nigdy nie chciało mi się ich sprawdzać. Leciałam po profilach i pisałam jakieś denne tweety, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Odpowiedziałam dosyć ciche "proszę" i ułożyłam się do pozycji pół-siedzącej, pół-leżącej. Patrzyłam się przez chwile na drzwi których klamka powoli szła w dół. Gdy drzwi całkowicie się otworzyły zobaczyłam w nich moją przyjaciółkę Alicję. Zdecydowanie się zdziwiłam, nie spodziewałam jej się tutaj.
-Daria? -Nieco ściszonym tonem powiedziała,  choć to brzmiało bardziej jak pytanie, niż oznajmienie. Whatever.
-Tak? -Odezwałam się po chwili ciszy.
-No bo..
-Nie ma Cię przy mnie tyle czasu, a jak jesteś to nie umiesz wydusić z siebie słowa? Mów, do cholery- Warknęłam do niej już cała podenerwowana.
 -Nie denerwuj się tak na mnie, to nie jest dla mnie łatwy temat do poruszenia. -Powiedziała, prawie krzycząc.
-No dalej, nic mnie nie zdziwi. -Obojętnie wzruszyłam ramionami, ale w środku się bałam co to może być za wiadomość.
-Ile już jesteś w szpitalu? - Jej pytanie zbiło mnie z tropu.
-Przedwczoraj przyjechałam. - Oznajmiłam. -A dlaczego pytasz?
-Widziałaś się może z Dawidem przed swoim wyjazdem?
-Owszem, widziałam się z nim. Dowiedział się o mojej chorobie i tak dalej.
-Widziałam go odjeżdżającego spod Twojego domu, więc postanowiłam go śledzić..
-Czy Ty nie ufasz mojemu chłopakowi? - Postawiłam zacisk na "mojemu".
-Daj mi dokończyć. - Machnęłam w dziwaczny sposób ręką na znak, aby kontynuowała. - Widziałam go podjeżdżającego pod jakiś duży budynek, a - przykro mi to mówić - gdy z niego wrócił w rękach miał walizkę, w której na dziewięćdziesiąt procent były narkotyki.. -Ostatnie słowo mnie przytkało.
-Wiem że nie cierpisz Dawida, ale ogarnij się wreszcie i zrozum że ja z nim nie zerwę. On by nie zrobił czegoś takiego, nie jest taki. Nie pije, nie pali, NIE ĆPA przede wszystkim. Nie wierzę że możesz mówić o nim takie rzeczy. Przecież Ty go prawie nie znasz. Widziałaś go raz i myślisz że wiesz o nim wszystko. Nie oceniaj ludzi po pozorach, jak masz to w zwyczaju. Mam Cię dosyć.. Wyjdź stąd i nie mąć mi w głowie dobra? Wróć jak się ogarniesz. -Wyrzuciłam to z siebie, wreszcie.
-Ale Daria....
-Wypad, Alicja. Nie chcę Cię tu widzieć, ok?
-Okej, ale nie mów że Cię nie ostrzegałam. - Napięcie się odwróciła i wyszła, zostawiając mnie z myślami. A co jeżeli ona ma racje? Boże, co ja wygaduję, przecież muszę ufać jemu tak jak on ufa mi. Położyłam się z tym wszystkim. Padłam po prostu.

wtorek, 12 sierpnia 2014

007. "No. That's not a joke."

miesiąc później..

*Perspektywa Darii*
Ta choroba mnie wykończy. Ciągłe badania, męczące chemie, brak energii, więcej dni opuszczanych w szkole. Pytania rówieśników... Zaczęły wypadać mi włosy. Nie widać tego jeszcze tak bardzo, ale ja zdążyłam zauważyć niewielką różnicę. Lekarze pytali się mnie, czy nie chcę ściąć włosów. Ale ja nie chciałam. Nie w tym momencie, może nawet nie w tym życiu. No chyba że będę wyglądać jak jakieś gówno, wtedy pomyślę. Jeżeli w tę myśl zajrzeć głębiej, to jak gówno wyglądam od początku tej choroby. Mam podkrążone oczy, bladą skórę, bezsilne ramiona. Moje usta się śmieją, a oczy nie. Wszystko we mnie umiera. Mam nadzieję że każda osoba chora na białaczkę tak ma.. Chyba że jestem odludkiem, tej opcji nie wykluczamy,prawda? Prawda. Często oglądałam jakieś filmy dotyczące tej choroby, ale nie potrafiłam tego zrozumieć, tego jak te osoby się czują, no i w końcu się dowiedziałam na swojej własnej skórze. Szczerze to wolałabym mieszkać w piwnicy i jeść karmę dla kota, niż leżeć w szpitalnym łóżku podłączona do kabli i patrząca na to jak inni cierpią z mojego powodu. Najgorsze uczucie na świecie to jest to, kiedy ktoś się o Ciebie martwi, a Ty nie możesz mu tego zakazać, bo wiesz że Twoje życie niedługo może się skończyć i nie masz na to wpływu. Co jeżeli tak naprawdę nigdy nie wyzdrowieję, a za jakieś parę lat, miesięcy, dni, a może nawet godzin umrę? Od początku tej choroby mam swoje motto. "Każdy dzień traktuj, jakby miał być tym ostatnim. Nigdy nie wiesz co się wydarzy." Motto może i jest, ale czy to co w nim zawarte jest przeze mnie realizowane?  Mimo tego wiem, że życie jest zbyt piękne, żeby je sobie odbierać.
**
Obudziłam się dokładnie o godzinie 07:34. Spojrzałam na telefon, którego nie włączałam od tego czasu kiedy skończyłam na pewien okres naukę w szkole. Prosiłam nauczycieli, dyrekcję, pedagogów żeby nikogo nie informowali co się ze mną dzieje, gdyż miałam nauczanie "domowe". Domowe dlatego, że szpital stał się w pewnym stopniu moim drugim domem. Po prostu nie miałam ochoty patrzeć na to jak inni zamartwiają się z mojego powodu. Dlaczego ktoś ma cierpieć, bo ja się staczam? Eh. Po chwili zastanowienia włączyłam go i to co zobaczyłam potwierdziło moje oczekiwania. 49 połączeń nieodebranych i 120 nieprzeczytanych wiadomości. Większość od Dawida. Miały treści typu "Mała, co z Tobą? Co się dzieje, czemu nie odbierasz? Nie ma Cię w szkole, martwię się!!" Uśmiechnęłam się do ekranu widząc jego zmartwienie. Kochał mnie, ale pytanie - czy na zawsze?  Nie wiem. Tego nie wie chyba nawet on. Dzisiaj miałam jechać do szpitala na kolejną obserwację. Wylęgłam się z łóżka i przygarbiona podeszłam do mojej niewielkiej szafy. Rodziców nie było w domu, zawsze rano jeździli do sklepów, aptek i tak dalej, żebym miała wszystko czego potrzebuję na wyciągnięcie ręki. Wybrałam koszulkę z napisem "DO YOUR THING" Którą dostałam od Roksany, podczas gdy produkowała swoje własne koszulki z nadrukami. Czarne wytarte rurki i biały full-cap założony z daszkiem do tyłu idealnie się wpasowały, więc strój wyglądał w porządku. Umyłam zęby i twarz, po czym usłyszałam głośny dzwonek do drzwi. Nie wiedziałam kto to może być, rodziców nie było w domu, ale mieli klucze więc to raczej nie oni. Zeszłam na dół i to co zobaczyłam przez wizjer nieco mnie wystraszyło. Westchnęłam i przekręciłam zamek.
-D...Da..Daria? -Na mój widok Dawid wyglądał jakby jego oczy miały wyskoczyć z orbit, szczerze to po moim stanie zdrowotnym i po wyglądzie nie dziwię mu się.
-Cześć.. -Utkwiłam spojrzenie w podłogę. Nie miałam odwagi żeby patrzeć mu prosto w oczy.
-Co Ci się stało? - Uniósł mój podbródek w górę tak bym na niego spojrzała, ale mój wzrok nadal utkwiony był gdzie indziej. Tak jak mówiłam po prostu nie miałam odwagi.  -Dlaczego nie odbierasz moich telefonów, dlaczego wiecznie nie ma Cię w szkole, dlaczego masz mniejszą ilość włosów, no i dlaczego do cholery jasnej nie chcesz na mnie spojrzeć?! - Ostatnie zdanie wykrzyczał. Sprawiałam mu ból. Ale nie mogłam mu pomóc. Nie wiedziałam jak.
-Przepraszam. - Tylko tyle mogłam wydusić z siebie. -Naprawdę.
-Przepraszasz? A myślisz że co to daje?! Wiesz ile nocy czekałem na jakąkolwiek odpowiedź z Twojej strony? Wiesz ile? Właśnie nie wiesz! Gówno wiesz! Masz cały czas wyłączony telefon, i jak zauważyłem, wiecznie mnie okłamujesz! Powiedz mi o co chodzi wreszcie, bo ja już nie daję rady. Chcę mieć jakiś kontakt z moją dziewczyną! -Te słowa cięły jak lód, ale miał rację. Nie wiedziałam, czy mu powiedzieć, ale postanowiłam że to zrobię, nie mogłam już tego przed nim ukrywać. Przed kimkolwiek nie mogłam. Jeszcze chwilę milczałam, a gdy miałam otworzyć usta przerwał mi.
-Odezwij się do mnie jak będziesz gotowa wreszcie mi powiedzieć dlaczego się tak przede mną kryjesz. - Odwrócił się i poszedł. Teraz albo nigdy.
-Mam białaczkę! Zadowolony? - Krzyknęłam ze łzami w oczach. Nerwy mi puściły. Słysząc to zesztywniał i odwrócił się w moją stronę, widząc mnie siedzącą na ganku, całą zapłakaną.
-Słuchaj.. Jeśli to żart to..
-Nie, to nie żart. Pamiętasz ten dzień gdy trafiłam do szpitala? Wykryli u mnie białaczkę. Cały czas to przed Tobą ukrywałam, bo nie chciałam Cię ranić, rozumiesz? Ten dzień kiedy poszliśmy na randkę i leciała mi krew z nosa, to dlatego bo mam raka. Mam dużo siniaków, same się robią, nie uderzyłam się nigdzie. Nie chcę Cię już okłamywać, bo za daleko to zabrnęło, a ja nie potrafię tego ukrywać. Możesz ze mną zerwać, możesz mnie zostawić, możesz mnie zwyzywać, ale zrozum że już nigdy nie będzie ze mną tak jak przedtem. Nie wiem czy kiedykolwiek wrócę do szkoły, bo ciągłe chemie mnie już wykańczają psychicznie i fizycznie. Mam dosyć, często modliłam się o śmierć, mimo że wiem ze nie mogę umrzeć. Nie chcę żeby bliscy mieli dodatkowe cierpienie, a moja śmierć może nie złagodziłaby tego, ale po pewnym czasie o mnie zapomnieli i mówili "Głupia samobójczyni" No widzisz, takie jest moje życie, na pewno chcesz być ze mną dalej? Bo szczerze w to wątpię. - Wykrzyczałam i parsknęłam śmiechem.
-Nie zostawię Cię, obiecałem. -Wyszeptał i przysunął mnie do siebie. Mocno mnie przytulił, a ja szlochałam w jego pierś. Gdy się odsunęłam, na miejscu gdzie miał głowę była duża plama, najprawdopodobniej od moich łez.
-Masz mokrą koszulkę, przepraszam..
-Nic się nie stało. -Uśmiechnął się, a ja zobaczyłam pojazd moich rodziców. Gdy z niego wysiedli, zaczęli zmierzać w naszym kierunku.
-Kochanie, pospiesz się bo idziemy na....
-Chemię. Tak tato, Dawid wie. - Uprzedziłam go, zanim palnąłby coś głupiego.
-Chłopcze, nie zostawisz naszej córki po tym jak się dowiedziałeś, prawda?
-Nie. Nigdy jej nie zostawię. Niech będą państwo uświadomieni.
-No ja mam nadzieję, a teraz poprzytulacie się kiedy indziej, musimy jechać.
-Mogę jechać z państwem? - Jego pytanie zbiło mnie z tropu. Po co on w szpitalu? Nie chcę żeby cierpiał..
-Lepiej nie. Wiesz, to bardziej..
-Rozumiem. nie ma sprawy. No to Daria, ile zostajesz w szpitalu?
-2 dni. - Szybko odpowiedziałam uśmiechając się nieszczerze.
-Mogę Cię odwiedzić? - Zapytał.
-Tato.. -Zaczęłam.
-Tak, może. - Tata uśmiechnął się uspokajająco, zabrał moją torbę, skinął na Dawida i ruszył w kierunku samochodu.
-No to.. Do zobaczenia, Dawid. -Pocałowałam go w policzek i ruszyłam w stronę pojazdu zostawiając go, czując jakbym zostawiała go na wieczność. Ale dziwne. Nagle usłyszałam sygnał, który był chyba dzwonkiem oznaczającym że ktoś dzwoni do Dawida, zignorowałam to i wsiadłam w samochód. Tata nacisnął pedał gazu i ruszył.

*Perspektywa Dawida*

-No to... Do zobaczenia Dawid. - Do moich uszu dobiegł głos Darii, był trochę smutny, ale uznałem że muszę się przyzwyczaić, nikt nie każe jej skakać z radości, przecież jest chora. Pocałowała mnie w policzek i ruszyła zostawiając mnie na jej ganku. Gdy tylko wsiadła do samochodu usłyszałem dźwięk połączenia. Na ekranie dostrzegłem napis "Karasiov". Wystraszyłem się i zacząłem zastanawiać czy odebrać, ale po chwili namysłu nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Czego? -Syknąłem, sam nie wiem dlaczego mój głos tak zabrzmiał, ale podejrzewam że to z nadmiaru emocji.
-Stary, potrzebujemy Cię. - Gdy tylko to usłyszałem dłoń która była "wolna" zacisnęła się w pięść. Znów chciał wpakować mnie w to gówno, niedawno z niego wybrnąłem, zakończyłem je, a on tak po prostu chce żebym wrócił? On i reszta chłopaków myślą że to takie super proste? Oni są w tym już długo, wiedzą co ich może czekać, ja natomiast nie, nie mogę żyć ze świadomością że w każdej chwili może mi się coś stać.
-Nie wpakujesz mnie znowu w to gówno, Deny. -W moim głosie było łatwo dostrzec mieszankę strachu i zdenerwowania. Ale czego ja się bałem?
-Proszę Cię. Jeśli tego nie zrobisz będziemy skończeni. Rozumiesz? Skończeni. Zginiemy. Nikt z Nas nie może przekazać towaru, mamy już zajęte ręce. Proszę Cię, ostatni raz, błagam stary, zrób to dla kumpli, nie dla biznesu. - Nie wiedziałem co powiedzieć. Handel narkotykami to była kiedyś moja działka. Szło mi to zajebiście, ale gdy wymierzono we mnie pocisk, powiedziałem sobie dość. Nie chciałem być narażany na coś, co może się źle skończyć. Nie mogłem po prostu. To był koszmar. Ale gdy usłyszałem w jego głosie strach, uznałem, że tylko jeden raz, ale potem koniec z tym wszystkim. Ich też muszę z tego wyciągnąć.
-Gdzie mam przyjść, i o której?

środa, 6 sierpnia 2014

006. "Congratulations"

perspektywa Darii

Ciężko były mi wydusić z siebie cokolwiek. Nie wiem, czy owy powód był po prostu taki, że nie wiedziałam co powiedzieć, czy raczej to, że zapach krwi który nie był moim ulubionym wypełnił moje nozdrza. Ciężko było mi złapać normalny oddech.Dawid spoglądał na mnie z zainteresowaniem zaistniałą sytuacją. Musiałam się przyzwyczaić, że na razie tak będzie już zawsze, a ja nic na to nie poradzę. Kolejny powód przez który nienawidzę tej choroby.
-Okej, teraz powiedz mi co Ci się dzieje. - Z moich zamyśleń wyrwał mnie zdezorientowany głos Dawida.
-Ale o co Ci teraz chodzi? To tylko krew z nosa, zdarza się każdemu. -Próbowałam przybrać głos roześmianej dziewczyny, ale w środku wręcz dusiłam się potrzebą momentalnego rozpłakania się. Ale nie przy nim. Musiałam wytrzymać.
-Okej.. Ale wyglądasz blado. Może idź się przespać do domu, czy coś. Odwiozę Cię. -Jego uspokajający ton głosu był trochę dziwny, ale od razu rozluźniłam mięśnie i go posłuchałam. Chciałam mu podziękować i go przeprosić, ale słowami bym tego nie ujęła. Wpiłam swoje wargi w jego uśmiechając się łobuzersko przez pocałunek. Dawid ręce miał na mojej zaokrąglonej talii i mogłam poczuć, jak bardzo mu tego brakowało. Zresztą nie jemu jedynemu. Po paru minutach nasze płuca paliły z braku powietrza, więc oderwaliśmy się od siebie. Bez słowa wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Czułam się słaba, więc oparłam się o siedzenie i zamknęłam oczy. Zasnęłam. Wiedziałam o tym, bo obudziłam się w swoim cieplutkim wygodnym łóżku jęcząc z braku bliskości z moim chłopakiem. Bardzo mi jej brakowało. Było już ciemno, a ja usłyszałam burczenie w brzuchu.
-Jasna cholera. -Mruknęłam do siebie. Założyłam wygodne kapcie i zeszłam na dół. Powitałam uśmiechem moich rodziców, co odwzajemnili.
-Cześć kochanie. Jesteś głodna? -Ciepły głos mojej mamy odbił się echem w moich uszach.
-Tak, właśnie przyszłam coś zjeść. -Uśmiechnęłam się ciepło.- Mam sobie zrobić, czy wyręczysz mnie z tego jakże trudnego zadania? - Szyderczo się zaśmiałam i sama się siebie wystraszyłam.
-Zrobię Ci. Czego Księżniczka sobie życzy?
-Hmmmm... Jajecznicę! -Krzyknęłam dziecinnym głosem, chichocząc.
-Okej, okej.
Poszłam po cichu do swojego pokoju wygodnie usadawiając się na fotelu. Wzięłam do ręki telefon i zaczęłam wystukiwać litery w klawiaturze mojego białego iPhone'a.
Do:Misiek

Dotarłam, Królewiczu. Dzięki za przeniesienie. Jestem Twoją małą Królewną już na zawsze. :*

Perspektywa Dawida


Siedząc i oczekując godziny 23 uznałem że sobie pośpiewam. Niestety moje szczęście nie trwało długo i zabrzmiał krótki dzwonek co informowało o nowej wiadomości. Leniwie się przeciągnąłem i ruszyłem po telefon. Czytając wiadomość uśmiechnąłem się sam do siebie.

Do:Moja <3

Zawsze i na zawsze.

Dochodziła godzina 22:50, więc ruszyłem w stronę klubu, nieco przerażony, ale gotowy żeby wypełnić swoje zadanie i raz na zawsze skończyć z tym, co w ogóle nie miało prawa się zacząć. Klub "Meduza" - kto w ogóle wymyślił tą nazwę? Kiedy dotarłem na miejsce zauważyłem garstkę ludzi palących trawkę przed klubem, no i ochroniarza który musiał pilnować aby żaden niespodziewany gość nie dostał się do  klubu. Wyjąłem swoje zaproszenie/bilet, czy Bóg wie co i ruszyłem w kierunku muskularnego,łysego ochroniarza.
-Bilecik wstępu? -Niski głos odbił się echem w moich uszach. Mężczyzna patrzył na mnie z góry, nie ukrywam, wystraszyłem się. Nie wińcie mnie! Miał z dwa metry wzrostu!
-A proszę bardzo. -Podałem mu do ręki papierek i sztucznie się uśmiechnąłem. Dupek. Myślał że nie mam biletu, a tu zaskoczenie. Otworzyły się przede mną ciężkie metalowe drzwi, do moich uszu dotarła głośna muzyka, a moje nozdrza wypełnił zapach alkoholu,marihuany, i pewnie innych narkotyków.  Szczerze? Nie do końca mój klimat, no cóż. Wzrokiem szukałem wysokiej blondynki, która miała tu przyjść ze swoimi koleżankami, czy kim tam. Było dużo dziewczyn pasujących do jej opisu, ale każda z nich była przylepiona do jakiegoś chłopaka, a raczej do jego wypukłości... Nie wyobrażam sobie Darii tańczącej z jakimś facetem którego ledwo zna, a szczególnie z jego kolegą.. Ba! Nawet Nas sobie nie wyobrażam w takiej pozycji. Może i jestem imprezowiczem, ale nie w takim stylu. Potrząsnąłem głową z obrzydzeniem i wróciłem do szukania mojego obiektu. Znalazłem wysoką blondynkę z czerwoną sukienką ładnie opinającą jej zgrabną figurę. Była z paroma dziewczynami, które nie były brzydkie, ale nie wyróżniały się jakoś zbytnio z tłumu. Dziewczyna była pełnoletnia, bo wyjęła portfel, a w nim dowód osobisty. Byłem pewien, że to ona, gdy zobaczyłem zdjęcie jej i chłopaka całujących się. Byli parą - to na pewno. Podszedłem zamówić drinka, i "niechcący" przewróciłem ją, a zielono-żółta substancja wylała się na jej sukienkę. Pisnęła i tak jak się spodziewałem, zaczęła bluźnić.
-Ty debilu! Uważaj jak chodzisz! Zniszczyłeś mi całą sukienkę! Co Ty sobie wyobrażasz, pedale?! -Byłoby okej, gdyby nie określenie "pedał", o nie.
-O przepraszam, nie zauważyłem Cię! Chodź, pomogę Ci ją wyczyścić. - Podałem jej swoją dłoń, w oczekiwaniu na to, że ją weźmie. -Idziesz? - Niechętnie wysunęła dłoń w moim kierunku, i  ruszyła za mną w stronę łazienki. Klub nie był bogato zaopatrzony, skoro damska i męska były ze sobą połączone, chyba że było to zamierzone.. Nie ważne, do jakich celów. Sami sobie dopiszcie, mądrale.
-Przepraszam, że nazwałam Cię pedałem, nie miałam tego na myśli. - Popatrzyła na mnie spod swoich rzęs.
-Nic się nie stało, na Twoim miejscu pewnie zrobiłbym to samo. - Uśmiechnąłem się uspokajająco i pomogłem wyczyścić jej sukienkę, plama co prawda zeszła, ale sukienkę nadal miała mokrą.
-Możemy tu poczekać aż moja sukienka wyschnie? -Nieśmiało zapytała.
-Tak. - Krótko odpowiedziałem. Sporo czasu rozmawialiśmy. Powiedziała mi o swoich zainteresowaniach, gdzie mieszka, jak sobie radzi, itp. Nie wspomniała ani słowem o tym, że ma chłopaka. Czyżbym się jej spodobał?
-Sukienka chyba już wyschła. -Wskazała na miejsce, gdzie wcześniej była mokra plama.
-Tak, też tak myślę. -Wzruszyłem ramionami, i kierowałem się w stronę wyjścia, nagle Ola, bo tak miała na imię, złapała mnie za łokieć i przysunęła do siebie. Ona mnie pocałowała. A wiecie co jest najgorsze? Odwzajemniłem pocałunek. Pieprzone hormony. Chwyciła mnie za kark i bawiła się małymi włoskami umieszczonymi na nim. Kurde, podobało mi się to. Chwyciłem ją w talii, ale szybko zorientowałem się w co się pakuję i odepchnąłem się od niej. Uniosła brwi i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-My.. Nie możemy, przepraszam. - I odszedłem. Zostawiłem ją tam, bez żadnego wyjaśnienia. Wszystko miałem nagrane na swojej komórce. Wróciłem do domu. Szybko wsiadłem na komputer i wysłałem Karolinie nagranie. Miałem nadzieję że nic z nim nie zrobi.. Dostałem tylko w odpowiedzi od niej:


"Gratuluję, wykonałeś swoje zadanie, już nie musisz nic robić. Dziękuję, a i nic nie powiem Darii, jeżeli o to Ci chodzi, przynajmniej na razie. xoxo"

Przeczytałem to i szybko zamknąłem laptopa. Ułożyłem się wygodnie na łóżku i zasnąłem. Chciałem o tym wszystkim jak najszybciej zapomnieć.

poniedziałek, 14 lipca 2014

005 : "Daria, what happens?"

perspektywa Dawida

Słysząc dzwonek w komórce niechętnie wygramoliłem się z uścisku, Daria również nie miała zadowolonej miny, spoglądając na ekran komórki od razu się zdenerwowałem, bo była to Karolina, a ja nie miałem najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Na pewno nie teraz, przewróciłem oczami, najprawdopodobniej figlarnie, gdyż Daria cicho zachichotała, obdarzyłem ją uśmiechem i powoli kierowałem się do drzwi.
-Zaraz przyjdę, poczekaj tutaj. - Uspokoiłem ją i wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi. -Halo?
-Przeszkodziłam Ci w czymś, że tak długo nie odbierałeś? -Jęknęła swoim denerwującym głosem Karolina. Było jej bardzo wesoło, chyba aż za bardzo.
-Tak, przeszkodziłaś, a teraz gadaj czego chcesz.
-Oj misiaczku, spieszy Ci się?
-Nie mów tak do mnie, to po pierwsze. Po drugie, tak śpieszy mi się, więc przechodź do rzeczy, bo się rozłączę. - Trochę ją nastraszyłem, zamilkła na chwilę. Czy ona miała świra na moim punkcie? Nie myślałem o tym teraz, czekałem po prostu na jej odpowiedź.
-Uważaj co mówisz. Mam kolegę.. -Odchrząknęła. -No i on ma dziewczynę. A bardzo mnie kiedyś zranił, więc chcę żebyś mu ją odbił.
-Nie jestem podły, stara, myśl co mówisz. Chcesz się na nim mścić?
-Tak, i albo zrobisz to co Ci karzę, albo...
-Albo co? Języka w gębie Ci brakło, czy coś?
-Nie. - Prychnęła surowo. -Albo zrobisz to o co Cię proszę, albo Daria dowie się jakie miałeś życie.-Kurde,laska trafiła w mój czuły punkt, więc chyba nie miałem wyjścia.
-Dobra. -Warknąłem. Działała mi na nerwy, jak najszybciej chciałem skończyć rozmowę. - No więc kiedy,gdzie,o której, jak laska się nazywa i jak wygląda?-Zadawałem dużo pytań a gdy rysopis (nie wiem jak to inaczej nazwać) został sporządzony rozłączyłem się bez słowa, bez przytaknięcia. Wróciłem do swojej dziewczyny i przytuliłem ją ponownie.
-Stęskniłeś się, co? - Zaśmiała się, na co również odpowiedziałem jej śmiechem. Jej dotyk, jej słowo, jej wzrok, każdy czuły gest w stosunku do mnie z jej strony sprawiał, że odpływałem na inny, nieznany ląd. Może to co mówię jest ckliwe, ale prawdziwe. Delikatnie musnąłem jej policzek na co wypuściła powietrze i momentalnie się rozluźniła. Mimo że wróciliśmy do siebie między nami jednak nadal było jakieś napięcie, taka linia której nie można przekroczyć. Nie chcieliśmy tego pokazać, ale oboje o tym wiedzieliśmy. Gdy zadzwonił jej telefon, a ona puściła moje ramiona jęknąłem, w sumie sam nawet nie wiem dlaczego.
-Halo? -Odpowiedziała spokojnie, chociaż jej oczy aż zaszkliły się od strachu.
-Gdzie Ty się podziewasz Daria? Gdziekolwiek jesteś, w tej chwili do domu! - Surowy głos jej mamy słyszałem, mimo tego, że nie miała włączonego w telefonie trybu głośnomówiącego, co oznaczało że jej mama po prostu na nią krzyczy. Znałem jej rodziców bardzo dobrze, ale raczej za mną nie przepadali. Niby nic nie mieli do naszego związku, to po prostu nie byli mi jakoś oddani i nie traktowali mnie jak własnego syna, a może to i lepiej.
-Tak mamo, już idę..
-Masz się tutaj pojawić w trybie natychmiastowym! - Stanowczo oznajmiła jej mama, ale po jej głosie nie zdawała się być zła, ale zmartwiona.
-Dobra, pa. - Szybko się rozłączyła. Popatrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem, na co skinąłem jej głową i uspokajająco się uśmiechnąłem. Pocałowała mnie na pożegnanie delikatnie w usta,tak jakbym był ze szkła, przytuliła się do mnie i wyszła z domu, a raczej mojego pokoju poprzez te metalowe schody, których nadal nie znam nazwy.

**
perspektywa Darii

Mimo że byłam podenerwowana, że muszę wracać do domu, w duchu telefon od mamy sprowadził mnie na ziemię. Z Dawidem parą byliśmy krótko, bo w końcu dzisiaj do siebie wróciliśmy, to i tak w dalszym ciągu była między nami niewidzialna bariera, której nie chcieliśmy ukazać, bo to by było dziwne. A jeżeli mowa o zadziwiających czynach, Dawid praktycznie krzyczał rozmawiając z.... Nie wiem nawet kto to był, ale po surowym tonie Dawida dało się poznać, że nie przepadał za tą dziewczyną/chłopakiem, czy jakimś Marsjaninem, albo coś. Biegłam do domu niczym maratończyk, więc gdy dotarłam do mojego domu czułam że potrzebuję wody, bo pragnienie dawało górę. Pragnęłam... Wody, rzecz jasna, nie myślcie sobie nic, czy coś. Przekroczyłam próg domu i od razu zastałam mamę z tatą, zdenerwowanych..
-moja droga, Twoja choroba nie uwalnia Cię na razie od tego, że możesz nami pomiatać! Mogłaś powiedzieć że wychodzić, założyć kurtkę. Cholera, jest późno! Czy Ty pomyślałaś o konsekwencjach? Gdzie Ty w ogóle byłaś? - Zadawała tak dużo pytań a mi zrobiło się słabo. Patrzyłam na nią chwilę zdezorientowanym wzrokiem,gdy nagle straciłam przytomność. Tata zdążył mnie podtrzymać przed upadkiem, ale gorączkowo patrzyli na siebie z mamą i postanowili wezwać pogotowie. Z tego co wiem karetka przyjechała w miarę sprawnie i po prostu zawieźli mnie do szpitala. Mama szybko wybrała jakieś rzeczy, a ja dalej byłam nieprzytomna. Słyszałam ich wszystkich, ale nie potrafiłam drgnąć, powiedzieć im czegokolwiek. Bałam się, myślałam że umieram. Szybkim tempem przywieźli mnie do szpitala. Nie jechali na sygnale, ale nie była to taka powolna jazda. Na pewno nie kierowali się przepisami ruchu drogowego. Przenieśli mnie na tych śmiesznych noszach do sali segregacji, gdzie podpięli mnie do jakiejś kroplówki i teraz nie miałam wyboru się ruszać. Chyba spałam parę godzin, a raczej nie spałam, tylko po prostu byłam w bezruchu. Obudziłam się podpięta do różnych kabli, ale byłam na tyle cicha, że nikt nie zauważył.
-Mamo.. - powiedziałam pół-szeptem, tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić. Ku mojemu szczęściu usłyszała mnie.
-Kochanie.. Jak dobrze że się obudziłaś! - Mama krzyknęła z radości i mocno mnie przytuliła. Mocny ból, ał.
-Boli.. -Ciężko było mi cokolwiek powiedzieć z powodu uciskającego mnie żołądka i zaniżonej temperatury. Byłam po prostu wycieńczona. Już nienawidzę tej cholernej choroby. Dlaczego ja?
-Pani Daria?
-T-ta-tak. -Wybełkotałam zmieszana. - To ja.
-Niedługo będzie pani miała pierwszą chemioterapię.. Decyduje się pani na ścinanie włosów?
-Ścinanie włosów? Z jakiego powodu? -Zdziwiona spytałam.
-Podczas chemioterapii osobom chorym na białaczkę wypadają włosy, dlatego pytam o pozwolenie ścinania, żeby nie było znacznej różnicy,wie pani..
-Nie, nie zgadzam się na ścinanie, nigdy.
-Dobrze, ale jeśli się pani jednak przekona, to proszę się do mnie zgłosić.
Nigdy w życiu nie pozwolę ściąć komukolwiek moich włosów. Nawet pomijając fakt że źle bym wyglądała. Nie chcę żeby ktoś mi współczuł z powodu mojego stanu zdrowia, a raczej z jego braku. Szczególnie Dawid, on się nie może dowiedzieć. Nie wiem jak ja to przed nim ukryję.


**

Minęły dwa dni od mojego pobytu w szpitalu, zostałam wypisana jak na razie do domu. Rozmawiałam z Dawidem parę razy, próbował się umówić, ale okłamałam go mówiąc że jestem chora, ale w sumie to nie do końca kłamstwo, co? Nie śmieszny żart,ups. Gdy już wróciłam do domu od razu do niego napisałam, czy nie chce się spotkać. Zgodził się. Umówiliśmy się w Starbucksie. Tak dawno nie piłam tam kawy, dawno nic nie robiłam, co kiedyś było moją codzienną rutyną. Bo mimo że nie miałam forsy jak lodu układało mi się, więc mogłam sobie pozwalać na różne zachcianki. Teraz nie mogłam, ale nie z powodu pieniędzy. Ubrałam na siebie czarne legginsy, bluzę, na której były jakieś kwiaty, róże, czy coś tam. Na stopy założyłam białe conversy, do których miałam słabość. Spięłam włosy w kucyk, bo mimo że byłam po pierwszej chemii, nie chciałam pokazać że mam już mniejszą ilość włosów, a Dawid jest wzrokowcem, więc wolałabym lepiej nie chodzić przy nim w rozpuszczonych. Złapałam za swoją torebkę, pożegnałam się szybko z rodzicami i pognałam w stronę kawiarni. Było ciepło, ale mimo że nie narzekałam to podwinęłam rękawy bluzy. Zobaczyłam na rękach małe siniaki, które jak opowiadał mi lekarz były oznaką choroby. Męczy mnie już to, szczerze. Naprawdę. Dotarłam na miejsce wolniejszym tempem niż zwykle, co mam nadzieję nie zdziwiło Kwiata, dziwnie to brzmi „Kwiat”, ale za to mój. Dawno tak do niego nie mówiłam, kiedyś wręcz uzależniona byłam od tego przezwiska. Przywitałam się z nim czułym pocałunkiem w usta. Trwał trochę dłużej, bo stęskniłam się już za jego miękkością. Ale to ckliwe,prawda? Usiedliśmy na fotelach i złożyliśmy zamówienia. Zamówiłam pierniczkową latte, a Dawid który za bardzo się na tym nie znał, wziął to samo.
-Kochanie, jak się czujesz? - Powiedział trochę zestresowany ciszą, która Nas ogarnęła.
-Wszystko w porządku,tak sądzę. - Nie skłamałam. Czułam się dobrze, ale dobrze jak na moje przyzwyczajenie. Więc nie wiedziałam czy jest okej, czy wręcz przeciwnie. Gubię się we własnych słowach, wiem. - A u Ciebie?
-Jest okej, ale stęskniłem się za Tobą. Wiesz, sms'y to chyba nie jest ta bliskość której potrzebuję. - Nieśmiało mruknął.
-Przepraszam.
-Nie masz za co, ale ważne że już jesteś zdrowa i spędzimy ze sobą dużo czasu. Co robisz w sobotę? - W sobotę miałam chemioterapię, nie wierzę w to. I co ja teraz wymyślę?
-Jadę z rodzicami do kuzynki na weekend. - Chyba w to uwierzył bo zrobił rozczarowaną minę.
-Do której kuzynki?
-Angeliki.. Tej z Białegostoku. - Nie miałam żadnej kuzynki Angeliki, a tym bardziej z Białegostoku.
-Masz kuzynkę w Białymstoku?
-Tak.
Uwierzył, na szczęście. Trochę mu o niej musiałam opowiedzieć, ale z tego co wiem słuchał z zaciekawieniem. Żeby tylko się nie zakochał w niej, hihi. Przez następną godzinę rozmawialiśmy ze sobą żartując i czule rozmawiając, ale nagle Dawid spojrzał na mnie nieco wystraszony.
-Skarbie... -Powiedział zatroskany.
-Tak?
-Krew Ci leci z nosa.. -Wziął papierową serwetkę, złożył ją w rulonik i podał mi. Zatamowałam krwawienie.
-Co się dzieje? -Niepewnie spytał, jakby zaczął coś rozumieć.

sobota, 12 lipca 2014

004 "Eye for eye (..) "

perspektywa Dawida

Po tym kiedy wraz z Daria wyznaliśmy sobie miłość czułem dziwne uczucie w żołądku. Od razu zaprzeczam, to nie były motylki. To strasznie dziewczęce, a na pewno nie w moim stylu. Siedząc w dosyć dziwnej pozycji z moją dziewczyną, co brzmi teraz dziwnie, ale zajebiście,że ponownie mogę ją tak nazwać, poczułem pewien strach. Cała drżała. Nie wiem, czy to z zimna, czy z czego, ale drżała.
-Kochanie, wszystko w porządku? Cała drżysz. - Może wydawałem się zbyt nadopiekuńczy, ale na pewno nie na tyle, żebym zamieniał się w jakiegoś babochłopa, co to to nie.
-Ymmm... Tak, wszystko w porządku. Po prostu trochę mi zimno. - W pewnym stopniu czułem nutkę niepewności w jej słowach, ale uznałem, że nie będę zbytnio w to wnikać. Delikatnie musnąłem jej usta, na co ona niewinnie się uśmiechnęła. Byliśmy tak blisko siebie, że między nami nie zmieściłaby się cieniutka nić. Czułem na sobie jej spokojny oddech.  - Księżniczko, może wybierzemy się na jakąś imprezę? Wiesz, tak z okazji tej że do siebie wróciliśmy, i tak dalej..
-Możemy się gdzieś przejść, jutro?
-W porządku, przyjdę po Ciebie o 19 jutro, ale teraz muszę się zbierać, moi rodzice nie wiedzą że tutaj jestem, a miałem jechać z nimi kupić nowe meble do mojego pokoju. Trzymaj się, kicia. - Słodko się z nią pożegnałem i dałem jej słodkiego buziaka na czole.
-Do zobaczenia, królewiczu..
Ostatnio byłem bardzo zabiegany jeśli chodzi o moje prywatne życie. Codziennie jakieś spotkania z moim menagerem Igorem, już trochę nie miałem siły, ale pracując nad akustyczną płytą musiałem się temu całkiem oddać. Ta przeprowadzka do Warszawy zdecydowanie wyszła mi na dobre, wiedziałem że będzie lepiej, ale nie ze aż tak. Coraz częściej jestem wyłapywany na ulicy przez moich fanów, a w sumie to głównie fanki. Parę dziewczyn praktycznie codziennie mnie widzą. Chciałbym żeby każda z moich fanek mnie zobaczyła, wiem że to są ich marzenia, a ja zawsze zapewniam je, że jak nie tym to następnym razem. Czasami mi przykro, że nie mogą mnie spotkać, dlatego staram się organizować jak najwięcej konkursów żeby mogły mnie chociażby usłyszeć. Nie daję pojedynczym fankom takich rzeczy, "przywilejów" gdyż inne od razu się buntują z powodu "podziałów", jak to śmiesznie brzmi. W moich oczach WSZYSCY są równi, nie ma lepszych i nie ma gorszych. Wracając do domu przesłuchiwałem próbek swoich piosenek tym razem w  wersji akustycznej. Nie było aż tak źle, przynajmniej tak mi się wydawało. W końcu moje hobby puściło górę, więc zacząłem swój wspaniały taneczny krok i śpiewałem, a raczej wydzierałem się najgłośniej jak tylko się da.

"Znów pogubiłem myśli swe, Ty nic nie wiesz, Ty nic nie wiesz..
Moje siły gdzieś giną we mgle, Tracisz siebie, Tracisz siebie.."


Zauważyłem dosyć znajomą mi dziewczynę zmierzającą w moim kierunku. Zgrabne, długie nogi były  schowane w szarych wytartych rurkach, jej szczupły brzuch opinała czerwona koszula w kratę, włosy miała spięte  o ile nie jestem zgubiony w tych nazwach w koński ogon, czyli taki wysoki kucyk. Uśmiechnięta brnęła szybkim krokiem do mnie. Czy ta dziewczyna nie rozumiała, że nic między nami nie ma? Jestem zakochany w Darii, nie w niej.
-Misiu, nie unikaj mnie. -Jęknęła, gdy przeszedłem obojętnym krokiem obok niej. -Porozmawiajmy.
-Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać. - Syknąłem. -Nie możesz po prostu dać mi spokoju? - Ta dziewczyna ostro działała mi na nerwy, nic między nami nigdy nie było, do cholery.
-A według mnie chyba jednak mamy do pogadania.
-Mów czego chcesz i daj mi spokój.
-Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz. Wiesz, że jeśli nie spełnisz moich oczekiwań, to z Twoją dziewczyną dobrze nie będzie, prawda? Po prostu rób to co Ci powiem chłoptasiu, a tej Twojej pożal się Boże lasce nic złego nie będzie, kapiszi?
-Kapi...co? - Chciałem jak najbardziej odbiec od pewnego tematu, który ona chciała posunąć. Hehe, posunąć to ona raczej wszystko chciała. Sam zachichotałem ze swojej własnej głupoty, ale to był udany  żart.
-Kapiszi, to inaczej pytanie, czy rozumiesz.. Dejw, w jakim Ty świecie żyjesz?
-Nie mów tak do mnie, nie jesteś moją koleżanką. Dla Ciebie "Panie Dawidzie" - Krzyknąłem do niej te słowa, wręcz z ironią.
-Nie próbuj swoich sztuczek na mnie, bo jesteś mi winien przysługę, za to co dla Ciebie zrobiłam.
-Zrobiłaś to dla mnie, ale same czyny były z Twojej winy. Nie uważasz, że źle postępujesz? -Po moich słowach trochę ją zatkało, ale ponownie zrobiła sukowatą minę i uśmiechnęła się krzywo.
-Oko za oko, ząb za ząb. Nie pamiętasz ile krzywd Ty mi wyrządziłeś?
-Stara, to było 8 lat temu!
-Lata to tylko liczby.
-Serio masz zamiar rozgrzebywać podstawówkowe żarty?
-Do końca gimnazjum mnie to śledziło, palancie! - Krzyknęła do mnie. Miała łzy w oczach. Nigdy nie zrozumiem dziewczyn, poważnie.
-Dobra, mów co chcesz. - Poddałem się i kazałem jej mówić.
-Zadania dla Ciebie jeszcze nie wymyśliłam, ale dowiesz się wkrótce. - Parsknęła do mnie i oddaliła się za starymi kamienicami.
-Co za pogięta laska. - Powiedziałem sam do siebie.

Gdy wróciłem do domu zastałem tam tylko moją mamę. Nie powiem, zdziwiło mnie to bardzo, bo tata miał na rano do pracy, ale byłem spokojny, mój tata by sobie nic nie zrobił, nikogo by nie skrzywdził, a przynajmniej tak mi się zdawało. Moja mama siedziała na karmelowej, skórzanej sofie, czytając jakąś książkę, której za bardzo nie kojarzyłem, może dlatego że mało ich czytałem, popijając szampanem. Miała niewyprasowane ubrania i rozmazany makijaż. Chyba płakała, a przynajmniej wydawała się taka. Uznałem, że nie będę za bardzo wtrącać się w jej prywatne sprawy, bo nie wyjdzie mi to na dobre, mimo że bardzo zżerała mnie ciekawość. Po cichu wszedłem po skrzypiących już od staroci drewnianych schodach pomalowanych na biało, żeby nie wyglądały źle. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju, a na łóżku zobaczyłem żółtą kartkę, która chyba była listem. Podniosłem ją i przeczytałem tam list.

"Drogi Synu!
Nie chciałem Cię zawieźć moimi czynami, ale po prostu dłużej już nie mogłem.
Mam nadzieję że z biegiem czasu mnie zrozumiesz, i nie będziesz krył urazy do mnie po tym, co zaraz przeczytasz.
Na początku chcę Cię bardzo przeprosić. Ale dom w którym mieszkasz już nie jest, nie będzie moim domem.
Po prostu zmieniłem trochę swoje plany, ale nie obwiniaj się za to, to nie Twoja wina.
Po prostu ja i Twoja mama już nie możemy być razem, ale dlaczego, to już powie Ci Twoja mama przy dobrej okazji.
Musisz jej teraz pomóc, żeby nic sobie nie zrobiła. Nie bój się, nie mam nowej kobiety, mama będzie zawsze na 1 miejscu,
ale w tym momencie nie mogę być tutaj z Wami w Polsce. Nasza sytuacja jest.. Trochę nietypowa, ale nie wgłębiam Cię w szczegóły,
w końcu się dowiesz. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły, i w końcu mi wybaczysz. Przyjadę do Ciebie, a raczej do Was już niedługo,
więc oczekujcie mojej obecności. Wtedy Ci wszystko wytłumaczę dokładnie i ze szczegółami. Nie bądź na mnie zły, ani na mamę.

                                       
                                                                                                                        Kocham Cię, Tata"


Czy to oznacza że mój własny ojciec wyprowadził się z domu, nie jest już z moją mamą i zostawił Nas tak po prostu na lodzie? Co jak co, ale po nim to ja się tego nie spodziewałem totalnie. Najbardziej to współczuję mojej mamie, co ona musi teraz przechodzić. Uznałem, że na razie przemilczę sprawę. Po żadne meble nie pojechaliśmy, a z tego co rano mi mama mówiła - mieliśmy. No trudno, bywa, czasem takie sytuacje się zdarzały. Byłem totalnie zdołowany, a szczególnie że dodatkowym ciężarem przytłacza mnie Karolina, dla której w pewnym sensie teraz pracuję. Na dzisiaj miałem dosyć. Nie ładnie mówiąc "walnąłem" się na swoje łóżko, założyłem słuchawki na uszy i puściłem swoją boginię Rihannę, której zawsze słuchałem jak coś się działo nie tak. Moje słuchanie przerwał dźwięk sms'a od Darii.

"Wszystko w porządku kochanie? Wybrałeś sobie meble? Buzi :* "

Było mi trochę smutno po przeczytaniu tej wiadomości, ale uznałem że będę z nią totalnie szczery.

"Nie byłem z rodzicami po meble, mój tata wyprowadził się z domu, a mama jest totalnie zdołowana. Sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, zagubiłem się kompletnie, mam nadzieję że chociaż Ty mnie zrozumiesz i nie będziesz mnie wypytywać, błagam. Ja sam od końca nie wiem co się dzieje, zawsze mnie coś spotyka złego.. Nie wierzę w to po prostu.. "



Perspektywa Darii

Po przeczytaniu sms'a od Dawida totalnie mnie zamurowało. Tak bardzo mu współczułam. Nie wyobrażam sobie za bardzo jego sytuacji, bo nigdy tak nie miałam, ale jakbym była teraz z nim przytuliłabym go mocno i nie puszczała, do póki nie polepszył by mu się humor. No czyli nigdy, bo to serio poważna sprawa, jejku.. Nie wiem czy to był najlepszy pomysł, ale założyłam żółte vansy i wyszłam oknem z domu. Biegłam w stronę domu mojego chłopaka. Może to brzmi zbyt oficjalnie, ale ja się tam cieszę i tak. Po jakiś piętnastu minutach dotarłam na miejsce, weszłam po schodach, takich wiecie,  jakby był pożar to szybciej wtedy da się wydostać, i puściłam sms'a do swojego chłopaka.

"Wyjrzyj przez okno. :) "


Widocznie Kwiat telefon miał cały czas w ręce, bo momentalnie jego opalona twarz pokazała mi się w oknie. Zrobiło mi się trochę słabo, ale nie chciałam tego pokazywać, to pewnie przez stres. Chłopak momentalnie otworzył mi okno i nakazał wejść do jego pokoju. Obdarowałam go swoim najszczerszym uśmiechem i bez słowa po prostu go przytuliłam. Podejrzewam, że zdziwiło go moje zachowanie, bo trochę się zachwiał, ale szybko udało mu się spowrotem wrócić do równowagi i teraz staliśmy wtuleni w siebie. Poczułam coś mokrego na swoich plecach, to chyba były łzy. Łzy smutku. Mój największy twardziel się popłakał, było mi go tak szkoda. Ujęłam jego twarz w swoje mikroskopijne dłonie tak, żeby mógł na mnie spojrzeć. Mnie samej również zaczęły lecieć łzy, bo było mi po prostu przykro.
-Nie płacz skarbie, przecież to nie Twoja wina że mój Ojciec sobie po prostu odszedł. - Jego zachrypły głos brzmiał smutnie i bez żadnego zainteresowania, chociaż po prostu wiedziałam że był tym bardzo przejęty.Ponownie go przytuliłam, gdy nagle odezwała się piosenka Rihanny "What's My Name", co oznaczało że Dawidowi dzwoniła komórka.


________________________________________________

Wiem że rozdział bardzo nudny, za co przepraszam, ale wena mi dzisiaj nie dopisała,
a staram się dodawać rozdziały regularnie:(

piątek, 11 lipca 2014

003. "I love you."

To mogło być wszystko. Bardzo się bałam, nie wiedziałam kompletnie co się dzieje. Zaciskałam pięści, ze zdenerwowania zaczynałam się pocić.. Myślałam o najgorszym.
-Na początek proszę o opuszczenie pomieszczenia Twoich znajomych. - Lekarzowi zmienił się ton na spokojniejszy. - Nie wiem czy życzysz sobie ich obecności, dlatego proszę Was o opuszczenie sali, poczekajcie na Darię na zewnątrz, niedługo wyjdzie ze szpitala, jej stan jest stabilny, ale musi się oszczędzać, więc dbajcie o nią.
-Dobrze, dziękujemy, do widzenia.. - Usłyszałam niepewny głos Dawida. Wyszli z sali, więc nadszedł moment kulminacyjny, w którym dowiem się co tak naprawdę mi jest.
-Może to nie najlepszy moment, żeby informować, ale wszystkie badania wskazały jedno. Białaczka. - Zachrypłym głos rozbrzmiał w moich uszach cicho, ale te parę słów dało mi do zrozumienia że moje życie obróci się o 180 stopni. Czułam że ostatnio coś jest ze mną nie tak. Leciała mi krew z nosa, często traciłam przytomność, ale myślałam że to wszystko jest spowodowane tylko osłabieniem, bo ostatnio też mało spałam. Ale nie, coś musiało popsuć mi plany i wyleciało z białaczką. Przecież to jest kurcze to czego najbardziej potrzebowałam! Nie dość że sobie nie radzę z życiem to jeszcze jakaś choroba na głowie. I co? Może mam jeszcze latać po szpitalach badać się i stosować jakieś zasrane chemioterapie które i tak mi nic nie pomogą?! Siedziałam krzyżując ręce na klatce piersiowej i wpatrując się w białą ścianę która była przede mną. Łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu, ale nie chciałam tego pokazać. Musiałam być silna, jeszcze dostałabym jakieś zastrzyki i dodatkowo dłużej musiałabym siedzieć w tym szpitalu.
-Rozumiem, ale co dalej? - Niepewnie zapytałam, w moim głosie było słychać pustkę i strach. -Czy wyjdę z tego?
-Większość wychodzi z tej choroby, dlatego zrobimy wszystko co w naszej mocy. Jednakże ta choroba doda Pani trochę więcej obowiązków. Dłuższe przesiadywanie w szpitalu, mniejszą aktywność fizyczną do wykorzystania.. Wszystko ma pani w tych dokumentach. - Lekarz podał mi plik kartek, daty chemioterapii, ile czasu mam siedzieć w szpitalu, jaką dietę mam stosować. -Czy wyraża pani zgodę na stosowanie chemioterapii? - Przez chwilę się zastanawiałam, ale kiwnęłam głową co oznaczało że tak.
-Dobrze, teraz może pani się przebrać i iść.
Ubrałam się w moje ubrania, które potrzebowały prania, ale niczego innego nie miałam. Z opuszczoną głową szłam przez szpitalny korytarz szukając wyjścia. Uznałam, że przyjaciołom nic mówić nie będę, Dawidowi też nie. Po prostu nie będę ich dodatkowo zamartwiać. Z Dawidem dam sobie spokój, ale będę go traktować normalnie, bo nie mogę dodać sobie jeszcze zmartwień przez tą chorobę. Założyłam moją maskę szczęśliwej dziewczyny i opuściłam wnętrze szpitala.
-I jak?! Co Ci jest?! - Jak zawsze opiekuńcza Kasia. Mimo tego że ją uwielbiałam, to w tym momencie nie miałam ochoty jej słuchać.. -Daria?
-A nic takiego. Po prostu byłam trochę osłabiona bo...... - Chwilę się zastanawiałam co mogę powiedzieć. - Nie jadłam zbyt dużo. -Mimo tego że mój głos się załamał chciałam pokazać że jestem stabilna.
-Martwiłem się. - Troskliwy Kwiat również wrzucił swoje dwa grosze. - Na pewno to tylko z powodu mniejszej ilości jedzenia? - Bałam się że wykrył, że coś jest nie tak.
-Tak, to z tego. Spokojnie, nie martwcie się. Idziemy? - Chciałam jak najszybciej zmienić temat, zanim rozryczę się jak małe dziecko. Dziwnie było mi ich tak okłamywać, ale nie powiem im tego. Na pewno nie teraz.

Odprowadzili mnie aż pod sam dom, pożegnałam się z nimi i przekroczyłam próg mieszkania. Moi rodzice już byli w domu, bałam się trochę..
-Słoneczko.. - Podbiegła do mnie mama i mocno się do mnie wtuliła, widziałam że jej też było z tym ciężko. Tata spoglądał na mnie porozumiewawczym, ale jak i smutnym wzrokiem. Było mi tak ciężko. Nie wiedziałam jak to będzie. Ogarnęły mnie dreszcze i strach. Po cichu poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżko i po prostu się rozpłakałam. Łzy leciały z moich oczu niczym wodospad, musiałam wyglądać koszmarnie, bo nawet mój mały piesek od razu ode mnie odskoczył.
-Wszyscy uciekają. - Powiedziałam po cichu do siebie uśmiechając się przez łzy. Było mi po prostu smutno, ta choroba mnie wykończy, może i nawet zabiję się przed moim "planowanym" końcem. To jest takie nie sprawiedliwe, że nic nie zrobiłam a dostaje mi się najgorzej. Dlaczego pedofile i mordercy w ogóle nie chorują, a ja musiałam? Zastanawiając się nad sensem mojego życia usłyszałam ciche i niepewne pukanie do drzwi.
-Można wejść. - Odpowiedziałam ocierając łzy z policzków. Usłyszałam uchylające się drzwi, w szybie odbiła mi się twarz Kwiata. Pewnie, jego teraz najbardziej potrzebowałam.. Nie chciałam na niego patrzeć. Już nawet nie dlatego że płakałam, ale nie chciałam żeby ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie, dlatego spoglądałam na lecące po mojej szybie krople deszczu, które toczyły ze sobą wojnę która pierwsza spadnie na dół. Bawiło mnie to że traktuję samą siebie jak małe nierozumiejące nic dziecko.
-Daria? Wszystko w porządku? - Jego ciepły, troskliwy głos. Tak mi tego brakowało, ale nie potrafię mu wybaczyć tej zdrady. Nigdy.. Chyba że.. Zobaczymy. Potrzebuję go, jak nikogo innego. -Halo, Daria?
-Tak.. - Tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić, bo momentalnie znów zaniosłam się płaczem.
-Ej, Daria, misiu, nie płacz. - Powoli zbliżał się do mnie, niepewnie bo niepewnie, ale podchodził. Delikatnie objął mnie ramionami i przysunął do siebie. Pogładził mnie po policzku, jemu samemu zaszkliły się oczy. -Wiem że to nie najlepsze miejsce i czas, ale pamiętaj że ja wciąż Cię kocham, mam nadzieję że dasz mi kiedyś się wytłumaczyć. - Zerwałam się z łóżka, otarłam łzy, uznałam że dam mu wyjaśnić, chociaż w tym czasie w którym jestem spokojna.
-Tłumacz, póki możesz.. - Chcąc nie chcąc przecież ta rozmowa musiała nastąpić, teraz, gdy byłam skłonna mu wybaczyć chciałam znać całą prawdę.
-Eh.. - Odchrząknął. - Tego dnia kiedy mnie zobaczyłaś z Karoliną.. Ja byłem pijany. Nie panowałem za bardzo nad sobą. Byliśmy na urodzinach u Kevina, no i Karolina to przyjaciółka Churskiej, od samego początku imprezy przystawiała się do mnie. Ja za bardzo nie rozumiałem, myślałem że to tylko takie wiesz.. "dzikie podrywy" ale jak się okazało to jednak nie były tylko niewinne zaloty. Było mi już słabo od zbyt dużej ilości alkoholu, więc zaproponowała mi spacer. Słyszałem że za sobą nie przepadacie, ale wydawała mi się miła, więc się zgodziłem..Zobaczyłem Ciebie, nie wiedziałem w sumie gdzie byłem, ani co się ze mną dzieje, ale chciałem podejść. Za bardzo nie panowałem nad koordynacją ruchową, więc ona przyciągnęła mnie do siebie. Pocałunków nie odwzajemniałem, ale ona nie chciała mnie puścić, nie potrafiłem się jej wyrwać. Przepraszam Cię, błagam, wybacz mi. Zrobię wszystko, obiecuję.. - Prawię się popłakał, ale ja mu uwierzyłam. Zrozumiałam, że go potrzebuję. Nic nie powiedziałam, tylko delikatnie musnęłam jego usta.
-Kocham Cię. - To jedyne słowa które umiałam wykrztusić.
-Ja Ciebie też.



_________________________________________________

Długa przerwa była, nie ukrywam, ale nareszcie trzeci rozdział! Trochę smutny, ale Daria i Dawid wreszcie się pogodzili! Nie zamartwiajcie się tym, że Daria jest chora. Zdąży zrobić dużo rzeczy podczas chemioterapii! :)